Zaloguj się, by pozbyć się reklam
Wysłano: Wtorek, 04 Lipca 2006, 14:02 |
|
|
|
| Kosmopolitka : |
Czy spotkania kobiece to tylko rozmowy o dylematach milosnych, uniesieniach lub ich braku?
Alez oczywiscie, ze nie. Dyskusje o szkole, o pracy, o domu, o ostatnich doznaniach z wyjcia na koncert, do kina czy do teatru. Ale tez banalne, chodz tak wazne, rozmowy o przepisach kulinarnych, poradach domowych, wymiana waznych informacji- gdzie i za ile mozna kupic tak niezbedne dla nas umilacze zycia (ciuchy, buty, torby czy kosmetyki), czy pani Kazia dobrze strzyze, a jak do kosmetyczki, to tylko do Pani Kasi...
Te mile spotkania na kawke, w ulubionej od lat kawiarence, wspolne eskapady do sklepow, do fitness, na dyskoteki, czy tez wieczorne spotkania przy winie, wyjscia do teatru czy kina, na koncert, wyjazdy wakacyjne czy tez spacerki wieczorne maja niezapomniana atmosfere i sa jak powietrze potrzebne do zycia.
Bez nich nie wytrzymalabym dluzej niz pare tygodni, a bez mezczyzn jakos sie da... |
Powyżej pierwszy post Kosmopolitki zakładający ten topic :)
A ja niedawno wyczytałem (artykuł w niebulwarowej prasie poparty badaniami statystycznymi), iż bardzo na topie teraz jest posiadanie przez dziewczynę przyjaciela - geja! Bo to bezpieczny taki, pogadac można, przytulić się bez zobowiązań, pozwierzać itp itd. I nawet ewentualny stały partner (hetero!) nie może być zazdrosny! Ponoć wręcz lansuje się takie postawy w mediach, jak chociażby w popularnych serialach, na które się tu nie powołam ponieważ nie śledzę i jeszcze bym tytuł przekręcił, narażając się poprzez to na dezaprobatę
No i tak sobie siedzę i myślę (nie boli! ) - toż to niesprawiedliwe bardzo! "Zwykły" facet to niby od razu niebezpieczny jest albo o "jedno" mu chodzi? Sięgając głębiej - czy niemożliwa jest przyjaźń pomiędzy "normalnym" facetem a kobietą? Czy to oznacza, że facetów dzieli się na tych, którym albo chodzi, albo chodziło, albo prędzej czy później będzie chodziło o "łóżko" i na tych za których wychodzi się za mąż! Ok - pozostaje jeszcze instytucja zwykłego kolegi, traktowanego jakby go równie dobrze mogło nie być, bo nie jest kandydatem na męża albo instytucja równie instrumentalnie traktowanego kochanka do łóżka. A gdzie miejsce na przyjaźń? Ja do gejów nic nie mam osobiście, ale w tej konkretnej sytuacji mówię stanowcze nie!
A tak se wrzuciłem kij w mrowisko pół żartem pół serio! ale chyba bardziej serio!  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Wtorek, 04 Lipca 2006, 18:33 |
|
|
|
| cezar : |
| A gdzie miejsce na przyjaźń? |
Mam przyjaciela, ostatnio spędzam z nim sporo czasu [tzn. wiecej, niż "zwykle"]. I własnie to jest "tylko" przyjaciel. Bardzo mi się podoba w jego postawie to, że, mimo intymnego "sam na sam", nie zrobił "w kierunku łóżka" nic, chociaż na nim [tj. łóżku - jego, baaardzo wygodne i nie skrzypi ;D]akurat leżeliśmy rozmawiając Szczerze mówiąc, chciałabym nawet mieć takiego faceta [jest inteligentny, doskonale się rozumiemy, mamy podobne poczucie humoru, a do tego jest niesamowicie - jak na mój gust - przystojny ;)], ale nie tego. Sądzę, że to mogłoby zepsuć coś między nami, "zniknęłoby" coś. Nie wyobrażam sobie jednak, aby ewentualny mój przyszły mężczyzna nie był zarazem moim przyjacielem. Cenię sobie partnerstwo, a nie trzymanie się stereotypów płci. Bo tu nie chodzi tylko o łóżko A przynajmniej nie mi.
Nie mam żadnego kumpla-geja [albo nie wiem jeszcze o tym], więc w tej materii wypowiedzieć się nie mogę. Kusząca, że tak już się wyrażę, jest perspektywa tego, że można do takiego chłopaka się po prostu przytulić, kiedy jest źle i nie bedzie to nikogo raziło. Jak do przyjaciółki, to od razu jakieś matołki się znajdą, które rozniosą plotę, że obie jesteśmy homo [jak już to bi w moim przypadku ]. Tymi osobami nawet bym się nie przejęła, gdyby własnie nie plotka, czyli zarazem bycie już na przegranej pozycji z powodu braku tolerancji - jeżeli juz nie akceptacji - homoseksualistów w naszym kraju. Natomiast kiedy przytulę się kumpla... jeszcze "fajniej". Może to wina tego, że mieszkam w dość małej miejscowości [tutaj nawet kapelusza nie można sobie po prostu założyć, bo już się krzywo na ciebie patrzy]. Swoją drogą kumpel-hetero w większości przypadków również odczuwa pewną krępację, mimo że dla mnie to przytulenie nie nabrałoby takiego znaczenia, jakie często ma się na myśli...
