Forum Dyskusyjne
Zaloguj Rejestracja Szukaj Forum dyskusyjne


Zaloguj się, by pozbyć się reklam
Forum dyskusyjne -> Inne -> Bohemia -> My o Czechach i Słowakach Idź do strony 1, 2
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Niedziela, 14 Września 2008, 15:44 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




http://wiadomosci.wp.pl/gid,10352638,gpage,9,img,10352647,galeria.html

Kulałem się... lol.gif
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Niedziela, 28 Września 2008, 16:50 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Za "Gazetą":

Wodzu, prowadź nas na Czechy

Tylko te państwa i narody odnoszą dzisiaj sukcesy i zwycięstwa, które umieją maszerować - pisał jesienią 1938 roku, po wkroczeniu polskiego wojska do Zaolzia, ówczesny tabloid "Kurier Czerwony"


"Bije godzina sprawiedliwości dziejowej" - obwieszczały nagłówki gazet, gdy wojska polskie przekraczały granicę czechosłowacką w Cieszynie. "Historyczny dzień odrodzonej Rzeczypospolitej", "Paniczna ewakuacja Czechów", "Zwycięska armia przyjęła prastarą ziemię Piastów".
Chociaż nie padł ani jeden strzał i nie stoczono żadnej potyczki, prasa przedstawiała operację jako sukces militarny. "Dzień drugiego października 1938 r. zapisał się na kartach historii Żołnierza Polskiego nowym triumfem, a w historii Rzeczypospolitej Polskiej jako wydarzenie bardzo niezwykłej doniosłości" - pisał narodowo-katolicki "Mały Dziennik".
W tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły przemawiał do tłumów zgromadzonych w Warszawie na placu Piłsudskiego: "Dziękuję Wam, żeście przyszli tutaj, i oświadczam Wam, że ta sama radość, którą Wy dzisiaj odczuwacie i manifestujecie, jest i w moim sercu. Gdy patrzymy na minione dni, to widzimy jak gdyby palec Boży, zwrócony do narodu i pokazujący drogę, którą należy iść". Odpowiedziało mu chóralne skandowanie: "Niech żyje polskie Zaolzie!".

Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy

Spór między Polską i Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński ciągnął się od momentu powstania obu państw. Jak zwykle bywa w przypadku konfliktu o tereny etnicznie mieszane, racje były podzielone - oba rządy uzasadniały swoje roszczenia względami historycznymi, kulturowymi i gospodarczymi. W latach 1919-20 na obszarze tym toczyły się walki zakończone zaakceptowaniem przez Polskę i Czechosłowację arbitrażu Rady Ambasadorów mocarstw sprzymierzonych. Na mocy tej umowy Czechosłowacji przypadła bardziej uprzemysłowiona część Śląska Cieszyńskiego, w dodatku z przewagą ludności polskiej - zwłaszcza w dwóch powiatach, określanych odtąd mianem Zaolzia. Polska zgłaszała niepozbawione podstaw pretensje, że rząd w Pradze wymusił na niej podpisanie krzywdzącego traktatu, wykorzystując trudne położenie II RP toczącej właśnie wojnę z Rosją.
Mimo to następne lata stały się okresem poprawy stosunków, a nawet względnie zgodnej współpracy. Pogorszenie relacji nastąpiło dopiero w połowie następnej dekady. Polska zaczęła przypominać swoje roszczenia do spornych terytoriów. We wrześniu 1938 r. Hitler stanął w obronie rzekomo prześladowanej mniejszości niemieckiej w Sudetach, Anglia zaś i Francja poparły koncepcję rewizji czechosłowackich granic. Wówczas szef polskiej dyplomacji Józef Beck zażądał od prezydenta Edwarda Benesza, by mieszkańcy Zaolzia mogli korzystać z tych samych przywilejów, które staną się udziałem Niemców Sudeckich.
W kraju ruszyła wielka i bezprecedensowa kampania propagandowa pod hasłem "powrotu Śląska Zaolziańskiego do macierzy". W miastach, miasteczkach, a nawet wsiach masowo zaczęły odbywać się - rzekomo spontaniczne - wiece ludności. "Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy" - pisano na transparentach. Mówcy, najczęściej lokalni politycy Obozu Zjednoczenia Narodowego, pomstowali na "czeski imperializm" (?) i przypominali o "prawie do samostanowienia" ludności polskiej.
W zgromadzeniach brały udział całe załogi fabryczne, pracownicy urzędów, członkowie organizacji społecznych, drużyny harcerskie. Niekiedy uczestnicy tych imprez dowożeni byli z innych miast specjalnymi pociągami. Zebrania przebiegały według jednego scenariusza, a rozmiary mobilizacji sugerowały, że "gniew narodu" reżyserowany był przez administrację państwową.
Prorządowa „Gazeta Polska” codziennie drukowała dziesiątki relacji utrzymanych w poetyce znanej później z czasów PRL-u: „W Mierzęcu koło Kielc zebrani w liczbie dwóch tys. chłopi uchwalili rezolucję, domagającą się odebrania Czechom Śląska Zaolziańskiego - rdzennie polskiej ziemi, oddając się pod rozkazy Marszałka Śmigłego-Rydza, »aby obalić słupy graniczne nad Olzą i wyzwolić naszych braci spod jarzma czeskiego «”.

