Forum Dyskusyjne
Zaloguj Rejestracja Szukaj Forum dyskusyjne

Forum dyskusyjne -> Umysł i ciało -> Joga -> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi. Idź do strony 1, 2, 3, 4
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu
Re: <Jogini> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Wtorek, 09 Sierpnia 2005, 22:39 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Kończę tygodniowy warsztat jogowo-żeglarski.
Jak dziewczyny go nazywały: mormońsko-jogowo-żeglarski.
Dla 4 dziewczyn( 2 mamy, 2 panny) trenowaliśmy po 2 godziny rano i wieczorem
Jest mi trudno pojmować ten warsztat jako oderwane ode mnie dzieło, jako historię z datowanym początkiem i końcem. Jest wtopiony w moje osobiste doświadczenie.
Trenowaliśmy na pirsie. I w pensjonacie, gdy było zimno albo deszczowo. Żeglowaliśmy, regaciliśmy się w ciągu dnia.

W odwróconych widzieliśmy niebo albo gwiazdy. Początkowo nie rejestrowałem nieba, drzew, wody. Przebijały się chwilami do mojej świadomości, gdy emitowałem instrukcje. W czwartym dniu ładowałem się energią modrzewia za oknem pensjonatu ,kołyszącego się w wietrze. Gdy mówiłem instrukcje i byłem w asanie.
Na morzu jasne jest dla mnie, co jest panem świata, jaki żywioł. Morze wyczyszcza psychikę. Zostaje cisza instynktu samozachowawczego. Cieszę się, że tu, bez łopatologii, terapii wstrząsowej morza czułem żywotną energię drzew.
Uczestniczki warsztatu stopniowo poddawały się kojącemu, wyciszającemu wpływowi spokojnej żeglugi po rozległej wodzie , w stałym wietrze, pod cumulusami, nimbostratusami.....
Spały na szkunerze, kołyszącym się gdy silniej powiało. W porcie pustym wieczorową porą, w powszedni dzień.
Cały czas chodzę na bosaka. Zapomniałem gdzie mam sandały.


Piątego dnia poczułem silnie, jak bardzo nie chcę stąd iść (w mury miasta) Dziecięco, z poczuciem niemocy, bezradnie. Sam mogę być królem. Po co mi inni?



Dziwię się, że dziewczyny godziły się na chłodek , wiaterek otwartej przestrzeni nad jeziorem. Izzi łatwo marzła. Wolała zacisze pensjonatu.

Początkowo, automatycznie odgrywałem wewnętrznie jogowego gostka.
Jego wyniosłość, poczucie wyższości czy demonstrowaną godność. Archetypem jest tu patriarcha, król.
I tak traktowałem Usia .Tak czekałem aż otworzy kajutę kapitańską--- identycznie jak gostek. Nadałem komunikat i czekam aż nastąpi oczekiwana reakcja. To jest skuteczne przeżywanie. Jasność, klarowność i siła komunikowanego oczekiwania. Kupuję to.

Beta powtarzała: „faceci to gatunek wymierający.”
Rola trenera jogi Iyengara przez ostatnie lata daje facetom nad Wislą(dzięki zapotrzebowaniu na to kobiet) możliwość doświadczania patriarchalnej władzy i szacunku. Jak drzewiej u Słowian bywało a teraz jest na Wschodzie .
Wieczorem i wcześniej wdałem się w rozmowę w której sadziłem się na swój sposób. One oczekiwały, ze będę autorytetem ,ze będę mówił z tej pozycji. I szedłem w to. Chociaż nie robiłem spotkania pytań i odpowiedzi guru dla jego wyznawców. Wolałem wałkonienie się wspólne po posiłkach i pojawiające się pytania jogowe w towarzyskiej rozmowie. Czyli sokratejska dyskusja. Coś na podobieństwo przechadzek łebskich gości w Lykeonie. A realniej- projekcje gier rodzinnych.


Królewska godność w zamkniętej sali??????????
Zastrzeżenie: inteligencja i godność królewska ujawniane w działaniu własnym, w dziele. TO JEST TO.
Sądzę ,ze problemem jest to, że nie pozwalam sobie na królewskość w żadnej formie. Nawet na ojcowski patriarchalizm na własny użytek.
A nie mój patriarchalizm wyłapany w dzieciństwie kontra patriarchalizm z drugiej ręki; jogowy???
Zastrzeżenia: może król taki czy inny wysłuchałby dziecko, które nie chce stąd iść?
Może przyłożyłby się do łapania kontaktu z kobiecością?

Gdy Izzi wyjechała poczułem jak wielką i piękną dziewczęcość kreowała.