Podsumowując: uważam, ze przyjaźń damsko-męska [wśród "zwywkłych" osób :P] istnieje, można ją praktykować i jest to bardzo miła rzecz.
Czasem jednak mi przykro, kiedy próbuję utrzymać jakoś znajomość z osobą, która niby nic do mnie nie ma, jest nastawiona przyjaźnie, a ta jednak nie odpisuje, nie daje znaku życia. [napisałam to specjalnie] |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Wtorek, 04 Lipca 2006, 22:59 |
|
|
|
Mialam raz dobrego kolege, co to kochal sie w tej samej plci.... Nie powiem, rozmowy z nim byly prawie takie same, co z dziewczynami, z jedna tylko "mala" roznica- ja musialam byc prawie ze ciagle sluchaczem.... Mezczyzni-geje sa bardzo, bardzo wrazliwi, przezywaja wszystkie uniesienia i rozsterki milosne ze zdwojona sila, wiec smialabym nawet twierdzic, ze sa bardziej wrazliwi niz my, kobiety.... Koma milosna u gejow to ciagly stres dla ich przyjaciol, bo o niczym innym nie umieja wtedy mowic.... A przyjaciolka to jednak cos innego, niezastapionego... Z nia obok takich tematow sa przeciez i inne, czasem wrecz banale, ale mile i potrzebne zarazem...
A i wcale nie zgodze sie z twierdzeniem, ze chlopak czy tez partner nie jest o "takiego" przyjaciela zazdrosny.... Jesli chodzi o wlasna partnerke kazdy facet bedzie o innego, nawet takiego "nieregularnego" faceta zazdrosny.....
| cezar : |
| Sięgając głębiej - czy niemożliwa jest przyjaźń pomiędzy "normalnym" facetem a kobietą? Czy to oznacza, że facetów dzieli się na tych, którym albo chodzi, albo chodziło, albo prędzej czy później będzie chodziło o "łóżko" i na tych za których wychodzi się za mąż!....... |
Jak najbardziej taka przyjazn jest mozliwa. I wydaje mi sie, ze kiedy takowa przyjazn juz istnieje i pojawi sie wzajemny lub tez tylko jednostronny pociag fizyczny, to niekoniecznie musi to wynikac tylko i wylacznie z potrzeb seksualnych. Mysle, ze ma to wowczas troche glebszy sens i tresc.... Bo jesli miedzy kobieta a mezczyzna rozwinie sie wielka przyjazn oparta na wzajemnym szacunku, widzeniu w drugiej osobie tych najlepszych cech i docenianiu ich, a przymykaniu oczu na te slabsze strony, to jest to tak silne uczucie, ze jesli do tego jest sie jeszcze dla siebie wzajemnie atrakcyjnym fizycznie, to nie ma raczej takiej mozliwosci, by przyjazn ta nie nabrala barw typowych dla relacji damsko-meskich.... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 05 Lipca 2006, 19:20 |
|
|
|
| cezar : |
No i tak sobie siedzę i myślę (nie boli! ) - toż to niesprawiedliwe bardzo! "Zwykły" facet to niby od razu niebezpieczny jest albo o "jedno" mu chodzi? Sięgając głębiej - czy niemożliwa jest przyjaźń pomiędzy "normalnym" facetem a kobietą? Czy to oznacza, że facetów dzieli się na tych, którym albo chodzi, albo chodziło, albo prędzej czy później będzie chodziło o "łóżko" i na tych za których wychodzi się za mąż! Ok - pozostaje jeszcze instytucja zwykłego kolegi, traktowanego jakby go równie dobrze mogło nie być, bo nie jest kandydatem na męża albo instytucja równie instrumentalnie traktowanego kochanka do łóżka. A gdzie miejsce na przyjaźń? |
Z mojego bogatego kobiecego doświadczenia życiowego (w końcu jestem już panią w średnim wieku ) wynika, że faceci, z którymi miałam do czynienia albo czuli do mnie jakąś miętę (której ja - niestety dla nich - nie czułam), z którą wcześniej, czy później się zdradzali i potem uciekali ode mnie nie chcąc mojej, proponowanej im przeze mnie, przyjaźni.
Generalnie wolę rozmawiać z facetami, bo mam wrażenie, że dobrze się dogadujemy - konkretnie, logicznie, czyli krótko, zwięźle i na temat. Rozmowy z niektórymi kobietami mnie nie pociągają - zwłaszcza te dotyczące fasonu sukienki, czy kształtu obcasa albo kremu pod oczy.
Tak sobie czytam te ostatnie posty i ten Twój, Czarku i zastanawiam się czy mam przyjaciół wśród facetów... Właśnie takich, o jakich wspomniałeś...