Precz z Czechami

Gdy stało się jasne, że Praga będzie musiała ulec żądaniom Hitlera, rezolucje i artykuły stawały się coraz bardziej radykalne. Złożoną przez Benesza propozycję rozmów odrzucono z oburzeniem. „Na terenie całej Rzeczypospolitej Polskiej odbywają się spontaniczne manifestacje, w których jednogłośnie domagano się nie rokowań, ale czynu zbrojnego - pisał „Mały Dziennik”. - Hasło - »Idziemy na Czechy « - opanowało całe społeczeństwo, stało się jednym hasłem polskiego dnia”.
Antyczeskie pogróżki wypełniły prasowe łamy: "Praga kręci, szachruje i gra na zwłokę", "Dobrowolnie albo siłą weźmiemy Zaolzie". "Gazeta Polska" obwieszczała: "Przebudowa granic monstrum czesko-słowackiego, które stało się ogniskiem największych niebezpieczeństw dla pokoju Europy, wchodzi w końcową fazę konkretnych realizacji".
22 września 1938 r. na pl. Piłsudskiego w Warszawie zgromadził się 250-tysięczny tłum (według oficjalnych danych) - była to największa manifestacja w dziejach II RP. Po wysłuchaniu przemówienia szefa OZN gen. Stanisława Skwarczyńskiego zebrani ruszyli w stronę Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, wznosząc okrzyki: "Niech żyje Śmigły-Rydz!" i "Precz z Czechami!". Marszałek pojawił się na balkonie i pozdrowił tłum: "Chcę stwierdzić, że uczucie patriotyzmu i poczucie godności narodowej, które są zasadniczym tonem waszych okrzyków i przepełniają waszą pierś - przepełniają dziś serce całego narodu". Zebrani skandowali: "Wodzu, prowadź na Czechy!".
Nazajutrz w całym kraju rozpoczęto formowanie "ochotniczego Korpusu Zaolziańskiego". Przed punktami werbunkowymi ustawiały się kolejki, prasa zamieszczała entuzjastyczne reportaże. Wkrótce pod bronią zgromadzono 70 tys. ludzi, którzy - zgodnie z zapowiedziami propagandy - mieli przedrzeć się na Zaolzie i wzniecić powstanie.
„Jednakże nieliczne oddziały, które zdołały to uczynić, zostały odparte przez dobrze przygotowane oddziały czeskie i musiały szukać schronienia na terenie Polski - pisała historyczka Anna Cienciała. - Pojedyncze próby wywołania powstania podejmowane przez lokalną społeczność polską również nie przyniosły rezultatu. W ten sposób wysiłek [władz] zmierzający do zainicjowania »ogólnonarodowego zrywu « na Zaolziu spalił na panewce. Plan polskiej policji politycznej, częściowo wzorowany na metodach [nazistowskiej] Partii Niemców Sudeckich, był obliczony na zademonstrowanie światu, że przyłączenie Zaolzia do Rzeczypospolitej jest inicjatywą samych mieszkańców regionu”.