Dziś rano klnący wędkarze w czasie treningu ( a po wodzie niesie) uświadomili mi oczekiwanie, ze nikt nie będzie nam przeszkadzał; czułem oburzenie..
Zamkniecie w sali zapobiega byciu narażonym na bodźce deprecjonujące wewnętrzne piękno. To było potrzebne początkującej Becie ale czy dziewczynom trenującym z oddaniem dwa lata? Bycie w stanie jogowym na co dzień rozumiem jako automatyczne odsuwanie bodźców zewnętrznych od własnych emocjonalnych reakcji. Wyizolowany kącik czy sala do trenowania jest potrzebna do trenowania wewnętrznej umiejętności lustrzanej świadomości otoczenia. Sprawdzian jak w karate jest na ulicy. Ustawiam swoje receptory, metabolizm informacyjny jak chcę , czy nie?
Odcięcie się od otoczenia w sali, oprócz ułatwienia koncentracji ,ułatwia popadanie w infantylne pojmowanie zdarzeń w zamkniętej przestrzeni jako cały świat, całe doświadczane pole. Łatwiej popaść w dziecięce pojmowanie trenera jako pana wszystkiego. Tutaj z klnącym ordynarnie wędkarzami cisza, wewnętrzny spokój były, tylko we mnie ,dla mnie. Nie były całym otoczeniem. Nie były zewnętrznym światem , któremu ulegam.


Rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach z trawką, kwasem.
Zadziwia mnie możliwość doświadczania różnorodnych stanów.
Ostatnio moje nudzą mnie, powtarzają się, szarzeją. Co wynika z takiego a nie innego uprawiania hatha-yogi. Za dużo rutyny, gorliwego wyrobnictwa, za mało zabawy, ciekawości, przyjemności.


"Trening wtopiony w codzienne doświadczenie." To hasło bliskie mi, ale o co konkretni w nim chodzi?
Przez chwile byłem skłonny się pogodzić ze zmienianiem doświadczenia codziennego przez trenowanie.

Patrzyłem na wodę
Co z celem : trenowanie we wszelkich stanach i okolicznościach? Obawiałem się przeciążenia, przemocy ale nieznany mi bliżej Modest trener innych, robił taki łagodny stopniowo mobilizujący trening ,ze ciało po 40 minutach samo chciało więcej!
Czy ty nie za bardzo chcesz być mistrzem, który nie daje się zaskoczyć?

2005-08-03 10:40 środa
Rano robiłem łagodniejsze asany. Raz ze sam się czułem nie dobudzony. Dwa, że panie skarżyły się na słabości ,bóle.....
Sam się zdrzemnąłem po treningu. Byłem wyciszony.
Jak?
2005-08-04 06:53
Śniło mi się sugestywnie odpuszczenie sobie rozpuszczonego dziewuszyska- Do.
Zostawienie za sobą, oddzielenie ode mnie.
Po jej niczym nie usprawiedliwionym pełnym złości esemesie.
P u s z c z a m to. Jestem jeszcze bardziej "bezprizornyj".

Pojechałem z dziewczynami wczoraj do pensjonatu na wieczorny trening.

I chuj cię to obchodni - warczy Marek Lic
Bo to nie jest dla Misiasia podlizującego się widowni pań w moherowych
beretach?
Nie mam serca, czasu dla Usia, przejęty grupą.

Od godziny się budzę.
Zaproponowałbym nowe ruchy ale czuję, że nie byłyby tak ważne, doniosłe wiekopomne jak te od trenerów jogi Iyengara.
Po co one dla mnie takie właśnie były?
Uciekam od tych nie usankcjonowanych tysiącami lat tradycji, wielkim autorytetem Iyengara, środowiskowym fanatyzmem. Np. te ruchy Chatowa z Francji ................... tylko chwilę bawiłem się nimi a potem znów powaga!
Ojciec się opędzą wyśmiewa,


Pojmowanie praktyki własnej jako wielomiesięcznego procesu, to jest TO. Budowanie programów a nie tylko improwizacja na treningu, co ty na to?
2005-08-04 16:03
Jedliśmy na szkunerze własnoręcznie przygotowane śniadanie. Głodni.
Pytlowaliśmy.
Dona w pytaniu o wykonanie asany wyszła ze złością, dziewczyny uciekły.
Król sali treningowej nie chce o tym nic wiedzieć. Zażenowany, w pachwinach łaskocze.
Nie podlega krytyce ani mój ojciec ani Gostek.
Nie rozmawia nie odpowiada na osobiste zapytania. Ogranicza się tylko do imponowania, wydawania edyktów ogłaszania mów urbi et orbi.
W filmie „Król Szczurów”, król w japońskim obozie jeńców amerykańskich po odzyskaniu wolności w Stanach, był do końca swego życia szarym obywatelem.