Rok temu na koncercie U2 byłam z Arturem i to z nim przetrwałam deszcz, to z nim tańczyłam i śpiewałam, bo Wersy był na płycie, a ja na trybunach. Artur jest człowiekiem, który mnie nigdy nie zawiódł. Znamy się co prawda nie tak długo, bo raptem dwa i pół roku, ale okoliczności, w jakich zawarliśmy tę znajomość były bardzo specyficzne i może dlatego tak bardzo nas ze sobą związały. Bardzo cieszę się z jego obecności w moim życiu, bo wnosi w nie spokój, którego często niezmiernie mi brakuje. Regularnie spotykamy się raz w miesiącu - na grupie wsparcia, choć wczoraj byliśmy na tej samej mszy w tym samym kościele.
EDIT: na skutek "interwencji" pewnej osoby, którą zastanowił mój post, chciałam dodać, iż pewne informacje celowo zataiłam, gdyż są one zbyt osobiste, żeby poruszać je na forum. W związku z powyższym, są jeszcze inne "podgrupy" , które przemilczę ze względu na to, co napisałam wcześniej.  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Wtorek, 15 Sierpnia 2006, 01:25 |
|
|
|
Od tygodnia nawiedzają mnie bezsenne noce. Dziś postanowiłem nie walczyć o sen! Niech sam się o mnie upomni!
W tle stare płyty, śpiew Sade trochę walczący w ciszy z szumem komputera. Rety, jak dawno tego nie słuchałem.
Dawno też mnie tu nie było. Dziś jestem bez specjalnego przesłania, tak wpadłem posiedzieć, nie mając się gdzie podziać. Chętnie podzielę się winkiem - czerwone półsłodkie jeśli Ktoś reflektuje, jeśli nie to wypiję całą butelkę sam Mam nadzieję, że na koniec uda mi się pisać składnie.
Sade ... Sade kojarzy mi się z pewną dziewczyną. Zdarza się Wam po usłyszeniu jakiejś melodii natychmiast wiązać go w myślach z kimś kogo znacie? Takie pozamuzyczne skojarzenia w muzyce. Podświadome niemal! Moje skojarzenie jest na tyle silne, że nawet pokonało wspaniałe wspomnienie sprzed lat, gdy z byłą wielką miłością mego życia siedzieliśmy w wannie łazienki przyczepy campingowej w Cristal River na Florydzie, wśród pozapalanych świec i w rytmach muzyki Sade właśnie. Kiczowate powiecie! Wtedy nie było! I nie jest teraz!
Tak jak nie jest to obecne skojarzenie! Ale o tym Wam nie mogę opowiedzieć!
No pod wpływem znacznej ilości wina to tu jeszcze nie pisałem! Wybaczcie! Ale nastrój mam taki dziwnie niebanalny! Tak mi się wydaje przynajmniej! A może to to wino? Tia....
Zatańczyłbym ...
Chciałbym móc teraz "Kogoś" przytulić! Tak normalnie, banalnie ... w tym przekonaniu niebanalności!
Chęci to rzecz jasna nie wszystko. Czasem brak możliwości, czasem chęci tej drugiej strony! Ale wiecie co jest najgorsze? Gdy wszystko przy odrobinie wysiłku da się zrobić i chęci są z każdej strony, ale wszystko co uczynisz obraca się przeciwko Wam! Wierzcie, że to możliwe!
No ale nie upijamy się na smutno
Dziś tak pięknie lało! Przypomniał mi się deszcz na morskiej plaży nieco ponad tydzień temu. Deszcz, a raczej krople deszczu, każda z nich widoczna z osobna, dosłownie. Kropiło i jednocześnie świeciło słońce, z nieba spadały pojedyńcze krople, których lot śledzić można było od chmur po ziemię. Niesamowite wrażenie! Można było chodzić między kroplami unikając ich!
Dziś jednak lało ... między kroplami nie dało się chodzić! Wyszedłem i skąpałem się w deszczu!
Przepraszam za te nieskładne myśli!
Czas chyba na mnie. Pójdę się przejść... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Wtorek, 15 Sierpnia 2006, 01:50 |
|
|
|
| Nie przepraszaj, bo nie ma bynajmniej za co. |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 16 Sierpnia 2006, 01:10 |
|
|
|
| cezar : |
| Od tygodnia nawiedzają mnie bezsenne noce. |
Witaj w klubie. U mnie to jakaś "wakacyjna" przypadłość. W czasie roku szkolnego, nauki i tego całego szaleństwa nie mam próblemów z zasypianiem większych, niż miałam od zawsze. Obecnie o porach, o których ludzie przeważnie śpią, ja nie odczuwam senności. Chciałoby się tak szaleć, imprezować co noc, skoro już się nie śpi... A tu ani z kim, ani jak...
| cezar : |
| W tle stare płyty, śpiew Sade trochę walczący w ciszy z szumem komputera. Rety, jak dawno tego nie słuchałem. |
Pamiętam, że na pewno gdzieś około 6 grudnia zeszłego roku słuchałeś
Aż sobie też włączę zaraz!
| cezar : |
| Sade ... Sade kojarzy mi się z pewną dziewczyną. Zdarza się Wam po usłyszeniu jakiejś melodii natychmiast wiązać go w myślach z kimś kogo znacie? Takie pozamuzyczne skojarzenia w muzyce. Podświadome niemal! |
Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie - być może raczej retoryczne - rzucone "do ogółu"
Jest wiele takich utworów, płyt czy też wykonawców, których muzyka jakby bezwiednie kojarzy mi się z pewnymi osobami, wydarzeniami lub szczególnymi nastrojami, z którymi tej muzy słuchałam.