Przyszli do niego, zaczęli bić

Mimo zabiegów Becka przedstawiciele Polski nie zostali zaproszeni na konferencję w Monachium. 30 września cztery mocarstwa wymusiły na Czechosłowacji odstąpienie III Rzeszy części terytorium, nie podejmując decyzji w sprawie zaspokojenia polskich roszczeń. Kwestię tę postanowiono odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Warszawa nie zamierzała jednak czekać.
Tego samego dnia, krótko przed północą, polski ambasador w Pradze przedstawił 12-godzinne ultimatum - żądanie przekazania Polsce Zaolzia. Nazajutrz ultimatum zostało przyjęte. Wkroczenie wojsk pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego było w istocie operacją administracyjną - armia miała jedynie nadzorować ewakuację czeskich urzędów, posterunków policji itp. Mimo to na moście w Cieszynie urządzono defiladę zwycięstwa. Witane przez wiwatujący tłum, po "usypanym przez dzieci kobiercu z kwiatów", jechały czołgi i artyleria. Kobiety rzucały się na szyję maszerującym żołnierzom. Przy dźwiękach "Warszawianki" dokonano obalenia słupów granicznych.
Radość wyzwalanych Polaków była szczera i z pewnością zrozumiała, jednak patriotyczne uniesienie nieraz znajdowało też wyraz w manifestacjach pogardy wobec Czechów. Co znamienne, postawom tym przyklaskiwał zwłaszcza "Kurier Czerwony", wysokonakładowy tabloid, który - choć zwykle drukował opisy morderstw i tandetne romanse - teraz uderzył w ton patetyczny. Reporter gazety opisywał oto "polowanie na lwy" w czeskiej części Cieszyna: "czeskie lwy były rozsiane często-gęsto, na urzędach, na rogach ulic, na trafikach, na słupach przystanków. W ciągu dnia nie pozostało bodaj ani jednego... Najtrudniej było z wielkim bareliefem lwa na gmachu dawnej komendy policji czeskiej. Przyjechała drabina strażacka. Czterech strażaków toporkami zbiło nienawistny symbol czeskich ciemiężycieli. Trzask osypującego się na bruk gruzu pokonanego lwa zagłuszyły wiwaty tłumu przyglądającego się pracy strażaków".
Mieszkający w Łazach Evžen Cedivoda tak zapamiętał wkroczenie armii Bortnowskiego: "Miejscowi Polacy w tym czasie utworzyli bojówki i chodzili w towarzystwie polskich żołnierzy po domach działaczy czeskich. Brutalnie pobili burmistrza Ferdinanda Plachego. Nie było na nim miejsca bez sińców, był dosłownie czarny. (...) Niedaleko nas mieszkał kierownik kopalni Nowy Szyb, niejaki Kuca. Około północy przyszli do niego, wyciągnęli go z łóżka i zaczęli bić. Wielu ludzi zostało pobitych tamtej nocy. Na tym się nie skończyło, bo nowe władze namawiały do informowania o wszystkich, którzy wcześniej źle się zachowywali wobec Polaków. Ludzie donosili, a oskarżeni trafiali później na posterunek policji, gdzie ich bito. Polacy mieli czarne i białe pałki. Polscy policjanci byli silni, przysadziści, potężni - dostać od nich lanie pałami to nie były żarty" ("Karta" nr 53/2008).

