Forum Dyskusyjne
Zaloguj Rejestracja Szukaj Forum dyskusyjne


Zaloguj się, by pozbyć się reklam
Forum dyskusyjne -> Obraz i dźwięk -> Püdelsi, Homo Twist, Maleńczuk -> Prasówka Idź do strony 1, 2, 3 ... , 23, 24, 25
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu
Re: Prasówka
PostWysłano: Poniedziałek, 29 Grudnia 2008, 14:02 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]






Cytat:

Zmieniła mnie wieś

„Przyzwyczailiście się, że Maleńczuk to obrazoburca i skandalista. A ta etykieta ostatnio zaczęła mnie uwierać” – mówi najbardziej niepokorny polski artysta. I deklaruje, że ulepsza swoje życie i wizerunek.

Garnitur, idealnie dobrana do niego koszula, elegancko przystrzyżone włosy. A zamiast używek, od których nigdy nie stronił, pastylki cynamonowe. Oto nowy styl Macieja Maleńczuka. Jak się szybko okazuje, „nowy, ulepszony Maleńczuk” to nie tylko fasada.

GALA: Zmieniłeś się.

MACIE J MALEŃCZUK: Coś w tym jest, bo wszyscy wokół mówią: „Maciek, nie wiemy, co się z tobą stało. Kiedyś byłeś inny”. Słyszę to bez przerwy.

GALA: Na czym polega zmiana poza tym, że ściąłeś włosy, zacząłeś jeździć na rolkach i przeprowadziłeś się z Krakowa na wieś?

MACIEJ MALEŃCZUK: Dawno już na wsi nie byłem, ponieważ dzieci chodzą do szkoły w Krakowie. I z tamtego domu zrobiła się dacza na weekendy. A i to nie na wszystkie. Ale już bardzo tęsknię, bo tam mam kominek, a jest zima. No, ale na razie pająki wszystkiego pilnują.

GALA: Co jest pociągającego we wsi?

MACIEJ MALEŃCZUK: Spora liczba zwierząt, które mnie otaczają: jeże, lisy, łasice, bezdomne psy i koty oraz bobry, z którymi zresztą prowadzę wojnę. Podchodzą naprawdę bardzo blisko. Dlatego nauczyłem się nie wyrzucać jedzenia. Zamiast tego wystawiam resztki przed dom. Pamiętam, że kiedyś położyłem tam chyba z kilogram zjełczałej kiełbasy. Następnego dnia zobaczyłem, że nie został po niej nawet ślad. Powiem szczerze, że włos mi się zjeżył na całym ciele, gdy pomyślałem, co tam przyszło. I naprawdę zastanawiam się nad kupnem noktowizora.

GALA: Zaskoczyłeś mnie. W życiu bym nie pomyślała, że dokarmiasz zwierzęta.

MACIEJ MALEŃCZUK: Wszyscy przyzwyczailiście się do tego, że Maleńczuk to obrazoburca i skandalista. Ale choć nie powiem, fajnie jest robić demolkę i mówić ludziom prawdę prosto w oczy – w końcu nie każdego na to stać – to ta etykieta zaczęła mnie trochę uwierać. Bo w pewnym momencie reputacja przesłoniła moją osobowość. Poza tym moim sąsiadom na wsi zależy, bym miał jako taką opinię. I dla nich chcę poprawić swój wizerunek.

GALA: Dlatego rzuciłeś wszystkie nałogi?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nigdy do końca nie byłem nałogowcem. Bo jest nim ten, kto zażywa narkotyki latami.

GALA: Czyli twoje trzymiesięczne ciągi narkotyczne, o których nieraz mówiłeś, się nie liczą?

MACIEJ MALEŃCZUK: Trzy miesiące to nie całe życie, ale niech ci będzie – to był ciąg. Ale już go nie ma.

GALA: A co z alkoholem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wóda nigdy mnie specjalnie nie kusiła, bo ona nie służy mojej psychice. Staję się po niej agresywny, robię wokół siebie bałagan i wszyscy mnie za to nienawidzą. Ale pod tym względem nie różnię się od 80 procent Polaków, którzy gdy walną coś mocniejszego, dostają korby. Gdyby to ode mnie zależało, kazałbym alkohol wpisać na listę zabronionych narkotyków. Albo chociaż ograniczyłbym dostęp do niego, tak jak to robią Norwegowie na przykład. U nich wódkę można kupić tylko do godziny 13, a wino – do 17.

GALA: Mówisz o tym z takim zaangażowaniem, że może powinieneś zostać politykiem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wolę prowadzić politykę z tego miejsca, w jakim jestem.

GALA: Jaki jest twój program wyborczy?

MACIEJ MALEŃCZUK: Generalnie chciałbym, żeby to była polityka wolnej miłości, na której zostałem wychowany. Powinno być więcej form swobodniejszego seksu i wyższa kultura seksualna w społeczeństwie.

GALA: To znaczy?

MACIEJ MALEŃCZUK: To znaczy, że nie umiemy podejść do siebie po ludzku. Zamiast tego wyczyniamy jakieś dziwaczne gry przedwstępne, polegające na zapraszaniu do kina, widywaniu się z rodziną i chodzeniu za rękę na niekończące się spacery.

GALA: Rozumiem, że to wszystko jest twoim zdaniem bez sensu?

MACIEJ MALEŃCZUK: Jasne. Bo mogłoby to wyglądać tak, jak każdy z nas to sobie wyobraża.

GALA: Czyli?

MACIEJ MALEŃCZUK: Przecież nie będę ci opowiadał o swoich fantazjach seksualnych!

GALA: A dlaczego nie?

MACIEJ MALEŃCZUK: Być może powinno się to odbywać poprzez taniec. Najpierw tańczymy, a potem, gdy mamy już dość, odpoczywamy na leżąco. Później znowu rumba, cza-cza itd. Dobrze by było, gdyby lokale były w stanie parze chcącej odpocząć ofi arować coś więcej niż tylko toaletę. To powinno być ujęte w normy społeczne. Bo skoro wiemy, jak posługiwać się przy stole nożem i widelcem, tak samo powinniśmy wiedzieć, jak się zachować przy stole rozkoszy. Niech seks przestanie być tematem zakazanym. Ludzie! Przecież to nie średniowiecze.

GALA: Kobiety inaczej podchodzą do seksu. Dla nas zwykle wiąże się on z miłością.

MACIEJ MALEŃCZUK: Każda tak twierdzi i wszystkie mówicie, że facet to kurwiarz. Ale przepraszam bardzo, z kim ci faceci się puszczają? To jest czysta hipokryzja z waszej strony. I tyle.

GALA: Dlaczego masz takie złe zdanie o kobietach?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wiesz co? Jak byłem młodszy i mniej wiedziałem, to miałem lepsze.