Na przykład: "Walk on" U2 mi się z kimś kojarzy [szczególnie 22 sekunda ;)]. Albo "Tango libido" Pudelsów też wzbudza bardzo miłe skojarzenia - i z osobą, i wydarzeniem [towarzysko-kulturalnym].
Przykłady mogłabym mnożyć.
| cezar : |
Zatańczyłbym ...
Chciałbym móc teraz "Kogoś" przytulić! Tak normalnie, banalnie ... w tym przekonaniu niebanalności!
Chęci to rzecz jasna nie wszystko. Czasem brak możliwości, czasem chęci tej drugiej strony! Ale wiecie co jest najgorsze? Gdy wszystko przy odrobinie wysiłku da się zrobić i chęci są z każdej strony, ale wszystko co uczynisz obraca się przeciwko Wam! Wierzcie, że to możliwe!
|
Wiemy, znamy to, wierzymy. Ech...
Zatańczyłabym!.. I przytuliłabym się do kogoś!.. A wszyscy tak daleko. Mój kochany misiaczek, mimo że zmechacony nieco i przybrudzony, pozostaje! Ale on jest najwierniejszy, zawsze mogę go przytulić. Nie ucieknie, nie powie żadnych bolesnych czy gorzkich słów [ba, nie powie nic...], nie spojrzy wymownie, z politowaniem.
Piję sobie kawę. Rozpuszczalna, dwie łyżeczki cukru, sporo mleka. Taką lubię. I właściwie tylko taką piję, jeśli już, bo nie mam takiego zwyczaju [co innego herbata! :)]. Mój nowy sposób na odprężenie. Sade już leci na słuchawkach, siedzę sama w pokoju i nikt mi nie przeszkadza.
Jeszcze kilka godzin temu byłam bardzo zdenerwowana.
Pewien znajomy powiedział mi niedawno ciekawą rzecz. Jeśli już się ma wkurzać - bo powody są - to wolałby wkurzenie w wersji "złość", a nie "stres". Aż się zdziwiłam, że mam tak podobnie, choć sytuacja zupełnie inna. Stres, frustracja, rozdrażnienie, ale to wszystko nie znajduje ujścia, nie umiem jakoś się "oczyścić" z tego. Niemoc twórcza.
Deszczu dziś nie było, choć pogoda szara. Zimno. Lubię chodzić w deszczu, lecz raczej, gdy jest jeszcze zimniej. W płaszczu i z czarnym parasolem czuję się swobodniej i bardziej anonimowa. Wtedy wybieram się na spacer, nawet w okropną ulewę. To też uspokaja... Najchętniej nie wracałoby się do domu.
Co robić, gdy za oknem ponuro, w domu smętnie, a na spacer wyjść tak jakoś... niepewnie, głupio?
To sobie ponarzekałam [po babsku ;P].
Pozdrawiam  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 16 Sierpnia 2006, 12:43 |
|
|
|
Widze, ze topik ten stal sie takim swego rodzaju kacikiem do podzielenia sie swymi glebszymi przemysleniami, stanem chwili, zmartwieniami.... To dobrze, bo spotkania babskie przeciez nie tylko temu sluza by sie wspolnie smiac, wyglupiac ale i moc porozmawiac o rzeczach nas gnebiacych, nawet jesli bylby to tylko stan chwilowy, ogarniajacy nas pod wplywem nastroju, ostatniego wydarzenia, albo nawet ...... pod wplywem za duzej ilosci skonsumowanego wina .
Bylam wczoraj w kinie na filmie "Sztuka rozstania".... Jak dobrze ta tematyka pasuje do mojej obecnej chwili. Niedawno bowiem rozstalam sie z moim Partnerem, po prawie 8 latach wspolnego zycia.... Dlaczego? Tak, to jest pierwsze pytanie, jakie sie tutaj nasuwa zaraz .... Zapewne jest wiele przyczyn, ale tak ciezko je zdefiniowac, ubrac w slowa...
Czasem w zyciu bywa tak, ze idzie sie dlugo wspolna droga, czlowiek sie przyzwyczaja, ze to takie naturalne i oczywiste, ale po jakims czasie, jak sie przystanie w tym wiecznym pedzie, tak na moment, by sie zastanowic nad soba i swoim zyciem, to moze sie okazac, ze jest inaczej niz wczesniej, ze te drogi sie juz dawno rozeszly.... Smutne to wowczas, ale wymaga podjecia decyzji. Tak wlasnie bylo w moim przypadku.....
Zawsze zalezalo mi na tym, by nie rozstawac sie z nikim w klotni, nie palic mostow, nie przekreslac tych dobrych chwil, pieknych emocji, by zapomniec nawet o tym, co bylo zle i pozostawic tylko to, co bylo piekne w mych wspomnieniach z tamtych dni..... Tego bym tez sobie zyczyla w obecnej sytuacji.... Oby sie udalo, w koncu 8 lat to wielka i znaczaca czesc mego zycia, taka czesc juz na zawsze .....
"....wenn die Zeit es zeigt, wird man sehen,
ob wir die richtigen Wege gehen.