Ciągle pojawia mi się gniewny Lic gdy zastanawiam się co jest grane.

Naiwny ufny duży dzieciak: leci z tym: chciałem jak mistrz z filmów blisko z uczniami. Oni wybierali.
4 kobiety? Rzanna skomentowała: niektórzy faceci mili tu: pozdrawiali ją na regatach. Uwodzili. robią rodzinny klimat.
Jako skipper byłem patriarchą na 1800% a przecież to co reprezentowałem nie jest dzisiaj takie znowuż ważne.....


"Lic" powiada nie twoja sprawa, nie interesuj się. Gdy wracałem z kibla po ataku Donaty.
ZaSTRZEZNIE : nie ma przepływu informacji miedzy dzieckiem a królem. Tym sposobem podtrzymuję w sobie podziała na szefa i Dziecko- przygłupa.


Kontakt z przyrodą.

One mnie nie zastąpią w pogłębianiu więzi z przyrodą. Ani nie załatwią automatycznie istotnej więzi. Jaka jest istotna wieź? Dla mnie?

Poczucie potęgi Natury jak na morzu?
Tu inaczej--- przez słabości ciała w różnych letnich pogodach? A może przez zabawę wodą?


Czym błysnąć paniom moherowym?

WZÓR; Na wyższej uczelni forsowałem swoją artystowską duszę, prawo do silnej ekspresji w sztuce.
W podstawówce imponowałem jazdą na rowerze.
Emanować czymś więcej niż tylko ekspercką wiedzą z jogi.
Malować teraz nie tylko, dlatego żeby je inspirować do twórczości????? W ogóle czy skutek dla nich jest najważniejszy?
Czy obrona swojego podejścia do życia, sposobu istnienia?? I wypracowywanie relacji z innymi gdy realizuje swoje hobby jest grą wartą świeczki.?????
Na ile chce imponować? Po co?
Czy przeżywam tu i teraz?
Fantazja rozwalam mięcho żelaznymi haczykami gdy zastanawiam się na ile teraz realizuję swoje pomysły. Rozrabiam jak duża ryba w sieci Gostka.
Mięcho Gostka. Pana innego niż ja.


2005-08-05 07:15

wyspałem się. Obudziłem się ożywiony tak ...............jogowo?
podekscytowany, zmobilizowany
Tak jak w ciągu roku, kiedy nie mogę robiąc czegoś innego.
I w tym stanie psychicznym pływanie jest tylko wożeniem ciała jachtem.

Irytuje mnie konieczność liczenia z dzisiejszymi możliwościami Bety czy Rzanny, wolałbym odkrywać cos nowego, zwalam na nie winę za brak tego typu przeżyć.
A namiastkami; jedną czy dwiema rzadko robionymi asanami pogardzam ( jako tymi odkrywczymi) Sam się nie będę fatygował sam nie będę trenował żeby mieć satysfakcje odkrywcy.
I tu jest pies pogrzebany.
W tym pędzie grupowym.
Co z tego ze są faceci robiący ciągle postępy w wykonaniu asan. Ciągle na czele przemian???? Ja nimi nie jestem dzisiaj.
Ten trening ma znaczenie jako odejście od zamku, od struktury wielkiej jest jakby poza programowy.
Poza domem ojca
Tutaj Rodzic może być inny. Starzy rodzice nie wpuszczają go. Gonią

2005-08-05 13:04
po siavasanie patrzyłem na firanki tak dobrze by było patrzeć na motyw
Samoistnie prowadziłem bardzo spokojnie precyzyjnie . Obszar objęty instrukcją był rozległy.
Rób to dla Jeggera . Mów do dnia, do mocy dnia.

Rozmawiałem z Izzi i nie wiedziałem co mówię.

Siła pięknych kobiet stojących przed domem. Jadącego samochodu.
Zielonych liści,
Robotnika kładącego blachę na dachu.
Dwa samochody jadące na trening.