GALA: I pomyśleć, że kobiety cię uwielbiają. Nie tylko młode zresztą. Wśród fanek jest spora grupa pań w średnim wieku…

MACIEJ MALEŃCZUK: Nawet w bardzo średnim wieku (śmiech). Kompletnie tego nie rozumiem, bo często te kobiety narażają się na moje impertynencje. Nie wiem, o co chodzi, to nie był mój cel, ale sam pogrążyłem się w tej sytuacji, nagrywając nową płytę „Psychodancing”. Los jest przewrotny. Moje marzenia wprawdzie się spełniają, ale zawsze w krzywym zwierciadle. Dlatego nigdy mi do końca nie odbiło. Owszem, kilka razy była palma, ale nie taka, jak u innych.

GALA: A czy status gwiazdy jest dla ciebie – jako dawnego barda – problemem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak. Bo choć kiedyś miałem sen, że idę ulicą i nikt mnie nie poznaje i to był prawdziwy koszmar, to rozpoznawalność powoduje, że nie mogę się normalnie poruszać w rzeczywistości. Na szczęście wyrobiłem sobie taką opinię, że jak podchodzi do mnie człowiek i prosi o autograf, a ja mu mówię, żeby spieprzał, to w moich ustach nie jest to dla niego nic dziwnego. Choć pewnie jeden zrozumie to „spieprzaj”, a drugi uniesie je w sercu i będzie pielęgnował niechęć do mnie do końca życia.

GALA: Nie martwi cię to? Podobno wierzysz w złą energię…

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak, i boję się jej. Ale mam nadzieję, że nikt mojej laleczki nie nakłuwa. Ja nikomu nigdy bym tego nie zrobił.

GALA: To znaczy, że nie lubisz szkodzić ludziom?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie do tego stopnia. Owszem, można komuś sprzedać jakąś słowną blachę. Albo ręczną. Ale na pewno nie chciałbym nikomu zmarnować życia. Więc może nie jestem taki straszny, jak mówią?

GALA: Straszny nie jesteś, ale mam wrażenie, że w głębi duszy jesteś bardzo smutnym człowiekiem…

MACIEJ MALEŃCZUK: Ja nawet to lubię. Lubię smutną tematykę i ponuractwo. Podoba mi się na przykład malarstwo Beksińskiego, pełne czaszek i obgryzionych kości. Ja po prostu uważam, że to jest ładne. Zresztą kiedyś u mnie na wsi znalazłem martwego ptaka i chciałem obserwować etapy jego rozkładu, ale niestety, przyszedł lis i go sobie wziął.

GALA: Można lubić mroczne klimaty, ale twierdzenie, że szczęście jest czymś tak wstydliwym jak publiczny orgazm i że wręcz amoralne jest bycie szczęśliwym człowiekiem, to już chyba przesada.

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie wiem, czy mężczyźnie to nawet przystoi. Bo mam wrażenie, że jak człowiek jest szczęśliwy, to jest trochę obnażony. Szczęście nie kojarzy mi się ani z rozsądkiem, ani z równowagą.

GALA: Przeciwnie. Gdy człowiek osiągnie równowagę, wtedy jest szczęśliwy. Ty naprawdę nie znasz tego stanu?

MACIEJ MALEŃCZUK: Gdy ktoś kiedyś spytał Milesa Davisa o najszczęśliwsze chwile w życiu, Davis chciał wiedzieć, czy chodzi o chwile w ubraniu, czy bez (śmiech). W ubraniu jestem szczęśliwy na koncertach jakichś wyjątkowych artystów. Za takie chwile mógłbym oddać nawet dziesięć tych bez ubrania.

GALA: A nie doceniasz tego, co dostałeś od życia?

MACIEJ MALEŃCZUK: Oczywiście, że doceniam, bo jestem przystojny, mądry, zdolny, dowcipny, sexy i…

GALA: Bardzo skromny?

MACIEJ MALEŃCZUK: Raczej próżny – i przyznaję się do tego. A serio mówiąc, to, że udało mi się zostać artystą, było dla mnie rzeczywiście ratunkiem, bo nic innego nie mógłbym robić. Próbowałem być tokarzem, spawaczem, ale narobiłem sobie tylko kłopotów z kręgosłupem, ponieważ to jest jednak praca dla ludzi niższych ode mnie. Mógłbym wprawdzie jeszcze zostać przestępcą, ale ponieważ nie mam szczęścia w tych wszystkich kombinacjach finansowych, z pewnością dobrze by się to nie skończyło. Dziś jestem poetą, muzykiem. I fajnie. Życie dla mnie i dla mojej rodziny jest łaskawe, chociażby dlatego, że nie muszę się martwić, czy mi wystarczy do pierwszego. To dużo.

GALA: Ale podobno na stare lata robisz się sknerą.

MACIEJ MALEŃCZUK: To prawda. Czasami budzi się we mnie skąpstwo i pytam, co się stało z tym tysiącem, który wczoraj wybrałem z bankomatu. Gdzie jest ta forsa?! Ale tak naprawdę staram się wydawać wszystko na bieżąco, bo jest bardzo prawdopodobne, że przyjdzie wojna i banknoty stracą swoją wartość.

GALA: Oj, nie bądź taką Kasandrą!

MACIEJ MALEŃCZUK: Należy się z tym liczyć i ja swoje dzieci na to przygotowuję.

GALA: Co chciałbyś przekazać córkom?

MACIEJ MALEŃCZUK: Staram się im przekazać to wszystko, co sam potrafię. I co wiem. Jeśli chodzi o maluchy, jest to, na przykład, umiejętność trzymania w ręku pióra. A teraz uczymy się angielskiego. Ale ze starszą córką już jest ciekawiej, bo próbuję jej – dajmy na to – opisać exodus Albańczyków z Kosowa. I ona robi wielkie oczy. A przecież to się dzieje prawie pod naszym nosem.

GALA: Twoje dzieci cię wzruszają?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wzruszają mnie ludowe piosenki. Dużo jest w nich o śmierci.

GALA: Śmierć cię fascynuje?

MACIEJ MALEŃCZUK: Jest w niej coś fascynującego.

GALA: A o swojej śmierci myślisz?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nieustannie. Kiedyś uważałem, że może sobie przyjść, kiedy chce, w każdej chwili, i nie będzie to dla mnie żaden problem. Ale jak masz dzieci, myślisz: niech ta śmierć jeszcze poczeka, bo dzieci są małe.

GALA: Zastanawiasz się, co jest potem?

MACIEJ MALEŃCZUK: Pewnie, że tak. Ale uważam, że potem nic nie ma. Jestem tego pewien prawie w stu procentach.

GALA: Z czego czerpiesz tę pewność?

MACIEJ MALEŃCZUK: Z rozsądku. To, co po nas zostaje, jest tylko w umysłach ludzi, którzy o nas pamiętają.

GALA: Nie wierzysz w Boga?

MACIEJ MALEŃCZUK: Nie, nie widzę go. Bardziej diabła widzę.

GALA: Zawarłeś z nim pakt? Biorąc pod uwagę, ile narkotyków w życiu wziąłeś i ile alkoholu w siebie wlałeś, powinno cię już dawno nie być na tym świecie…

MACIEJ MALEŃCZUK: Może to wszystko jedna wielka mistyfikacja była? A w rzeczywistości siedziałem całe życie przed telewizorem i oglądałem „Klan”. Kto wie…

GALA: Akurat!