....................
kümmer Dich um dein Leben und dann kümmer Dich um uns,
die Schäden können wir beheben, das ist nicht die Kunst,
wir müssen was bewegen, sonst bewegt sich nichts.
Es geht nicht nur um Dein Leben, sondern ob es ein Leben ist....."
------ Söhne Mannheims: "Dein Leben"/Album:Noiz ------
Cieplo pozdrawiam.  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 16 Sierpnia 2006, 14:13 |
|
|
|
| Witam.Przepraszam,że piszę o sprawie niezwiązanej z tematem,ale może jest ktoś zainteresowany kupnem całej dyskografii u2...nie ma tylko ostatniej płyty...wszystko jest na jednej płycie!Co do ceny możemy się dogadać.GG 1094419.Ostatnią płytę "How to dismantle an atomic bomb" mogę dołączyć osobno.Pozdrawiam. |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 16 Sierpnia 2006, 20:38 |
|
|
|
| real84 : |
| Witam.Przepraszam,że piszę o sprawie niezwiązanej z tematem,ale może jest ktoś zainteresowany kupnem całej dyskografii u2...nie ma tylko ostatniej płyty...wszystko jest na jednej płycie!Co do ceny możemy się dogadać.GG 1094419.Ostatnią płytę "How to dismantle an atomic bomb" mogę dołączyć osobno.Pozdrawiam. |
Bardzo proszę któregoś z moderatorów o usunięcie postu tego człowieka, który na dodatek wydaje się być piratem.  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Czwartek, 17 Sierpnia 2006, 14:53 |
|
|
|
No to powróćmy do tematu.
Ponarzekać?? Czemu nie, wszakże wszystko się ku temu chyli żeby ponarzekać, powyć z niemocy i braku "wiatru". Skrzydła same nie polecą, zwłaszcza te obite podczas poprzedniego lotu.
Ikar, on też wierzył i pragnał i ....spadł.
Ech, czasem nam się wydaje, że jest dobrze, spokojnie, poukładanie i nienaruszalnie. Aż nagle ni z tego ni z owego wali się.
Wiara zostaje zburzona, uczucia zranione i w dodatku trudno dojść do siebie. To jak trzesienie ziemi, tsunami...
Było nie ma , nie wróci.
Jak żyć bez powietrza, jak jechac bez kół???
Znaleziona w dziwnej rzeczywistosci postanowiłam odkrywać swiat na nowo, cieszyć sie ze słonca, z deszczu, patrzeć w przyszłość, nie za siebie.
Tylko kurde nie wychodzi ................................... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Czwartek, 17 Sierpnia 2006, 23:32 |
|
|
|
| Doty : |
Znaleziona w dziwnej rzeczywistosci postanowiłam odkrywać swiat na nowo, cieszyć sie ze słonca, z deszczu, patrzeć w przyszłość, nie za siebie.
Tylko kurde nie wychodzi ................................... |
O tym samym myślałam jeszcze dwa tygodnie temu. Miałam poukładane swoje życie- albo raczej swoją przyszłość. Wiedziałam co będę robić a nade wszystko, obiecałam sobie, że będę silna, że dam sobie radę ze wszystkim. W myśl zasady, że "złego licho nie bierze"
Pisaliście o bezsenności, ja mam odwrotnie, najlepiej nie wychodziłabym z łóżka. Fajnie tak poleżeć, pospać, nie myśleć o niczym O tym, że nie wszyscy akceptują moje decyzje i nawet nie próbują zrozumieć, że czasem mogę chcieć pomysleć o sobie albo nawet (o zgrozo!) zrobić coś tylko i wyłącznie dla własnego dobra; lepiej robić dobrą minę do złej gry bo inaczej solidnie oberwiesz za swoje uczucia.
| Kosmopolitka : |
Zawsze zalezalo mi na tym, by nie rozstawac sie z nikim w klotni, nie palic mostow, nie przekreslac tych dobrych chwil, pieknych emocji, by zapomniec nawet o tym, co bylo zle i pozostawic tylko to, co bylo piekne w mych wspomnieniach z tamtych dni..... Tego bym tez sobie zyczyla w obecnej sytuacji.... Oby sie udalo, w koncu 8 lat to wielka i znaczaca czesc mego zycia, taka czesc juz na zawsze ....
 |
Mam nadzieję, że się udało
P.S. Tak jakoś klimatycznie mi się zrobiło Martyna Jakubowicz śpiewa do mojego ucha o "wolnej miłości"
pozdrowienia |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Wtorek, 31 Października 2006, 01:16 |
|
|
|
W ostatnich dniach zdlam sobie sprawe, ze zycie jest bardzo przewrotne. Takze uswiadomilam sobie, ze ludzie tak bardzo moga sie od siebie roznic, ze faktycznie te biale nie dla kazdego moze sie bialym okazac. Dlatego tak wazna jest otwartosc i wrazliwosc na drugiego czlowieka, na to by nie popadac we wlasny swiat i otworzyc troche oczy na innych... Moze bowiem Ktos stoi calkiem niedaleko nas i placze w srodku, mimo slicznego usmiechu na zewnatrz, wrecz krzyczy w srodku, milczac na codzien, proszac o pomoc wszystkich, jednakze nie mowiac tak naprawde nic ... Patrzmy w oczy, bo oczy moga tyle powiedzec, czytajmy slowa pomiedzy wierszami.... Tylu wrazliwcow chodzi po tym swiecie i nie moga sobie tutaj w tej calej pruderii i komercji miejsca dla sibie znalezc.... A przeciez tak malo im do szczescia brakuje.... Na przyklad maly gest przyjazni, szczere slowo, krotka chwila zainteresownia...