1


1
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Sobota, 25 Lutego 2006, 00:27 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Zdziwiłem się, gdy porównałem ściśle określone, wiernie naśladowcze
zachowanie w czasie, treningu znanego mi i Donie trenera z jej pełnym emocji stosunkiem do niego.
Zachowanie było przepisowe, opatrzone certyfikatem, bezosobowe, według mnie.
A Dona przezywała żywo jego właściwości człowiecze. Wydawało mi się ze jego człowieczeństwo jest całkowicie ukryte za wyuczoną maską.
Jak ona odkrywała jego ludzkie postawy? Jak widziała człowieka?????????????
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Poniedziałek, 06 Marca 2006, 02:35 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Spionizowałem głowę Pani z potężną nadwagą, udręczonej na twarzy, w oddechu….. Zainicjowałem stan emocjonalny pozbawiony tej udręki. Być może w tym momencie doświadczała w natłoku odczuć z ciała, elementów dumy, spokoju, siły.
Doświadczała w stadium „ szkicowym” optymalnego dokrwienia mózgu i zdrowego funkcjonowania organów wewnętrznych głowy.
Aspekt psychologiczny tak rozumianej mojej korekty uderzył mnie bogactwem, wagą tej kilkusekundowej zmiany w niej.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Poniedziałek, 07 Sierpnia 2006, 17:25 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Pani Róża powiedziała, że chce nauczyć się mantr do każdej asany powitania słońca. Jej trener powiedział, ze bez tego powitanie słońca jest zwykłą gimnastyką.

A dla mnie to pogłębianie jej bycia tylko w głowie. To nadmierna ideologizacja trenowania i wzmacnianie magicznej wiary, wyobrażeń, kosztem obecności w ciele. To utrudnianie poznawania swego ciała, to wpuszczanie w maliny . Właściwa droga to realistyczne poznanie ciała, to zżywanie się z nim i wzmacnianie mądrej jego akceptacji.

Pani Róża części instrukcji nie wykonywała być może dlatego, ze wersja astangowa o powolnym tempie to za trudny sposób trenowania przy jej stażu w jodze fizycznej. Pani Róża często poprawiała sobie włosy, strzepywała owady i czyściła opuszki palców o długich paznokciach z piasku.
Pani Róża istnieje w żarliwym wyobrażeniu słońca.
Nie żyje swoim ciałem jak wieloródka, wyczynowa zawodniczka , czy Jagna z &#8216;Chłopów&#8221;
Przy obiedzie, w trakcie leniwej rozmowy pod żaglem pomykającej łódki
agitowałem właśnie ją do dokładnego wykonawstwa, do bycia obecnym w swoim ciele.
Dobrze, ze nie wygłaszałem tyrad pełnych świętego oburzenia niby to do grupy.
Czy precyzja uwagi i wykonania akurat były jej potrzebne?
Chciała zestawu asan na wdowi kark. Powiedziałem ,ze mądrzejsze myślenie to takie , które uwzględnia całe ciało a nie fragment dla estetyki.

Przez lata byłem szczęśliwy w wyobrażeniu lepszego świata nad którym świeciło słońce NARODZIN. Broniłem tego do ostatnich sił.

Jej wartości, zachowani w czasie treningu budziły mój sprzeciw.

To co miałem do przeciwstawienia to przyjemność z ustawiania kości , przyjemność stricte fizjologiczną.

Moje bycie w ciele teraz kojarzę jako Gabrielowe, czyli światowe, trendy, przestrzenne, wyższe. W czasie treningu było po prostu przyjemne. Gdy jeszcze oddychałem wystarczająco, to w ogóle były delicje.
Csikszentmichalyi uważa przyjemność za podstawowy powód dokonywania odkryć naukowych. Postęp w fizyce kwantowej był możliwy dlatego, ze browar dał Nilsowi Bohrowi ogródek piwny w którym pasjonaci współczesnej fizyki mogli do woli oddawać się przyjemności odważnego myślenia naukowego.
Mówię to spokojnie, dość pewnie. Autorytet męski zaprzecza, neguje , jak groźna góra na horyzoncie o zmierzchu.
O wielkie JANG OOOO Bwana Kubwa czy słusznie się domyślam, ze nic nie masz do prawdy o naukowcach? Tylko nie pasuje ci ten Csikszentmichalyi i Niels Bohr w areopagu naszej starzyzny?
OOOOO TY, NADCZŁOWIEK odrzucasz takie drobiazgi jak umalowane paznokcie pani Róży, pierwsze napisane litery sześciolatka, bryzę wieczorną na jakimś bajorku, jakiegoś kraju. Czy tak?