MACIEJ MALEŃCZUK: Wracając do Boga. To, że sam go sobie odebrałem, bo chcę żyć świadomie, nie znaczy, że chcę zabrać Boga innym ludziom. Wieś sprawiła, że nabrałem szacunku do Kościoła. Zrozumiałem, że jest potrzebny.

GALA: Ty? Naczelny antyklerykał kraju?

MACIEJ MALEŃCZUK: Tak, bo to dla ludzi na wsi jest jedyna świętość. Bez Kościoła by się powyrzynali. Ale jeśli chodzi o samą konstytucję Kościoła, to mogłaby ona i powinna wyglądać inaczej.

GALA: A święta Bożego Narodzenia jak obchodzisz?

MACIEJ MALEŃCZUK: Kupujemy choinkę, są świeczki, prezenty, śpiewamy kolędy…

GALA: I przebierasz się za mikołaja?

MACIEJ MALEŃCZUK: Coś w tym rodzaju. A na Wielkanoc chodzimy poświęcić koszyczek.

GALA: Nie kłóci się to z twoją niewiarą?

MACIEJ MALEŃCZUK: Robię to przecież dla dzieci. Gdybym był sam i mieszkał w jakiejś wynajmowanej kawalerce, pewnie bym tych świąt tak nie celebrował.

GALA: Co chcesz dostać pod choinkę?

MACIEJ MALEŃCZUK: Wolną chwilę, żeby uklepać jakąś większą formę literacką niż opowiadanie dla „Playboya”. Bo jeśli chodzi o muzykę, to jestem spełniony, zmęczony i mam dość życia w trasie. A pisanie mnie kręci. Poza tym trzeba pracować głową, żeby mózg pozostał jak najdłużej młody i sprawny. Bo ze starzejącym się ciałem jakoś dam sobie radę, choć z trudem. Ale agonii mózgu już bym nie zniósł.

Rozmawia: Anna Zakrzewska

GALA 51-52/2008

  
Re: Prasówka
PostWysłano: Poniedziałek, 05 Stycznia 2009, 13:45 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




Newsweek - 28.12.2008

Cytat:
Tych świąt nigdy nie zapomnę

Gwiazdka z prądem - MM


Jest grudzień 1981 roku. Od 13 niedziel nie wychodzimy z celi. Kalorek grzeje na maksa. Przez ostatnie dwa tygodnie spokojnie graliśmy w domino i popadaliśmy w coraz większe uzależnienie od czaju i papierosów. Zardzewiałą agrafką przedziurawiłem sobie ucho, na co kolega Mirek tą samą agrafką przeszył swój policzek. Starszyzna uznała jeden zero dla Mirka. W rewanżu zaproponowałem konkurs wyskoku dosiężnego. Jeden-jeden. Zbliżały się święta i wszyscy czekali na rakiety z domu. Znienawidzony przeze mnie kolega Waldek (cwaniaczek za pięć groszy, głos jego przechodził w pianie, gdy się rozindyczał)warzył na górnym koju czaj. A raczej to, co zostało po wczorajszym. Wtarak. Może i trzeciak. Mieliśmy kryzys. Trzeba zamieszać. Dlaczego robi to aluminiową łyżką? Bo głupi. Rozległ się głuchy wystrzał i zgasło światło na całym oddziale. Oddziałowy o wdzięcznej ksywie Psichuj rozdarł ryj na cały korytarz: "Skur...ny! Do wieczora wam tych stopek nie wkręcę! Jak nie umiecie warzyć, to się k... spytajcie! Z dupy naczelnikowi tych stopek nie wyciagam!". I temu podobne androny wygadywał, a my wszyscy nienawidziliśmy go za to, ale też chyba trochę był lubiany. Po półgodzinnych błaganiach spod cel (poruczniku! generale! generalissimusie!) i nerwowym ustalaniu winnych Psichuj otwiera jedną z cel i jakiś twardziel z kawałkiem drutu idzie wiązać stopki. Dobra nasza. Zapala się światło, starsi wracają do domina, a Waldek do wtaraka. Jeden z przewodów podłączamy do kalorka. Kalorek do metalowej ramy łóżka. Z łóżka do brzeszczota i mamy minus. drugi kabel w okolice żarówki i do durgiego brzeszczota. Pomiędzy brzeszczoty dwie zapałki - okręcamy nitką. To wszystko do słoika z wodą (nie aluminiowego kubka) i mamy grzałkę. Dopóki dotykasz plusa lub minusa, prąd przepływa - obok czuć najwyżej lekkie napięcie powierzchniowe; inna sprawa, gdy jedno łóżko jest plusem - drugie minusem, a Walduś jest na górze i chce zejśćna dół. Zanim ktokolwiek się zorientował, co robi ten baran, Waldemar chwycił lewą ręką plus, a prawą minus i przez chwilę był jak ten gimnastyk na poręczach. Wystrzelił z obu rąk w górę, po czym wykonał półsalto i wpakował się plecami w domino. Ze stołu stoczył się do miski z wodą bo akurat było sprzątanie. Woda wylała się na podłogę i od tamtej chwili wszystko już było pod prądem. Światło przygasło o połowę, wszystkie metalowe części kopały, towarzystwo pospieprzało na koja, skręcając się ze śmiechu, z miski gramolił się Waldemar, ktoś przytomny odłączył tę fazę, w celi pojaśniało i wtedy okazało się, iż Waldek w tej sytuacji postradał siekacz. Przedni ząb. Wesołości nie było końca. Wijąc się po podłodze z uciechy, przez załzawione oczy ujrzałem, że w drzwiach stoi Psichuj i pruje z wora: "Za to, że tak wam wesoło, dostaniecie rakiety na samym końcu!" - widzę, że w jego świńskich oczkach coś się śmieje, i dociera do mnie to, co powiedział: "Rakiety! Paczki z domu! Będzie Gwiazdka".
  
artykuły na interii
PostWysłano: Piątek, 13 Lutego 2009, 14:44 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
poison_girl
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7342
Posty: 38


[ Osobista Galeria ]




http://muzyka.wp.pl/gid,359813,page,1,galeria.html eusa_clap.gif

http://muzyka.wp.pl/gid,316309,page,4,galeria.html?ticaid=177f6 doubt.gif
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Sobota, 14 Lutego 2009, 22:01 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
pierdolec
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7339
Posty: 8


[ Osobista Galeria ]




Zawsze szanowałem Maleńczuka, ale od jakiegoś czasu nudzi mnie ten jego pijacki bełkot
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Niedziela, 15 Lutego 2009, 16:03 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
poison_girl
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7342
Posty: 38


[ Osobista Galeria ]




pierdolec :
Zawsze szanowałem Maleńczuka, ale od jakiegoś czasu nudzi mnie ten jego pijacki bełkot



po pierwsze troche szacunku eusa_naughty.gif
po drugie Maleńczuk mówi o rzeczach które naprawde sie dzieja tyle że robi to bez żadnych ogródek więc niektórym może się to wydać obraźliwe.Ale tak czy owak MM ma racje...no niestety
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Niedziela, 22 Lutego 2009, 20:50 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]




http://www.colere.pl/muzyka.htm

Cytat:

Zapraszamy do czytania rozmowy z najbardziej kontrowersyjnym artystą na polskiej scenie muzycznej, Maciejem Maleńczukiem.