Pozdrawiam cieplo Wszystkie wrazliwe i mniej wrazliwe Dusze, a te nadwrazliwe to juz najbardziej, jak umiem....  |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 01 Listopada 2006, 01:46 |
|
|
|
| Kosmopolitka : |
| W ostatnich dniach zdlam sobie sprawe, ze zycie jest bardzo przewrotne. Takze uswiadomilam sobie, ze ludzie tak bardzo moga sie od siebie roznic, ze faktycznie te biale nie dla kazdego moze sie bialym okazac. Dlatego tak wazna jest otwartosc i wrazliwosc na drugiego czlowieka, na to by nie popadac we wlasny swiat i otworzyc troche oczy na innych... Moze bowiem Ktos stoi calkiem niedaleko nas i placze w srodku, mimo slicznego usmiechu na zewnatrz, wrecz krzyczy w srodku, milczac na codzien, proszac o pomoc wszystkich, jednakze nie mowiac tak naprawde nic ... Patrzmy w oczy, bo oczy moga tyle powiedzec, czytajmy slowa pomiedzy wierszami.... Tylu wrazliwcow chodzi po tym swiecie i nie moga sobie tutaj w tej calej pruderii i komercji miejsca dla siebie znalezc.... A przeciez tak malo im do szczescia brakuje.... Na przyklad maly gest przyjazni, szczere slowo, krotka chwila zainteresownia... |
Pozwolę sobie pisząc odpowiedź na powyższy post Kosmopolitki zamieszczony w topicu "tak po babsku", zamieścić ją jednocześnie w temacie zlotu krakowskiego.
Po ostatnim zlocie wiele myślałem na temat tych "jutowych" spotkań, których bywam uczestnikiem, stawiając sobie pytanie - dlaczego jeżdżę przez ponad pół Polski (czas podróży powrotnej ostatnio - 8 godzin) zostawiając na te parę chwil daleko za sobą poukładane swoje życie rodzinne i zawodowe.
Post Kosmopolitki znakomicie wbił się w moje przemyślenia i za chwilkę postaram się wytłumaczyć dlaczego.
Otwartość i wrażliwość są cechami, które mnie urzekają w człowieku najbardziej!
Są według mnie podstawowymi, choć niekiedy rozłącznymi funkcjami duszy, umozliwiającymi odczytać życie i w nim napotkaną osobę! Nie chodzi jedynie o rozszyfrowanie płaczu czy wewnetrznego krzyku skrywanego za aktorskim usmiechem, ale generalnie o chęć wysłuchania drugiej osoby i zrozumienia jej wizji świata, jej problemów, uniesien, radosci, fascynacji i w efekcie koncowym jej duszy.
Jak wiekszosc z Was wie lub zauważa należy mnie przyporządkować do mniej licznej grupki starszych wiekowo uczestników zlotów. Nie ma to generalnie specjalnego znaczenia jesli chodzi o samą zabawę na imprezie, ale myslę że ma sporo w kontekście akurat tego o czym pisze teraz. Mój codzienny świat jest bowiem przepojony komercją i pruderią. Z racji zawodu wykonywanego mam codziennie kontakt z ludźmi obracjącymi dużymi pieniędzmi, a to sprawia ze jesli nie będziemy się kontrolowac to za chwilę można patrzeć na świat oczyma misiów, którzy nie widzą świata innego od ich świata, gdzie poza biznesem i kasą niewiele i u niewielu widać. Podobnie wiekszosc moich znajomych za podstawowy cel swego bycia tu i teraz na obecnym etapie życia stawia sobie obrastanie w piórka i w tym świecie się zamyka. Wyobraźcie sobie, ze rozmowa o muzyce jest raczej abstrakcją, na wyjazd do Chorozowa na koncert nie udało mi się nikogo namówić (pojechalem sam), a jak opowiadam o moich wojażach na zloty to patrzą na mnie z pożałowania godnym wzrokiem - stary "poukladany" misiu - wsiada w pociąg i zapierdziela cholera wie po co i gdzie, aby przez parę godzin spotkać parę osób, których tak naprawdę nie zna i z którymi połączyły go wspólne emocje do muzyki. Nie muszę dodawać, że w ich oczach oczywiście spotykam się z gówniarzami! Popierdzielone!