Uznajesz tylko bogów hatha-yogi?
Zżyma się, zgrzyta straszliwie zębiskami. Toczy pianę z pyska i miota wściekle spojrzenia. Dla niego ludzkość jest kurzem na zapomnianym klepisku.
Czy konstrukcja psychiczna Pani Róży jest całkiem do dupy?
Nie sądzę. Jeśli wyznaje kult pierwszego BUM Wszechświata, czy jej narodzin, to delektowanie się fizjologiczną przyjemnością ustawienia szkieletu może być dla niej słabym doświadczeniem niewiele znaczącym.
Sądząc po mnie długie lata treningu mogłyby wynieść te przyjemność na plan pierwszy.
ZASTRZEZENIE prawdziwy trening Hatha-Yogi wedle Gabrysi to perfekcyjne wykonanie stricte fizyczne akcji składowych.
Bez przyjemności?
Ale nie do przyjęcia jest jej nieuważność, brak 100 procentowego zaangażowania w wykonywanie akcji składowych.
Jeśli wściekasz się na to, to ona steruje tobą. Ona zaczyna kierować tobą.
Jeśli trzymasz to jak bokser kość w trismusie, to nie masz swobody działania. Nie jesteś osobny i niezależny.
Jeśli masz na tym punkcie dupościsk, to jesteś jej. Zrobi z ciebie równie nieuważnego, nie zaangażowanego egocentryka jak ona.
I faktycznie trenowanie przestało być dla mnie zabawne.

2006-07-29 08:30
Nieruchoma klatka piersiowa, brak oddechu Zuzy przykuwał moją uwagę i budził chęć jakąś taką matczyną ożywienia jej. Reanimacji.
Niespójność wrażeń polegała na tym, ze sposób jej poruszania się , męska budowa ciała, krótko ostrzyżone włosy, dowcipkowanie w stylu tarmoszących się chłopaków, papierochy, nie stronienie od kieliszka dawały wrażenie męskiej siły.
A udręczenie w ostrych znękanych rysach twarzy na początku warsztatu , ruchy jakby każdy był włamywaniem się z góry lodowej, Niepewność, jakby była towarem przywiezionym przez koleżankę. Stały wyraz twarzy mówiący: jednak jestem fajną dziewczynka wbrew potężnym facetom w rodzinie samych facetów. To moja tajemnica , będę taka w ukryciu; nie ujawnię tego nawet słowem choćby mnie łamali kołem.
Będę w tej tajemnej wieży zamknięta, będę uczestniczyć w ceremoniałach publicznych jak król chce, ale najlepiej mi w mojej tajemnej dziewczyńskości. Tam jestem żywa i prawdziwa.
Przy inwazyjnym bysiu stukilowym świegotała śmiechem dziewczęcym przypochlebnie, uwodząco.

Rano nie dobudzona skojarzyła mi się z kobietą , niewolniczo głęboko permanentnie uzależniona od facetów, niezależnie od tego jak nią poniewierają.

Bardzo chciałem, bardzo chciałem, żeby ożyła.
Przegiąłem z troska o nią przy wysyłaniu na wodę. Na co bardziej regatowych łódkach.
Kiedyś tez paliłem papierosy.
Szokowe wrażenie robiła na mnie sprzątaczka, dobra kobieta, nałogowa palaczka tytoniu swoją maskowatą prawie martwa twarzą, sztywnością ciała.Śmieć już w niej była.
Zuza trochę wyprostowała się, trochę rysy złagodniały i wypełniły się.
Królu, szeryfie, Nadczłowieku, ok.?

Idę za namowami do systematycznego długotrwałego programu ozdrowieńczego dla niej. W tych namowach jest przekonanie jasność pewność.
Co to za motywacja?
Wyżyłem się w roli lidera, i wczoraj tu w kawalerce miejskiej oglądałem filmy i nic nie robiłem. Myśl ze może potrenowałbym odstrzeliłem z oburzeniem zanim się jeszcze urodziła.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Poniedziałek, 07 Sierpnia 2006, 17:30 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




2006-07-21 12:05

Jak w zeszłym roku zacząłem przezywać warsztat jak B. Czyli pewny siebie wyższościowy, panisko.
Na załapałem się na to za bardzo. Prowadziłem w ciągu, bez korekt.
Z przyjemnością. Dla przyjemności. Gdy widziałem brak motywacji, uwagi uczestniczek, psuło mi to przyjemność. Złościłem się. Jakby odbierały mi coś fajnego. Dzisiaj rano pozwalałem sobie na intonację pełną ekspresji, zabawową. Sam sobie podkręcałem satysfakcjonujące przezywanie.
Przespałem się po porannym.
Cały warsztat prowadziłem uczestnicząco. Raz gdy w zniechęceniu siedziałem na krześle przed grupą w siavasanie widząc i plażę i port z rozochoconymi ludźmi, rozkrzyczanymi dziećmi, policjantów wodnych, uznałem, ze to było dobre rozwiązanie dla grupy w tych okolicznościach. Pomagało utrzymać emocje, myśli w tym co robiliśmy.