Dzień zawodu, przeddzień rozbioru

Komentując politykę Becka, historyk Wojciech Roszkowski napisał: "Jakkolwiek pretensje Polski do Zaolzia nie były bez podstaw, przyłączanie go w takich okolicznościach zatruło wzajemne stosunki na dziesięciolecia, a w ówczesnej sytuacji wytworzyło fałszywy obraz Polski jako sojusznika Niemiec".
Potwierdzenie tej opinii znajdziemy w dzienniku Edwarda Raczyńskiego, ówczesnego ambasadora Polski w Londynie: „Prasa i parlament oszczędzają nas, ale cały »teren « staje się w stosunku do nas zimny i wrogi. Taki nastrój panuje wobec nas w Foreign Office. Z »miasta « otrzymuję listy anonimowe i listy podpisane z gorzkimi zarzutami, obelgami, albo szyderczą ironią. Wybitniejsi politycy unikają spotkania ze mną”.
W Polsce głosy krytyczne wobec aneksji Zaolzia należały do rzadkości. Trudno wyrokować, czy świadczyło to o powszechnej jednomyślności, czy raczej wynikało z rosnących ograniczeń, jakie rząd nakładał na prasę. W połowie września Mieczysław Niedziałkowski, jeden z przywódców PPS-u, ubolewał na łamach "Robotnika", że "spikerzy Polskiego Radia są mało rycerscy w stosunku do narodu sąsiedniego, przeżywającego nieskończenie ciężkie chwile". Jednak w kolejnych numerach zamiast komentarzy poświęconych Czechosłowacji zaczęły pojawiać się puste szpalty - ślady cenzorskich ingerencji.
Poparcie dla oficjalnej propagandy wymuszano zresztą różnymi metodami. Gdy Ksawery Pruszyński opublikował w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" pełen współczucia reportaż z Pragi zatytułowany "Tragiczny dzień dziejów Czech - dzień zawodu, przeddzień rozbioru", tłum "oburzonych studentów" zdemolował warszawskie biuro redakcji.

Doniosłe wypadki dni ostatnich

Chociaż prorządowi dziennikarze piszący o polskich roszczeniach zapewniali: "Nie należy wnioskować, żeśmy się umówili z Niemcami", w niektórych artykułach pobrzmiewała wyraźna życzliwość wobec państw Osi: "Znalazły się jednak państwa, które wykazały pełne zrozumienie dla żądań Polski. Tak więc stanowisko rządu niemieckiego było zgodne z tym, co kanclerz Hitler postawił jako warunek gwarancji granic czechosłowackich w Monachium [chodziło o zaspokojenie polskich roszczeń]. Szczególnie sympatyczne były odwiedziny w ministerstwie spraw zagranicznych ambasadora japońskiego, który wyraził życzenie swego rządu, aby słuszne interesy narodu polskiego zostały zrealizowane. Nader sympatyczne było także stanowisko Italii".
„Kurier Czerwony”, komentując Monachium, wspominał zakończony dwa tygodnie wcześniej wielki Parteitag w Norymberdze: „Doniosłe wypadki dni ostatnich, jakie rozegrały się na terenie Europy, pouczyły nas, że tylko te państwa i narody odnoszą dzisiaj sukcesy i zwycięstwa, które umieją »maszerować «, umieją w jednolitych karnych zastępach iść za swymi wodzami, ich woli podporządkowując wolę milionów obywateli. Z chwilą odniesienia świetnego sukcesu w sprawie powrotu prastarej ziemi polskiej na łono Macierzy (...) życie całej Polski we wszystkich dziedzinach winno zewrzeć się w karne kolumny marszowe, które twardym, miarowym, rytmicznie wybijanym krokiem pójdą ku wyżynom coraz trudniejszych osiągnięć”.
Wśród sanacyjnych publicystów - a zapewne także polityków - nie brakowało takich, którym imponowała determinacja i skuteczność Hitlera.

http://wyborcza.pl/1,76842,5739995,Wodzu__prowadz_nas_na_Czechy.html
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Czwartek, 23 Kwietnia 2009, 06:46 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Sam się dziwię, że tego jeszcze nie wrzuciłem:

"Czesi (Pepíky, Knedlíky, Havránky) – naród żyjący pod Polską, który mówi wyjątkowo śmiesznym językiem i nie ma Boga w sercu.
Przeciętny Czech nosi charakterystyczną fryzurę cechującą się krótkim strzyżeniem przednim i długim tylnym. Czeskie dziewczyny (holky lub dívky) są niedostępne dla obcokrajowców, ponieważ wyżej wspomniana fryzura jest wpajanym im od małego fetyszem.
Czesi grają w hokeja, ale ostatnio coraz gorzej im to wychodzi. Innymi ulubionymi narodowymi rozrywkami Czechów są: gromadne oglądanie Krecika, poddawanie się najeźdźcom i wyrzucanie różnych rzeczy i ludzi przez okna (tzw. defenestracje) – na ulicy koczują wtedy Cyganie, zbierając wyrzucone dobra. (...)"
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Czesi
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Sobota, 19 Grudnia 2009, 19:53 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Śmiesznostka to czy nie?