I w tym miejscu chcialem opowiedziec o ludziach, ktorych po raz pierwszy poznałem nieco ponad rok temu na hehu, na moim pierwszym zlocie w Krakowie i nieco póżniej na innych zlotach. Spotkałem ludzi, których w żaden sposób nie oceniałem, nie łączyło mnie z nimi nic poza chęcią wspólnego spotkania się. Nie oczekiwałem od nich niczego i nie snułem żadnych planów z nimi zwiazanych. Dzieki temu, myslę, te kontakt miały szansę stać się czystymi, niczym nie skażonymi. Każdy z nas rózni się od siebie wiekiem, miejscem w życiu, inaczej spędza zwykły dzień, żyje w innym środowisku, ma inne problemy i generalnie jest zupełnie inny. Ale być może wielu z nas ma wiele cech wspólnych. Może jest to wrażliwość, może potrzeba "bycia", nie wiem tak naprawdę. Ale wiem, że wielu z Was już stało się dla mnie szczególnymi osobami w życiu, bo pozwoliliscie mi na tym a nie innym etapie mego życia raz jeszcze uwierzyć, że warto szukać w ludziach pozytywnych emocji, że w ich oczach często można dostrzec siebie samego!
I w nawiazaniu do postu Kosmopolitki - im bardziej Was poznaję,tym bardziej widzę jak wiele ukrytych emocji jest w każdym z nas. I właśnie dzieje się tak dzieki takiej a nie innej formie naszego kontaktu - często nie skażonego żadnymi uwarunkowaniami, interesami czy zaszłościami. Jesteśmy tyko my - odrębne postacie wyjęte z nicości!
Tu nastąpiło wiele przykładów moich emocji związanych z poszczególnymi osobami, które poznałem najbliżej z postów bądź indywidualnych spotkań ale postanowiłem je wykasować - nie mam żadnego prawa publicznie snuć swoich ocen co do innych! Zapewniam jednak że wszystkie były pozytywne ;)
Za zabawę na zlocie dziękuję serdecznie Wszystkim! |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 01 Listopada 2006, 12:31 |
|
|
|
Dziś jest szczególny dzień... Chciałam podzielić się z Wami częścią swojego pamiętnika - poniższy fragment pochodzi ze stycznia 2000. Takie tam moje przemyślenia... Poczułam, że w sam raz na ten akurat dzień...
"Czasem, z pozoru wydawać by się mogło, tak mało ważne sprawy - prawie nieistotne, a tak olbrzymi wpływ mają na nasze życie. Tak bardzo mogą je zmienić w kilka chwil. I cała reszta przestaje być już ważna, a to, co jeszcze przed momentem miało znaczenie, teraz jest już tylko wspomnieniem.
Ulotność życia, mgnienie oka, lata świetlne, wieczność... Pojęcia odległe i bliskie zarazem. Względne; jak bardzo względne... Czas, dni, godziny, minuty... Uciekają i nie sposób ich już dogonić, przeżyć raz jeszcze. A pamięć zawodzi i wspomnienia bledną coraz bardziej... Słowa ulatują, nastrój ucieka... Wszystko powoli gaśnie jak świeczka zdmuchnięta przez nagły wiatr... My sami odchodzimy we mgle, roztapiamy się w niej i tylko pamięć. To, co po nas pozostaje - garść wspomnień jak garść prochu, z którego powstaliśmy i którym się staniemy.
Życie... Pełne tajemnic i niespodzianek. Nieprzewidywalne zupełnie... Jak fale unosi nas w zamęt i nieznane... Przekraczamy wszystkie granice i horyzonty... Dalej i dalej, szybciej, głębiej, mocniej, bardziej... Nie dostrzegamy, bo nie umiemy, nie chcemy... Nie słyszymy, bo nasze uszy nie chcą słyszeć. A czasem warto popatrzeć i posłuchać... Zatrzymać się na chwilę i zostać w tej chwili... Żyć nią najpełniej jak tylko się da, jak tylko można. Bo tak naprawdę przecież jesteśmy właśnie tu i właśnie teraz... I jest piękna... Jakże bardzo cenna... Tylko czy potrafimy to zauważyć? Być wdzięcznymi za nią? W pokorze nie oczekiwać, nie żądać, nie prosić...
Słowa... Pozornie bez znaczenia, a tyle potrafią zmienić. Tak nagle wywrócić cały świat, całe nasze podejście do świata, do ludzi... Dają radość, siłę i nadzieję, ale też niosą smutek, ból, gniew i żal... Czasem nie ma ich wcale i wtedy jest tylko pustka, nicość, niebyt... Nieodczuwanie, obojętność... Stan chyba najgorszy, ale uspokajający, wyciszający, pozwalający na przemyślenia, koncentrację, skupienie się tylko na sobie i swoich myślach, odczuciach, których chwilowo nie ma. Czy nieodczuwanie jest brakiem uczuć? Czy pustka jest czymś pełnym? Kto zna odpowiedź? Kto wie? Kto umie? Kto się nie boi?
Jesteśmy przecież tylko pojedynczymi kroplami, które szybko wyparowują w promieniach słońca. A są nas miliardy... A jedna niepodobna do drugiej, choć niby taka sama... Lustrzane odbicia w krzywych zwierciadłach naszych dusz, sumień, mroku ciemnych stron naszego życia pełnego skrywanych pragnień... Nasze ja, którego czasem nie chcemy znać, przed którym uciekamy, do którego boimy się zajrzeć, by nie ujrzeć obrazu, który napawa nas obrzydzeniem i niesmakiem...
Dzień po dniu nasze łódki płyną tam, dokąd niesie nas prąd rwącego życia bytu lub niebytu... Cumujemy kiedy przychodzi pora u brzegu, który jest naszym kresem i celem ostatecznym. Gwałtownie i niespodziewanie lub cicho, spokojnie, z godnością. Pełni wiary lub przerażeni, z szeroko otwartymi oczami, których nie chcemy pozwolić sobie zamknąć...