Krzysztof Jamiński [redakcja Colere.pl]: Panie Maćku, udziela pan ogromną ilość wywiadów, ale chyba nigdy nie znalazłem w wywiadach udzielanych przez pana odpowiedzi na bardzo proste, a zarazem bardzo ważne pytanie – czym jest dla pana sztuka?

Maciej Maleńczuk: Daj mi sekundę, chwile się zastanowię… (śmiech) Czym właściwie jest sztuka? Jest nieskrępowaną wolną działalnością jednostki, w której jednostka ta usiłuje przekazać nam swoje uczucia. Wszystko to, co można ująć pozawerbalnie, chyba, że mówimy o poezji. Chociaż i w poezji mówiąc pewne słowa używamy ich nie w tym celu, co w sumie oznaczają. Weźmiesz najprostsze dziecko na świecie i ono będzie uprawiać sztukę – będzie robić rysunki, będzie próbowało śpiewać, będzie próbowało tańczyć. Człowiek z jakiś przyczyn z tym wszystkim się rodzi. I to wcale nie ma przełożenia na pieniądze - to się pojawia później.

KJ: A więc nasz pociąg do sztuki jest czymś pierwotnym?

MM: Zdecydowanie tak. Jest tym samym, czym jest polowanie. To znaczy tym, czym było polowanie, bo już nie polujemy.

KJ: Wyobraża sobie pan, żeby w naszym kraju – który jest, jaki jest – zabrakło sztuki?

MM: Wydaje mi się, że są kręgi, które dążą do tego. W Polsce jest bardzo duża część społeczeństwa, nie wiem ile, może z dwadzieścia procent, które chcą za wszelką cenę zdławić wszystkie tego typu odruchy. Sztuka ma się nam kojarzyć wyłącznie z tym, co jest na ołtarzu, a cała reszta to nie jest sztuka. Niektórzy nawet dają sobie prawo do wyrażania opinii, jak poseł Pęk, który raczył skrytykować wystawę Czernego przed Parlamentem Europejskim. Choć jak wiemy, na co dzień jest zapalonym myśliwym i biega z flintą po lesie. On będzie oceniał, co jest sztuką, a co nie. Jeśli rozpieprzone flintą zwierze jest sztuką, poseł Pęk ma to prawo.

KJ: Prowadząc swoją działalność twórczą zakłada pan, że sztuka ma przed sobą stawiany jakiś cel czy może odwrotnie wyznaje pan takie hasła jak „sztuka dla sztuki”?

MM: Sztuka ma swój cel i sztuka ma swoją funkcję. Tak jak jedzenie - jest funkcją podtrzymującą żywotność organizmu. Tak samo sztuka jest funkcją podtrzymującą żywotność intelektualną swojego odbiorcy. Ja chcę, żeby mój odbiorca był człowiekiem wyedukowanym. Z tego powodu wolałbym nie widzieć więcej ludzi oczekujących na koncertach Homo Twist „Dawnej dziewczyny”. Wiem, że nie wszyscy są wyedukowani, w związku z tym, z premedytacją wprowadzamy ich w błąd, żerując na ich niewiedzy, nagrywając piosenki w stylu „Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem”. Gdzie połowa ludzi traktuje tą piosenkę jako moją.

KJ: Mówi pan, że chciałby, żeby publiczność przychodząca na koncert była wyedukowana. Czy posiadając swój aktualny bagaż doświadczeń i możliwość zmienienia czegoś w swoim życiu nie próbowałby pan pozyskać wyższego wykształcenia, którego nie miał pan możliwości nabyć w czasie pana młodości?

MM: Wiesz co, nawet jakbym próbował to by mi nic z tego nie wyszło. Mam taką naturę, jaką mam i dla mnie sztuka jest czymś w rodzaju boksu. To jest coś, czego się w szkole nie nauczysz. Nie ma takiej szkoły, która by uczyła bluesa, a jeżeli nawet jest to nazywa się Wyższa Szkoła Muzyczna w Katowicach.

KJ: Ludziom, którzy zajmują się sztuką często przypisuje się cechę, którą nazywa się „wrażliwością artystyczną”. Czy pan taką cechę posiada?

MM: Śmiem twierdzić, że tak. Jeśli pan twierdzi, że nie to proszę tą tezę obalić. (śmiech)

KJ: Wolałbym, żeby pan powiedział, w czym się ona objawia.

MM: Objawia się tym, że co jakiś czas biorę do ręki gęsie pióro i pisze poezję.

KJ: A więc stanowi ona bodziec do tego, że przystępuje pan do „produkcji” tekstu?

MM: W życiu nie użyłbym takiego określenia. Poeta piszący wiersz to nie jest producent.

KJ: Jednak w dzisiejszych czas odnosi się wrażenie, że wielu twórców właśnie tak podchodzi do pisania.

MM: Wiesz co, jeżeli ktoś osiągnie taki poziom artystyczny, że natchnienie do niczego mu nie jest potrzebne, to tylko pozazdrościć.

KJ: A więc dobry artysta powinien posiadać wrażliwość artystyczną. A czym jeszcze powinien on się wykazywać?

MM: Powinien posiadać inteligencje, prezencję, urodę, poczucie rytmu oraz ogólny seksapil. Wtedy na pewno mu się uda (śmiech). Oczywiście powinien mieć jeszcze coś do powiedzenia, ale rozumiem, że w pytaniu było już zawarte to, że artysta ma coś do powiedzenia. Ale żeby móc się wypowiedzieć potrzebuje całej tej reszty.

KJ: Czy jako artysta posiada pan w sobie jakieś wady, które nie służą życiu twórczemu?

MM: Na pewno taką wadą jest lenistwo. I co do tego nie mam wątpliwości, że mógłbym stworzyć więcej, gdyby nie najzwyczajniejsze na świecie lenistwo. Jeśli mogę coś jeszcze dodać, to te lenistwo spowodowane jest czasem strachem, ponieważ jeśli wgłębisz się w jakiś temat i zaczniesz pisać poważny wiersz albo, nie daj Boże jakąś większą formę, to będzie cię to kosztować konsekwencje psychiczne, fizyczne, mentalne, poetyckie i nawet męsko-damskie. W moim przypadku boję się niektórych tematów, żeby nie ponosić tego kosztów. Nie jestem w stanie napisać dobrego wiersza i nie ponieść konsekwencji tego.

KJ: Bardzo często ze względu na pana korzenie określa się pana jako „człowieka z ulicy”. Czy jest to dla pana obraźliwe?