"Obrońca Atamańczuka: Niech żyje Republika Czeska!

Dlaczego ona? Bo Czesi od nowego roku liberalizują przepisy dotyczące posiadania narkotyków. Obrońca Cezarego Atamańczuka nie znalazł jednak zrozumienia u sądu.


14 listopada 2008 r. Atamańczuk i Michał Ł. zostali przyłapani na paleniu marihuany w samochodzie zaparkowanym w lesie (sprawa Ł. została umorzona, bo narkotyki nie były jego). Obaj byli prominentnymi członkami zachodniopomorskiej PO. Pierwszy z nich zasiadał w zarządzie starostwa powiatowego w Policach, drugi był przewodniczącym sejmiku wojewódzkiego. Dzień po zatrzymaniu zostali wykluczeni z PO. Nie przeszkodziło to Atamańczukowi w objęciu mandatu posła po Sławomirze Nitrasie, który dostał się do europarlamentu. Już jako poseł niezależny Atamańczuk był sądzony za posiadanie narkotyków (0,96 g marihuany i 0,56 g amfetaminy), kierowanie autem pod ich wpływem oraz składanie korupcyjnych propozycji. Według policjantów mówił m.in: "dogadajmy się", "mogę załatwić tanio ładne działki". Poseł przyznał się do palenia marihuany, ale tłumaczył, że zrobił to w lesie, więc nie prowadził pod wpływem narkotyków. Twierdził, że korupcyjnych propozycji nie składał. Na ogłoszenie wyroku nie przyszedł. Mec. Zbigniew Wierzbiński mowę końcową zaczął od tego, że za dwa tygodnie w Czechach wejdą w życie przepisy pozwalające na posiadanie narkotyków na własny użytek. Przekonywał, że policjanci są niewiarygodni. Wniósł o uniewinnienie klienta, a zakończył: "Niech żyje Republika Czeska!". (...)"

http://wyborcza.pl/1,75478,7377726,Obronca_Atamanczuka__Niech_zyje_Rep ublika_Czeska_.html
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Piątek, 28 Stycznia 2011, 02:35 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk to mocna rzecz, która może zainteresować zarówno Czechofilów, jak i przyjaciół zwierząt. Główna bohaterka jest starszą niewiastą, mieszkającą na Ziemi Kłodzkiej, tuż nad czeską granicą. Jako wegetarianka wytoczyła swoją prywatną wojnę lokalnym myśliwym, do których należą przedstawiciele miejscowej "elity" (m.in. ksiądz, komendant policji i największy w okolicy biznesmen). Myśliwi przedstawieni są w książce jako zwykłe szumowiny i to nie tylko dlatego, że polują na dzikie zwierzęta, ale także dlatego, że zabijają swoim sąsiadom psy, robią brudne interesy, a także oddają się wątpliwym rozrywkom (komendant policji uczęszcza do nielegalnego burdelu, prowadzonego przez właściciela ubojni i fermy lisów). Pewnego dnia szumowiny zaczynają ginąć, dosłownie jeden po drugim. Główna bohaterka twierdzi, że to zwierzęta mszczą się na swoich oprawcach. Na początku jest traktowana jako niegroźna wariatka. Stopniowo znajduje jednak sojuszników, do których należą m.in. subtelny tłumacz angielskiej literatury, entomolog, właścicielka ciuchlandu i pewien czeski księgarz...
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Sobota, 29 Stycznia 2011, 00:08 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
majaa
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7553
Posty: 42


[ Osobista Galeria ]




zaciekawiłes mnie, brzmi mocno ciekawie, będę chciała poznać jej twórczosć i móc mieć zdanie.dzięki, pozdrawiam
  