Dojrzewamy czasem bardzo powoli, żeby nie powiedzieć zbyt późno, a czasem o wiele za szybko... I bardzo boli wtedy ten upadek tak jak jabłko, które spada z drzewa, tak i my spadamy na twardą i zimną ziemię, która nas nie chroni, ale wymaga posłuszeństwa i pokory... W milczeniu, bez słowa skargi idziemy naprzód, nie wiedząc dokąd prowadzi nas kręta ścieżka życia. Nie wiedząc, co czeka na nas za każdym nowym zakrętem, który pojawia się na naszej drodze". |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Poniedziałek, 06 Listopada 2006, 00:08 |
|
|
|
chciałem tylko zanotować banalną (?!?!) myśl z obejrzanego po raz trzeci "Vanilla Sky"-
"Każda mijająca chwila jest szansą, aby wszystko /w sobie/ odmienić!"
Dobranoc........... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Piątek, 10 Listopada 2006, 21:33 |
|
|
|
To jak już przy myślach z filmów wyjętych, to taka jedna mi się w związku z tym przypomniała. Sama ją wyłowiłam z potoku słów, jaki wyrzucił z siebie pewien redaktor radiowy, przeprowadzający sondę uliczną nt "Czy chciałby pan/ chciałaby pani polecieć w kosmos?"
Stary film - "Rysopis" pana Skolimowskiego - jeden z serii "Wielkie debiuty" [lub o podobnej nazwie], który obejrzałam w kinie "Polonia" w Sopocie na spotkaniu DKF [Dyskusyjny Klub Filmowy - wyjaśniam, bo 3/4 osób, którym mówię o tym wynalazku, nie ma pojęcia, cóż ten skrót znaczy].
"Zawsze jest czas, żeby zaczynać od początku"
Tamten pan powiedział to do zaczepionego przezeń na ulicy głównego bohatera, poprosząc o powtórzenie jego długiego wywodu [gdzie lot w kosmos potraktował dość metaforycznie] - żeby go tym razem nagrać... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 15 Listopada 2006, 01:16 |
|
|
|
Wlasnie dzisiaj w rozmowie z bliska mi osoba, stwierdzilysmy wspolnie, ze jeden dzien moze niesc wiele, jakze roznych emocji ze soba- od szczescia i radosc po smutek i rozdzierajacy bol... I teraz moge to potwierdzic. Dzis jeden z najsmutniejszych dni w moim zyciu, nagle, w sposob niespodziewany odeszla moja Mama....
Mamo, tyle jeszcze slow nie zostalo wypowiedzianych..... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 15 Listopada 2006, 11:43 |
|
|
|
| Kosmopolitka : |
Wlasnie dzisiaj w rozmowie z bliska mi osoba, stwierdzilysmy wspolnie, ze jeden dzien moze niesc wiele, jakze roznych emocji ze soba- od szczescia i radosc po smutek i rozdzierajacy bol... I teraz moge to potwierdzic. Dzis jeden z najsmutniejszych dni w moim zyciu, nagle, w sposob niespodziewany odeszla moja Mama....
Mamo, tyle jeszcze slow nie zostalo wypowiedzianych..... |
Kochana moja... Kiedy wczoraj rozmawiałyśmy o tych emocjach, nigdy, przenigdy nie pomyślałabym, że może zdarzyć się coś takiego... Najbardziej nie mogę sobie wybaczyć tego, że kiedy gadu się powiesiło, czekałam na Ciebie jeszcze półtorej godziny, a potem wyłączyłam komputer... Odezwałaś się do mnie pół godziny potem... Nie wiem czy wtedy już wiedziałaś o Mamie... Nie mogę sobie wybaczyć, że mnie nie było... Jest mi tak strasznie przykro, nawet pisać nie potrafię, bo łzy lecą na klawiaturę...
Jestem z Tobą... Bardzo mocno przytulam Cię do serca... Moje myśli są przy Tobie...
[*] dla Twojej Mamy... |
|
|
|
|
 |
 |
 |
Wysłano: Środa, 15 Listopada 2006, 11:51 |
|
|
|
| Kosmopolitka : |
Wlasnie dzisiaj w rozmowie z bliska mi osoba, stwierdzilysmy wspolnie, ze jeden dzien moze niesc wiele, jakze roznych emocji ze soba- od szczescia i radosc po smutek i rozdzierajacy bol... I teraz moge to potwierdzic. Dzis jeden z najsmutniejszych dni w moim zyciu, nagle, w sposob niespodziewany odeszla moja Mama....
Mamo, tyle jeszcze slow nie zostalo wypowiedzianych..... |
Nie umiem skleić teraz żadnych słów ... słowa niech zostaną niewypowiedziane.
Dominiko, jestem z Tobą!
[*] dla Twojej Mamy! |
|
|
|
|
Boże jesteś wielki Online||hotel erlangen
| katalog
| webpage
| rss
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów w całości lub części jest niedozwolone. Wszelkie informacje zawarte w tym miejscu są chronione prawem autorskim.
|