MM: Nie jest, ale być może ktoś używając tego określenia chce mnie obrazić. Wiesz, co ja w ’80 roku nosiłem spodnie odwrócone na drugą stronę, ponieważ z przedniej strony splamione one były krwią i heroiną. Więc obracałem je na drugą stronę i chodziłem w ten sposób, bo były jeszcze trochę czyste. A później okazuje się, że Arkadius takie same spodnie odwrócone na drugą stronę chce sprzedawać ludziom za pięć kawałków w swoim sklepie w Warszawie. W ten sposób ulica narzuca modę. Choćby podarte jeansy, każdy w nich chodził, bo przecierały mu się, a teraz trzeba za to zapłacić.

KJ: Wymienię parę nazwisk: Miłosz, Róźewicz Lipska, Pisarek, Głowacki, Jan Paweł II, Kapuściński.. Zadam naiwne pytanie, kojarzy pan te nazwiska?

MM: Kojarzę te nazwiska.

KJ: A wie pan co łączy pana z tymi osobami?

MM: Nie wiem.

KJ: Dodając do tej grupy pana nazwisko otrzymujemy pełną listę dotychczasowych laureatów Śląskiego Wawrzynu Literackiego, którego pan otrzymał w 2004 roku za poemat „Chamstwo w państwie”. Jak się pan czuje w tym gronie?

MM: Czuje się jak ktoś z ulicy.

KJ: A jakie emocje? Człowiek z ulicy patrząc na takie znamienite nazwiska może się nabawić kompleksów…

MM: Jakby to rzec… Ja cały czas uważam, że to bardziej dzieło odpowiada za twórcę niż twórca za dzieło. Wiele razy twórcy nie dorastali do swojego działa. U Jana Pawła II było pewnie odwrotnie, z pewnością jego dzieło było dużo większe niż dzieła literackie. Jan Paweł II to nie jest jakiś wybitny literat. Z pewnością jego osoba jest większa niż jego dzieło. W moim przypadku to dzieło przewyższa moją osobę, która jest osobą stosunkowo zwyczajną. Więc chcąc, nie chcąc zostanę człowiekiem z ulicy w tym gronie. Na pewno moje wiersze, poematy nie są tworzone zza biurka – tego można być pewnym.

KJ: „Chamstwo w państwie” nagrodzone Śląskim Wawrzynem Literackim, wielki sukces…

MM: Tak, to jest wielkie wyróżnienie, jest to jedyna nagroda, z której jestem dumny.

KJ: Czemu więc nie poszedł pan za ciosem i nie kontynuował swojej działalności literackiej?

MM: Powiem tak: po co iść za ciosem skoro pierwszym cios okazał się nokautujący?

KJ: No, ale na swojej drodze można znaleźć kolejnych przeciwników.

MM: Dobrze. Poemat „Chamstwo w państwie” był moim pierwszym ciosem literackim, Na „dzień dobry” nie dostałem Nike, nawet najprawdopodobniej nie był nawet brany on pod uwagę. No może z tym nokautem przesadziłem. No najwyżej to było „liczenie”. (śmiech) Nic takiego, to tylko 150 czterowierszy. Bez przesady. Nadal jestem nazbyt leniwy, żeby z dnia na dzień stać się buduarowym poetą czy tasiemcowym translatorem. Wydaje mi się, że ciągle warto żyć, a na memuary przyjdzie czas.

KJ: Musi pan odczuć odpowiedni moment, żeby ponownie coś napisać?

MM: Z pewnością tak. Na razie uważam, że bez natchnienia nic nie powstanie. Nie będę pisał wierszy dopóki nie mam natchnienia.

KJ: A posiada pan jakieś sposoby na natchnienie? Często mówi się, że ci wrażliwi szukają natchnienia w alkoholu, narkotykach i kobietach…

MM: Alkohol i narkotyki były już moim natchnieniem. „Co by to mogło być jeszcze?” – oto jest pytanie! Jeżeli nie seks, jeżeli nie narkotyki, jeżeli nie alkohol, to właściwie co by to jeszcze mogło być? Na pewno coś takiego jest. Ale co to jest? Nawet jakbym wiedział, to bym tego panu nie powiedział. (śmiech) Trzeba się zgubić, żeby to znaleźć, inaczej każdy by wiedział, gdzie to jest.

KJ: Kolejnym pana zajęciem jest aktorstwo. Pojawił się pan w filmie „Małżowina” oraz grał pan na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie w sztuce „Bal u Wolanda”. Przyjmuje pan role dla pieniędzy czy dla spełnienia artystycznego?

MM: Chwyciłem się teatru ze względu na ciekawą ofertę finansową oraz z tego powodu, ze Wolandowi się nie odmawia. Wtedy sobie tak myślałem. Po prostu pewnych rzeczy się nie odmawia. Z tego powodu się zgodziłem, dzisiaj żałuje, bo powinienem odmówić. Nigdy więcej tego nie zrobię. Co do filmu, to całkiem być może.

KJ: Przygotowywał się pan jakoś do odgrywanych ról zapoznając się z technikami aktorskimi czy może szedł pan na żywioł?

MM: Próbowałem zdobyć jakąś technikę i cały czas pytałem reżysera i aktorów dookoła – „jak mam stanąć?”, „w którą stronę mówić?”, „daj mi uwagę techniczną”. A oni mówili „musisz to poczuć, stary”. Nie była to żadna rozmowa profesjonalna. Wiadomo, że aktorzy nie chcieli mi zdradzić swoich tajników. Ale reżyser, który angażuje amatora powinien dawać uwagi techniczne. Ja mam w dupie porady „musisz to poczuć”. Mam to gdzieś! Ja chcę wiedzieć, w która stronę mam stanąć. Ale oni ci tego nie powiedzą, bo oni tego strzegą jak największego skarbu.

KJ: Udziela się pan w wielu dziedzinach sztuki, może powinniśmy określić pana jako „multiartystę”?

MM: Nie, „artysta” wystarczy. Prawdziwy artysta, to ten, który w pewnej dziedzinie osiągnął biegłość. Ja nie osiągnąłem biegłości w żadnej. Być może w śpiewie jestem gdzieś blisko. Być może w literackim stylu, gdybym bardziej się postarał i by mi się chciało. Z pewnością jako instrumentalista jestem daleko. Mam swój styl i to wszystko.

KJ: Wielokrotnie mówił pan o swoich autorytetach muzycznych. A czy posiada pan jakieś autorytety pozamuzyczne?

MM: Na przykład sportowe, one mnie bardzo interesują. Muhammad Ali, człowiek, który jeszcze jako Cassius Clay pokonał wszystkich najlepszych w wadze ciężkiej, po czym odmówił służby wojskowej, za co otrzymał pięć lat! Wyszedł po dwóch i pół roku, czyli generalnie siedział ode mnie dłużej i po tym wrócił na tron i znokautował wszystkich, których znokautować trzeba było. Pisał do tego wiersze i oczywiście urządzili go tak, że dzisiaj ma Parkinsona i jest wrakiem człowieka. Tego bym nie chciał. Ale cała postać Muhammada Ali bardzo mi odpowiada. Jego zasługa jest poniekąd to że Biały Dom przestał być Białym Domem i mam nadzieję, że dzisiaj się bardzo z tego cieszy.