2006-08-07 10:50
W czasie warsztatu przezywałem ludzi silniej niż w rejsie. W trakcie warsztatu więcej oczekiwałem od &#8216;załogi&#8217;.
Jeśli chodzi o bliskość, to samoistnie wytworzyła się pozytywna w rejsie. W trakcie warsztatu zaczynało świecić miedzy mną a poszczególnymi uczestnikami; to było raczej ścieranie się i przepychanie,
niż wychodzenie sobie naprzeciw.
W rejsie współpraca ,życzliwość powstawały dzięki zawieszaniu niektórych postaw i motywacji. A te wyszłyby z czasem.
Dobrze ,że angażowałem się w relacje, z góry skazane na krótkotrwałość.
Nie marudziłem ,ze nic nie warte, bo krótkie, przejściowe. Nie do grobowej deski.
Mam poczucie morza czy raczej jeziora twardych ojcowskich porządków, sztywności, surowości, wokół tej wysepki ciepła. W relacjach z minionej jogowej grupy odniesienia brakowało mi bliskości , życzliwości, wzajemnego szacunku.


Teraz wymóg uczciwości w rozpoznawaniu tego co się się dzieje we mnie walczy z chęcią wypadnięcia jak najlepiej w oczach autorytetu jogowego, bliżej nie określonego.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Czwartek, 07 Września 2006, 17:53 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




pieprz uczenie kogokolwiek, czegokolwiek!
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Piątek, 29 Września 2006, 14:03 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Najwyżej cenie uczenie sie przez własne doświadzenie.
To nie jest sprzeczne z powyższym buntem przeciwko uczeniu kogos innego.

Uczenie drugiego o ile tego w pełnej odpowiedzialnosci, za pełną swoja zgoda chce, ok zgadzam sie.
Uczenie w pełnym zaangazowaniu moim w rozwój , poznawanie nabywanie umiejetności, ok zgadzam sie
Szerokie pojmowanie człowieka, otwarte, z tajemnicą i od strony genotypu i od strony niewykorzystanych mozliwości umysłu i od strony nieodgadnionej podswiadomości o ile jest w kazdej chwili w kazdej interakcji , ok zgadzam sie.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Piątek, 20 Października 2006, 16:31 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Pod koniec treningu zdziwiłem się: tak lekko to przeleciało, mgnienie oka to trwało , a przecież nie straciliśmy nawet pół minuty.
Gdy podchodziłem do T, to był MOMENT!
Coś się zadziało świetnego. Takie emocje, myśli, taka percepcja , najlepsza energia
Co to było?
Odpuśc sobie ograniczajace wyobrazenia odbiorców tego tematu, a sobie przypomnisz!
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Piątek, 20 Października 2006, 16:35 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Zuza nie przychodzi na treningi.
Pewnie zachlała.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Sobota, 21 Października 2006, 18:04 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
leonverde
Uczestnik
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #3869
Posty: 228


[ Osobista Galeria ]




:-)))))) No to Zuza ma przechlane... tzn. przechlapane
  
Re: <leonverde> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Wtorek, 28 Listopada 2006, 12:46 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




W ostatnich tygodniach miałem wizję a może wgląd, taki mniej więcej:
W każdej sekundzie treningu z ludźmi, istnieje nie tylko ciało w asanie bez prawa głosu; istnieje przestrzeń trenującego w której dzieje się jego prawdziwe człowieczeństwo. Osobowość, historia życia. przeznaczenie procesy neurologiczne, fizjologiczne, helringerowskie duchy, tylko jego smak istnienia.
To nie jest model w pracowni ASP, który się zgadza na przyjmowanie dowolnych póz dla rysujących studentów, za kasę.
To jest ktoś wielki, tajemniczy, głęboki.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Wtorek, 28 Listopada 2006, 12:55 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