Re: <majaa> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Sobota, 29 Stycznia 2011, 03:14 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Najciekawsze jest to, że do tej pory nie czytałem nic Tokarczuk, bo wydawała mi się po prostu kolejną "babską pisarką". Tymczasem ta "babska pisarka" okazuje się mieć wcale ostre pazurki...
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Poniedziałek, 31 Stycznia 2011, 19:39 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Dla tych, którzy mają jeszcze wątpliwości, że "zabawne" słowniczki polsko-czeskie, pojawiające się tu i ówdzie w necie, to w dużej części fałszywki:

http://przewodnik.onet.pl/foto/czechy-praktyczny-przewodnik-jezykowo-t urystyczny,4118640,8554753,foto-duze.html
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Wtorek, 01 Lutego 2011, 18:08 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




No i proszę:

"CBOS: najbardziej lubimy Czechów i Słowaków

Czesi i Słowacy darzeni są w Polsce największą sympatią - wynika z sondażu przekazanego we wtorek PAP przez CBOS. Według badania niechęć przeważa w stosunku do Rumunów, Arabów i Romów.


CBOS zwraca uwagę, że w porównaniu z badaniem sprzed roku tylko nieznacznie zmieniło się nastawienie badanych do Rosjan. W świetle katastrofy smoleńskiej ośrodek uznaje taki wynik za "zastanawiający". W 2011 roku sympatię do Rosjan deklarowało 32 proc. ankietowanych, a rok wcześniej - 34 proc. Natomiast niechęć wobec naszych wschodnich sąsiadów w tym roku odczuwało 34 proc. respondentów, zaś w ubiegłym - 31 proc.
W porównaniu z poprzednim badaniem stosunek do większości narodów zmienił się w granicach błędu statystycznego. Wyjątkiem są uczucia w stosunku do Anglików, Francuzów, Irlandczyków i Litwinów - sympatię wobec tych nacji w tym roku deklarowało po 6 punktów procentowych mniej badanych niż w roku minionym.
Czechów lubi 51 proc. badanych przez CBOS, a nie lubi - 12 proc. Słowaków darzy sympatią 49 proc. respondentów, nie lubi ich - 11 proc.
Na dalszych miejscach w rankingu lubianych narodów plasują się: Hiszpanie i Włosi - po 47 proc. deklaracji sympatii oraz odpowiednio 9 i 13 proc. niechęci; Węgrzy - lubi ich 46 proc., przeciwnego zdania jest 12 proc.; Francuzi i Holendrzy - darzy ich sympatią po 45 proc. badanych, a niechęcią - odpowiednio - 14 i 11 proc.
Nieco mniej ankietowani przez CBOS lubią Anglików - 44 proc. sympatii i 16 proc. niechęci; Amerykanów - 43 proc. badanych ich lubi, a 19 proc. - przeciwnie; Greków - 43 proc. sympatii oraz 14 proc. niechęci.
W stosunku do Niemców sympatię odczuwa 38 proc. respondentów, ale niechęć już 27 proc. badanych.
Nieznacznie częściej sympatia przeważała nad niechęcią w stosunku do Białorusinów i Chińczyków - po 31 proc. sympatii; Wietnamczyków (30 proc.); Ormian oraz Serbów - po 28 proc.
Wobec Żydów pada tyle samo deklaracji sympatii co niechęci - po 31 proc.
Niechęć przeważa natomiast nad sympatią w stosunku do: Rumunów - lubi ich 24 proc. respondentów, a nie lubi - 40 proc.; Arabów - odpowiednio 23 i 42 proc. oraz Romów - sympatię do nich odczuwa 22 proc. badanych, a niechęć - 49 proc.
CBOS przeprowadził badanie w dniach 5-12 stycznia 2011 roku na 989-osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski."

Zaskakująco dobry wynik, jeśli chodzi o nasze sympatie do południowych sąsiadów. Jeżeli zaś chodzi o nasze antypatie, to nic nie zaskakuje, niestety...
  