KJ: Przejdźmy teraz do pana głównego zajęcia, czyli muzyki.

MM: (śmiech) No to teraz będę musiał mówić „bzzzzbzzzzz”. (śmiech)

KJ: Dlaczego bierze pan udział w tylu projektach naraz? W tym się chyba można pogubić.

MM: Zawężamy to. Teraz są dwa projekty – Homo Twist i Psychodancing. Być może jeszcze jakieś felietony do gazety.

KJ: Mimo to, nie ma pan czasem chwili, że jadąc na koncert zastanawia się z jakim zespołem dzisiaj gra?

MM: Ja tego problemu nie mam, ale publiczność tak. Oni mają problem, na co idą, ja tego problemu nie mam.

KJ: Na ostatniej płycie „odkurzył” pan stare utwory. Skąd ten pomysł?

MM: Nie tyle ważne jest, dlaczego, tylko ważne - kiedy. Ważne, że zdążyłem przed wszystkimi, którzy to robią teraz.

KJ: Rzeczywiście na rynku mamy teraz „wylew” tego typu płyt.

MM: (śmiech) Nie ważne - dlaczego, ważne - kiedy!

KJ: Granie w konwencji dancingowej traktuje pan poważnie czy tez może jako żart muzyczny?

MM: Generalnie należałoby to traktować jako żart muzyczny i zabawę. Ale tak naprawdę traktujemy to całkowicie poważnie, ponieważ dopiero wtedy widownia dobrze się bawi. To są w tej chwili już wyzwania jazzowe. Zwłaszcza, że zespół Psychodancing musi oscylować przez wszystkie możliwe gatunki.

KJ: Odnoszę wrażenie, że ten projekt uzupełnia pewna lukę w pana twórczości, którą…

MM: …kiedyś zajmowali Pudelsi.

KJ: Dokładnie.

MM: I trochę tak jest. To jest moja odpowiedź na Pudelsów, żeby pokazać wszystkim, jaki był mój wkład w zespół, jaki był mój wkład wyciągnięcia tego zespołu z undergroundu do popu. To się nie udało wyłącznie z tego powodu, że koledzy nie chcieli się uczyć. W związku z tym wziąłem sobie takich muzyków, którzy już umieją. I teraz możemy grać.


KJ: Spodziewał się pan sukcesu płyty?

MM: Tak!

KJ: No, ale przecież dancingi dawno zostały już zapomniane, gdzie w tej chwili można spotkać się z takimi imprezami?

MM: No na moich koncertach.

KJ: Ale zanim pojawiła się płyta „Psychodancing” to raczej byśmy na dancing nie trafili. Mam wrażenie, ze to było bardzo ryzykowane posunięcie.

MM: To było absolutnie przemyślane.

KJ: Nie bał się pan reakcji ludzi na koncertach?

MM: Jak to reakcji? Musisz przyjść i zobaczyć jak to jest! Tego najmniej się obawiamy. Po prostu publiczność tańczy, a o to nam chodzi. I to tańczy w parach, to nie jest pogo, proszę pana. To jest tango!

KJ: Na płycie znajduje się utwór „Edek Leszczyk”. Mam wrażenie, że ciągnie pan ten utwór od samego początku swojej kariery! Ma pan jakiś szczególny sentyment do tego utworu?

MM: Nie. Prawda jest taka, że cały czas sprzedajemy te same numery po sto razy i będziemy sprzedawać do skutku. To jest jak z dzieckiem - dlaczego ma chodzić cały czas w jednym ubraniu? A może córeczka potrzebuje nowej sukienki?

KJ: Znajduje pan w tej chwili na rynku muzycznym artystów, projekty, które wzbudzają pana zainteresowanie?

MM: Tak, na przykład ci, którzy zrobili remixy Mieczysława Fogga, również Kaśka Nosowska, która zrobiła na nowo Osiecką. Potem te różne składanki z coverami bardzo mnie interesują, przede wszystkim dlatego, że to wszystko pojawiło się po nas. Najpierw byliśmy my! Bardzo interesujące.

KJ: Widocznie zainspirował pan środowisko muzyczne i wyznaczył nowe kierunki.

MM: Dobrze, że nie odwrotnie, bo jeszcze ktoś oskarżyłby mnie o plagiat. (śmiech) „Wyznaczam kierunki” – no niech ci będzie. (śmiech) Albo nie! Nie wyznaczam, ja je wyczuwam! Od wyznaczania kierunku niech będą młodzi. Ja jestem na tyle stary, że mogę co najwyżej wyczuć skąd wieje wiatr i odpowiednio do niego się ustawić.

KJ: Pana działalność solową określa się jako „poezję śpiewaną”. Na rynku muzycznym pojawił się człowiek, którego działalność określa się jako „poezja śpiewana infantylna”…

MM: Czesław Śpiewa! Bardzo lubimy Czesława Śpiewa.

KJ: Czesław udzielając wywiadu Colere.pl miał mieszane uczucia z pana osobą.

MM: A ja wręcz przeciwnie – bardzo lubię Czesława! Wiesz, co mi się podoba w Czesławie? To, że śpiewa! (śmiech)

KJ: Niektórzy uważają, że może on stanowić dla pana konkurencje.

MM: Naprawdę? Zróbmy duet. (śmiech)

KJ: Nie obawia się pan, że takie nowe postacie mogą wypchać pana z rynku?

MM: Dobra, jestem gotowy do przepychanki. Ale na łokcie można? (śmiech) Niech Czesław atakuje. Ja mam swoją pozycję, Czesław tą pozycję zdobywa, więc ja czekam. Niech mnie zdmuchnie. Ja się przy jego piosenkach uśmiałem do łez!

KJ: Dużo rozmawialiśmy dzisiaj o artyzmie. Kiedy poczuje się pan spełniony jako artysta?

MM: (po chwili zastanowienia) Za jakieś dwadzieścia lat.

KJ: Co w takiej chwili będzie musiał pan poczuć?

MM: Że jutro umrę.

KJ: A więc życie artysty to dożywotnie dążenie do czegoś nowego?

MM: A wydaje się panu, że w tym fachu jest coś takiego jak emerytura? Chętnie bym ją dostał. Albo rentę! Dajcie mi rentę!
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Poniedziałek, 01 Czerwca 2009, 16:35 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




Cytat:
Maleńczuk: Ta cholerna Wisła

- W sobotę dotarły do mnie dwie tragiczne wiadomości. Pierwsza to ta, że mistrzem została Wisła, a druga, że z ekstraklasy spadła Cracovia - mówi w wywiadzie dla Interia.pl Maciej Maleńczuk, jeden z najpopularniejszych polskich muzyków rockowych.