powyższe założenie nalezałoby zintegrowac ze mną. Siebie pojmować przestrzennie wieloaspektowo.
Zbadac jaką rangę moze mieć dla mnie , czy aksjomatu poznawczego. czy sztandaru humanistycznej kampanii, czy tez racjonalizacji w trakcie oczarowania nieprzytomną laską.
czy to tylko incydent buntowniczy miedzy zgredami formalistami urzędasami policjami różnopłciowymi.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Środa, 29 Listopada 2006, 10:48 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Ania leżała w siavasanie na płaskiej podłodze tylko z kocem pod głową. Z piętami na zewnętrznych krawędziach maty. Dla niej ( szczupłej z zesztywniałą klatką piersiową, z powyginanym kręgosłupem, ze szczupłymi pośladkami )to nie była pozycja wygodna ,naturalna, wyrażająca jej postawę życiową.
Oprócz odczuć proprioceptywnych ta pozycja produkowała jej emocje czy tez zabarwienie emocjonalne czy modalność - egzotyczne dla niej , nie oswojone.
Pełna integracja z tą i innymi asanami polega na włączeniu stanów emocjonalnych asany do najgłębszej tożsamości. Tak, ze czuje siebie w asanie.
Udomowienie ich, włączenie w intymne centrum to pełna integracja. Ostatni etap trawienia. Wchłonięcia.
Dla mnie to znaczy, ze Dziecko cieszy się asaną.
Pozostaje emocje asany pogodzić z Dorosłym, z inteligencją.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Środa, 07 Marca 2007, 15:15 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Marzanna nie przyszła w zeszłym tygodniu na trening , bo chowała ojca zmarłego po długiej chorobie. Teraz znów pojawia się na treningach. Guerenica nie pojawia się od dwu tygodni. Załatwiła 80 &#8211; cio letniej matce chemię, mimo, że lekarze nie zgadzają się na to. Aga rodzi za tydzień . Rudaaga trenuje z mężem długowłosym w 5tym miesiącu; to będzie ich drugie dziecko.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Czwartek, 15 Marca 2007, 13:45 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




2007-03-15 07:25 wersja bajkowa

Ostatnio przychodzą do mnie partyzanci gdy prowadzę trening. Ojciec z synami.
Pojawiają się cicho , miękko. Jakby z gorącego letniego powietrza materializowały się dobrze okonturowane płaskie postacie. Kontury są białawe. Odbierają mi silę. To pogrobowcy szczęśliwego matriarchatu.
Kwestionują moja robotę, zżymają się na ciągłe powtarzanie tego samego.
Wypominają brak obywatelstwa w raju, brak radosnych świąt ku czci bogini pomyślności, śmiechu i przyjaźni. Kręcą nosem na brak importu towarów kolonialnych rozśmieszających, ostatnich krzyków mody.
Ojciec synów wypomina brak dostojnych ceremonii i manifestacji wielkości imperium.

Drodzy partyzanci. Czuje się zaszczycony tym ,ze do mnie zwracacie się z reklamacjami z żądaniami powrotu lat pomyślności w naszej Ojczyźnie.

Nie mogę przyjąć pełnej odpowiedzialności za rozpad szczęśliwego kraju.
Przypisywanie mi takiej mocy sprawczej pochlebia mi, ale nigdy tak nie było, ze to ja ściągałem znakomitych cudzoziemców i ich przeganiałem. Ojciec dużo zrobił dla pamięciowego wkuwania na blachę popisowych chwytów. Ale czy to wystarczy aby świat dzieciństwa jogowego trwał po wieki? A który z was najbardziej pławił się w maśle jako ten pączek? Spaliście. A teraz zażalenia macie do mnie?
Konkretyzujcie zażalenia i oczekuje od was odpowiedzialności w tych konkretnych sprawach.
  
Re: <modest> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Poniedziałek, 07 Maj 2007, 12:03 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




2007-05-06 00:43
Płynąc katem w słońcu wydało mi się, że robię to co zarzucałem moim autorytetom ostatnich lat:
Prowadząc trening robię przedstawienie, którego wartości są mi obce , gdy tylko skończę prowadzić.
  
Re: Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Środa, 09 Maj 2007, 12:48 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
q0q0q0
Stały bywalec
<tt>Stały bywalec</tt>
 
Użytkownik #2834
Posty: 218


[ Osobista Galeria ]




To przerażające, modest, a równocześnie trochę Ci zazdroszczę. Ja nie mam i prawdopodobnie nie będę miał styczności z joginami i joginkami podczas praktyki. Praktyka własna - jak Ty to nazywasz jest dla mnie kręgosłupem, rdzeniem istnienia w tej materii w tym życiu. Ten ogromny napływ wrażeń i doświadczeń w którym egzystuję jogując pryska jak bańka mydlana w towarzystwie innych osób.
  
Re: <q0q0q0> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Czwartek, 10 Maj 2007, 16:04 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Rozumiem to. Czuje teraz dobrze
  
Re: <q0q0q0> Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Piątek, 11 Maj 2007, 15:25 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
modest
Pro uczestnik
<tt>Pro uczestnik</tt>
 
Użytkownik #227
Posty: 1267


[ Osobista Galeria ]




Dziękuje ,że zareagowałeś.
Mam ochotę osłabiać wymowę rozpoznania
sprzeczności miedzy tym co wyrażam w roli trenera w czasie prowadzenia treningu dla innych ludzi niż ja, a tym co wyrazem poza tym czasem i rolą.
Np.
Gdy sformułowałem te hipotezę roześmiałem się jej prosto w pysk.
Przecież ja zarabiam w ten sposób pieniądze!!
A jeśli tak, to, to jest nietykalne. Nie może być żadnego czepiania się.
Np.:
Ludzie Wschodu z całkowitym spokojem przyjmują niespójności nauk głoszonych przez liderów a ich prywatnym zachowaniem. Oni uśredniają przekazy.
Dla ludzi Zachodu taka sprzeczność dyskwalifikuje lidera. Więc mam pewność, ze nie jesteś Chińczykiem.
A przecież trenując jogę wchodzimy w skórę Azjatów.
Czy nie?