Re: <Berger> My o Czechach i Słowakach
PostWysłano: Sobota, 26 Lutego 2011, 15:43 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Z "Gazety":

"Nasi kochani Czesi
Polsko-czeskie partnerstwo nie wynika tylko z postkomunistycznej przeszłości, ale jest naturalne, a stosunki Warszawy i Pragi są najlepsze w historii - pisze praski dziennik "Lidove Noviny"

Good news is no news, czyli dobra wiadomość to żadna wiadomość. Ta zasada rządzi dziennikarstwem właściwie od zawsze. Dlatego też niedawna wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Czechach została ledwo co zauważona przez polskie media. No bo skoro stosunki z Czechami są tak świetne i nie ma żadnych problemów, a obywatele darzą się wzajemną sympatią, to o czym tu pisać?
Ano jest o czym. Otóż Czechy po cichu wyrosły na strategicznego partnera Polski w regionie. Mówili o tym w czasie praskiej wizyty zarówno Komorowski, który dobrze wyczuwa, że w Czechów warto i trzeba inwestować, jak i prezydent Vaclav Klaus. Gospodarz Hradczan, który świetnie dogadywał się z Lechem Kaczyńskim, umie porozumieć się z jego następcą, choć wiele ich różni. A polsko-czeskie partnerstwo w odróżnieniu od tego z Litwą przetrwało śmierć Kaczyńskiego. To drugie utrzymywało się bowiem na iluzji dobrych relacji przy jednoczesnym zamiataniu pod dywan wielu problemów.
W relacjach z Czechami właściwie nie ma czego zamiatać, a wspólnota interesów jest ogromna. Nie przysłaniają ich różnice w postrzeganiu Unii (jak wiadomo, Klaus jest zapiekłym eurosceptykiem, a Komorowski to euroentuzjasta) ani fakt, że czeskie społeczeństwo jest całkowicie zlaicyzowane i znacznie bardziej liberalne niż polskie. Polaków i Czechów łączą nie tylko doświadczenia historyczne, przywiązanie do wolnego rynku i troska o bezpieczeństwo energetyczne (czytaj strach przed uzależnieniem się od dostaw z Rosji). Oba kraje wciąż uważają USA za gwaranta bezpieczeństwa regionu i są przekonane, że Europa powinna bardziej interesować się relacjami z sąsiadami ze Wschodu.
Jedna z legend, która krąży gdzieś między MSZ-etami w Pradze i Warszawie, głosi, iż największe polskie osiągnięcie w UE - Partnerstwo Wschodnie - wymyślili w istocie Czesi, ale zgodzili się, by wypromowała je silniejsza i bardziej wpływowa w Europie Polska.
Uwielbiany w Polsce Jaroslav Hašek powiedział kiedyś, że "każde dlaczego ma swoje dlatego". W przypadku relacji polsko-czeskich "dlaczego" jest dziecinnie łatwe do pojęcia. Czesi mieli już swoje przewodnictwo w UE i choć było to przewodzenie z problemami, to służą Polsce doświadczeniem przed jej prezydencją w UE zaczynającą się w lipcu. Polska tworzy koalicję krajów zainteresowanych obroną unijnych funduszy spójności w przyszłym budżecie UE po 2014 r., czym Czechy są także zainteresowane. I mogą nam w tym pomóc instytucjonalnie, przewodząc od czerwca Grupie Wyszehradzkiej.
Oba kraje są obrońcami gospodarki węglowej i obawiają się Europy kilku prędkości, w której kraje strefy euro integrować się będą szybciej i głębiej niż pozostali.
Prezydent Komorowski wie to wszystko i dlatego w Pradze mówił: "Wierzę, że będziemy w stanie na europejskiej glebie forsować kwestie, które są nie tylko w interesie Grupy Wyszehradzkiej, ale także całej unijnej 27.
Czesi wiedzą, że mogą budować swoją przyszłość w Unii także na relacjach z Polską, która ma ambicje bycia wielkim graczem w UE. Mają też świadomość tego, że jak pisze czeski dziennik "Lidove Noviny", obecne partnerstwo nie wynika tylko z postkomunistycznej przeszłości, ale jest naturalne, a stosunki polsko-czeskie są najlepsze w historii.
Good news? Jak najbardziej, choć nie leje się krew i Polaków nie prześladują na Zaolziu..."

http://wyborcza.pl/1,75248,9161721,Nasi_kochani_Czesi.html
  
My o Czechach i Słowakach
Forum dyskusyjne -> Inne -> Bohemia

Strona 2 z 2  
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  
||ekstra źródła
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów w całości lub części jest niedozwolone. Wszelkie informacje zawarte w tym miejscu są chronione prawem autorskim.



Forum dyskusyjne Heh.pl © 2002-2010