Maleńczuk to dla kibiców Cracovii postać szczególna. To on napisał kilka lat temu pieśń stadionową, którą fani z ulicy Kałuży dziś traktują jako swój hymn. Wcześniej zaszokował kilka tysięcy ludzi zgromadzonych na boisku Wisły, gdy podczas juwenaliowego koncertu wkroczył na scenę tuż po Kaziku Staszewskim gratulującym "Białej Gwieździe" mistrzoswa Polski i obwieścił, że dla niego liczy się tylko Cracovia. Dziś po spadku "Pasów" z ekstraklasy przekonuje, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło.

Ostatnia ligowa kolejka "przepełniła smutkiem" serce krakowskiego barda, ale po dwóch dniach przemyśleń Maleńczuk przekonuje, że relegacja to próba charakteru dla ludzi związanych z Cracovią.

- Ja jestem nietypowym kibicem. Nie tylko futbol się przecież liczy. Wielokrotnie podkreślałem, że Cracovię kocha się dla barw. Ten spadek to test dla kibiców - przedstawia swój punkt widzenia kontrowersyjny rockman.

- Ta cholerna Wisła zawsze była lepsza. Miała lepszych piłkarzy i więcej pieniędzy, ale Cracovia nadal istnieje. Jest tu gdzie była zawsze, tylko że przez rok może zagrać w pierwszej lidze - pociesza załamanych fanów "Pasów".

Były wokalista Pudelsów dzień po spadku Cracovii wziął udział w pokazowym meczu na obiektach treningowych klubu przy ul. Wielickiej. Wystąpił tam na pozycji bramkarza, grając w bluzie Marcina Cabaja. Z tego meczu w pamięć zapadła mu symboliczna scena.

- Jeden z piłkarzy, który grał z nami wciąż miał łzy w oczach. Przejąłem się tym bardzo. Ale później pomyślałem sobie, że miłość zawsze zwycięża. Jak ktoś kocha Cracovię, to wybaczy jej ten spadek. Ja się nie załamuję, świat się nie zawalił. Liczę, że za rok będziemy świętować awans do Ekstraklasy - mówi pewnym głosem.

A co myśli na temat ewentualnych baraży po zdegradowaniu Łódzkiego Klubu Sportowego?

- Najlepiej by było utrzymać się z gry - ucina temat Maciej Maleńczuk.

źródło informacji: INTERIA.PL


http://sport.interia.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/news/malenczuk-ta-chol erna-wisla,1316227


I jeszcze kilka zdjęć podbramkowych:)

http://sport.interia.pl/galerie/1-liga-pilka-nozna/malenczuk-jak-cabaj /zdjecie/duze,1040139
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Piątek, 05 Czerwca 2009, 10:34 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




Cytat:
Maleńczuk ślubuje Nowej Hucie


W Alei Róż w krakowskiej Nowej Hucie dziś wieczorem (5 czerwca) odbędzie się wielki koncert pod tytułem "Zaślubiny Krakowa z Nową Hutą". W tym wydarzeniu wystąpią m.in. Maciej Maleńczuk, Wu-Hae i Abradab.

60-lecie Nowej Huty, 751 lat lokacji Krakowa, oraz około 23000-lecie upolowania mamuta na terenie Nowej Huty, to idealna okazja do zrobienia koncertu, który rozpocznie nową epokę w relacjach krakowsko-nowohuckich. W centralnym punkcie Nowej Huty zostanie zaprezentowany z wielkim rozmachem jubileuszowy utwór z udziałem zarówno uznanych gwiazd jak i młodych twórców i zapaleńców, mieszkańców "Starego" Krakowa i Nowej Huty.

Wydźwięk koncertu ma być jednoznaczny, Kraków i Nowa Huta są miejscami nierozerwalnie ze sobą powiązanymi. Głównym elementem scenograficznym będą 2 wielkie ekrany, na których w trakcie koncertu będą wyświetlane filmy i wizuale opowiadające o Krakowie i Nowej Hucie.

Pretekstem do tych opowieści będzie spór pomiędzy 2 wirtualnymi postaciami (jedna symbolizująca NH, stworzona z ciekłego metalu, a druga symbolizująca Kraków - klasyczny artysta krakowski). Wirtualni konferansjerzy i ich opowieści będą łącznikami pomiędzy występami zespołów. Tematem zabawnego sporu Krakowa i Nowej Huty będzie dotyczył legend. Finałem koncertu będą tytułowe symboliczne zaślubiny Nowej Huty z Krakowem.

Muzycznie koncert będzie zawierał zarówno elementy klasyczne - orkiestra symfoniczna soliści, jak i nowoczesne - instrumenty elektroniczne narzędzia, maszyny. Konstrukcja koncertu opierać się będzie na wzajemnej współpracy instrumentów, maszyn i ludzi: głos operowy i perkusyjne konstrukcje z metalu, orkiestra i szlifierki tarczowe. Wykonawcy zaśpiewają z młodymi hip-hopowcami czy DJ-ami.

Wśród wykonawców znajdą się m.in. Maciej Maleńczuk, Grupa Rafała Kmity, Abradab, Lala i jewo Komanda, WU-HAE, Elvis Kuba Wolski, Tomasz Mars, Formacja Chatelet i jej alter ego Nowa Huta Gangsta, Energy Drink, Teatr Łaźnia Nowa, orkiestra symfoniczna pod dyrekcją Artura Sędzielarza oraz wielu innych.

Koncert artystycznie opracowuje Adam Grzanka, a wizualnie doprawia Dawid Kozłowski.


http://muzyka.interia.pl/alternatywa/news/malenczuk-slubuje-nowej-huci e,1318610
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Środa, 10 Czerwca 2009, 17:15 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




Cytat:

Maleńczuk: W Opolu się lansuję

O występie na koncercie "Premier" w Opolu rozmawialiśmy z Maciejem Maleńczukiem. Krakowski artysta podczas festiwalu zaprezentuje utwór "Niewiele ci mogę dać".

Na początek zadaliśmy Maciejowi Maleńczukowi pytanie "wspominkowe":

- To już mój trzeci występ w Opolu. A właściwie czwarty, bo w 1996 roku wystąpiłem tam z Homo Twist. Czy któryś z występów utkwił mi w pamięci? Każdy, bo Opole to jest wydarzenie, ale najbardziej skandaliczny i pamiętny był właśnie ten z Homo Twist. Wtedy w Opolu występowały Świetliki, De Press, Kury, PRL i Myslovitz. Ten zestaw nie miał zbyt wiele wspólnego z tym Opolem, z jakim ten festiwal nam się kojarzy. Zdemolowaliśmy wtedy garderobę i - o ile sobie dobrze przypominam - również hotel. To były te dzikie czasy - śmieje się Maleńczuk.

Opole się zmienia

Poprosiliśmy artystę o porównanie "dzikich czasów" z obecną formułą festiwalu:

- Opole się nie zmienia. Opole jest cały czas takie same. Po prostu przyjeżdża show-biznes z całego kraju i próbuje się lansować. Ja też się lansuję. A dlaczego nie? Gdzie miałbym się lansować? Na ulicy? Przecież jestem przedstawicielem piosenki polskiej. A Opole się nie zmienia. To my się zmieniamy. Ja przynajmniej tak to widzę - przekonuje artysta.