Nie chce się usprawiedliwiać.
Nie chcę tego przezywać naiwnie, powierzchownie.

Dzisiaj trochę się szarpaliśmy z Markiem w grupie towarzyskiej.
Trochę się nudziłem w tej grupie, rozmawiałem z śliczną dziewczyną.
I potem prowadziłem trening .

Instrukcja za instrukcją spokojnie , jak czołg, który równo, nie za szybko jedzie, ale tez nic mu nie przeszkodzi w posuwaniu się do przodu.
Prowadziłem uczestnicząco.
W ciągłej, pełnej koncentracji na czynnościach , na wrażeniach ,odczuciach z ciała.
Tak, ze gdy zobaczyłem Ibsena naprzeciwko w całej okazałości przymknąłem oczy, bo to było zbyt wiele , zbyt mocne, zbyt obce światu jogowo doświadczanego ciała.
I znów ktoś się zdziwił po 1,5 godzinie : to już?
Czas treningu i mi przeleciał w mgnieniu oka. .
Byliśmy poza czasem.

Czy dokładnie tak samo mam przezywać spotkania towarzyskie pracownicze, przejecie ulicą ???
Non stop mówiąc w trybie rozkazującym?

Spotkanie towarzyskie ma być inne.
Ciało nie boli, nie pracuje na maxa. W spotkaniu towarzyskim I tak ma być. inaczej nie chcę doświadczać spotkania towarzyskiego.

W pracy ciśnienie bodźców zewnętrznych gania mnie j jak psa.

W czasie treningu jestem w rzeczywistości klarownej, prostej, skondensowanej, niezróżnicowanej , porywającej. Bezosobowej.

Tak ma być i w spotkaniach na korytarzu i z szefem i z kolegami ?
W ostatnich miesiącach często uciekam od rzeczywistości pracy w trening.
Nie che cały dzień przebywać w rzeczywistości treningu.
Nie byłoby tez dobrze gdybym wszystko inne niż trening przezywał blado, powierzchownie z niesmakiem. I czekał tylko na te chwile poza czasem.

W materii, w której tu robimy uważam na działanie Rodzica; działanie "powinieneś!!! "Ustalanie kodeksu na najbliższe lata nie może być robione .ślepą przemocą złością
.
  
Re: Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
PostWysłano: Poniedziałek, 14 Maj 2007, 12:27 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
q0q0q0
Stały bywalec
<tt>Stały bywalec</tt>
 
Użytkownik #2834
Posty: 218


[ Osobista Galeria ]




Musiałbym zaprzeczyć idei dorobku ludzkości, żeby twierdzić że trenując jogę wchodzimy w skórę Azjatów. Dla mnie nie ma takich podziałów jak rasy czy płeć w sensie postrzegania ograniczeń. Czy lekkoatleci wchodzę w skórę greckich olimpijczyków a Chińczyk grający Szopena w skórę Polaka uchodźca na obczyźnie? Nie wydaje mi się. Każdy interpretuje na swój sposób przez pryzmat własnych doświadczeń ukształtowanych przez "swoje miejsce w czasie i przestrzeni". Joga jest dla mnie uniwersalna do tego stopnia że nie odczuwam potrzeby czytania starodawnych pism w sanskrycie po to żeby utożsamiać się z obcą kulturą (aczkolwiek byłoby to bardzo interesujące). Tak samo płacąc kartą kredytową w markecie też nie czuję się amerykański i robiąc miliony innych rzeczy które gdzieś tam powstały w obcej kulturze - nie ciągną mnie wcale w otchłanie dociekań. Jesteśmy jednością jako ludzkość, jako wspólny byt czy tego chcemy czy nie.
  
Doświadczenia i refleksje w uczeniu jogi.
Forum dyskusyjne -> Umysł i ciało -> Joga

Strona 2 z 4  
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów w całości lub części jest niedozwolone. Wszelkie informacje zawarte w tym miejscu są chronione prawem autorskim.



Forum dyskusyjne Heh.pl © 2002-2010