W tym roku z przyjazdu do Opola zrezygnowało kilku artystów, którym nie podoba się - ze względu na ultranacjonalistyczną przeszłość - osoba p.o. prezesa TVP, Piotra Farfała.

- Ja bym nie łączył TVP z Opolem. Oczywiście, Telewizja robi transmisję, ale co ma Farfał... Nie wiem, ja bym wolał nie grzęznąć w tym temacie i rozmawiać o piosenkach, a nie o tym kto jest szefem TVP. Bo to jest totalny skandal... - komentuje artysta.

Spełniamy życzenie Macieja Maleńczuka i pytamy o opolską premierową piosenkę "Niewiele ci mogę dać", która kontynuuje - jak sam artysta powiedział - romantyczny nurt jego twórczości:

- Jeżeli przyjeżdża się do Opola, to trzeba jednak mieć piosenkę pod ten festiwal. Z drugiej strony ja jestem na takim etapie mojego życia, że wiele już mogę i na sporo rzeczy mogę już spojrzeć z dystansu. Mam bagaż doświadczeń, ileś razy byłem zakochany... I te wszystkie rzeczy razem dają mi do myślenia. Być może jestem jednym z niewielu wykonawców, którzy sami sobie piszą piosenki. Bo podczas "Premier" są to piosenki nowe, ale niekoniecznie autorstwa wykonawcy. Mam nadzieję, że w tym kraju ktoś jeszcze umie sobie sam pisać piosenki, a nie tylko korzysta z pomocy zawodowych songwriterów.

- "Niewiele ci mogę dać" opowiada o życiu czterdziestokilkuletniego mężczyzny, który stwierdził, że życie samo w sobie nie jest zbyt wielką wartością. Tak naprawdę kosztuje 1000 dolarów u Rosjanina albo Ukraińca (śmiech). Życie dopiero ma wartość, jeżeli temu życiu się pomaga. Jeżeli przyjmuje się życie takim jakie jest, to umierasz w ciszy jak ten pies! - śmieje się Maleńczuk.

Gramy to, za co publika płaci

Nagrana w klimacie bestsellerowego "Psychodancingu" piosenka "Niewiele ci mogę dać" pokazuje kolejną muzyczną twarz Macieja Maleńczuka. Wokalista ma zamiar kontynuować ten wątek twórczości:

- Jestem artystą twórczym, poszukującym i niespokojnym. W tej chwili cała para idzie w "psychodancingowy" gwizdek, bo ten zespół z którym obecnie występuje, może zagrać wszystko. Poza tym dancing to jest chyba najbardziej pojemny gatunek jaki może być, bo przecież na dancingach zawsze się grało paletę stylów. Od cha cha do merengi, od merengi do bluesa, od bluesa do pasodoble, a potem jeszcze i tango. Mało jest w tym klasycznego rock'n'rolla, choć współczesny dancing bez rock'n'rolla tez nie może istnieć. To przecież jest jeden z gatunków tanecznych. Gramy to, za co publika płaci (śmiech). Czyli właściwie wszystko, bo jeszcze nie dobiliśmy tylko do dodekafonii. Ale za to się nie płaci - żartuje Maleńczuk.

Czy oznacza to, że ciężki i dodekafoniczny Homo Twist zawiesza działalność?

- Tak. Do pewnego stopnia zostałem do tego zmuszony, bo kontynuacja to byłby strzał w kolano. Na koncerty Homo Twist przychodzili ludzie, którzy żądali "Dawnej dziewczyny", a na Psychodancingu chcieli "Twist Again". Uważam, że ciężka muzyka gitarowa w dzisiejszych czasach jest w odwrocie. I ktoś, kto się uparcie tego trzyma, zdechnie z głodu jak ten pies. Niestety trzeba sobie w życiu pomagać, bo życie stawia przed nami pewne wymagania. Jeżeli nie jesteśmy im w stanie sprostać, to schodzimy na margines rzeczywistości - przekonuje Maleńczuk.

Gwiazdka z nieba dla Cracovii

Na koniec zapytaliśmy Macieja o jego ukochaną Cracovię, która kontrowersyjną decyzją PZPN o nie przyznaniu ŁKS Łódź licencji, dzięki barażom ma szansę utrzymać się w piłkarskiej ekstraklasie:

- Przyjąłem tą wiadomość głośnym "Hura"! Lepiej byłoby się utrzymać z gry, ale jeśli jest taka sytuacja, to to jest gwiazdka z nieba dla Cracovii. Jeżeli nie wykorzystają tej szansy, to ja już nie wiem... Ja i tak będę kochał ten klub. Powiem szczerze, że Cracovię bardziej kochałem w II niż w I lidze. Absolutnie im tego nie życzę, ale pamiętam, że kiedy walczyli o wejście do ekstraklasy, to stadion był pełny. A jak w końcu do tej cholernej ekstraklasy weszli i zaczęli tam zbierać baty, to stadion opustoszał. W ogóle nie było atmosfery. Prawdziwa miłość musi się czasem sprawdzić. Jeżeli twój klub spada do II to mam zejść na psy i kibicować Wiśle? - zapytał ze śmiechem artysta.


http://muzyka.interia.pl/alternatywa/news/malenczuk-w-opolu-sie-lansuj e,1320873,45
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Sobota, 13 Czerwca 2009, 12:09 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




http://muzyka.interia.pl/pop/news/malenczuk-wygral-w-opolu,1322385,50
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Wtorek, 16 Czerwca 2009, 11:46 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
tnatalia
Uczestnik vip
<tt>Uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1779
Posty: 400


[ Osobista Galeria ]




http://www.plejada.pl/4,20969,news,1,1,szczera_rozmowa_z_malenczukiem, artykul.html
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Środa, 05 Sierpnia 2009, 07:09 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]




Scena jest moim polem bitwy
Rozmowa z Nergalem, liderem zespołu Behemoth

Cytat:

Na ostatnich dwóch krążkach Behemoth pojawili się polscy muzycy, których raczej ciężko jest kojarzyć z ekstremalnym metalem. Na "The Apostasy" był to Leszek Możdżer, teraz mamy Maćka Maleńczuka. Czy można mówić o jakimś kluczu, jeżeli chodzi o dobór współpracowników, czy może jest to również kwestia przypadku?

Nie wiem. Na pewno dużą rolę odegrał przypadek – z Możdżerem po prostu minęliśmy się w drzwiach studia. Wcześniej tego samego dnia, przy obiedzie w pobliskiej restauracji, przeglądałem jakiś magazyn i tam był wywiad z nim. Bardzo mnie ta rozmowa zaintrygowała. Wieczorem, pod koniec naszej sesji, spotkałem Leszka w studiu. Dokładnie w tym samym momencie w głowie wyświetlił mi się cały plan. Minutę później już z omawialiśmy szczegóły. To są właśnie te magiczne momenty, o których wcześniej mówiłem. Z Maćkiem Maleńczukiem na przestrzeni ostatnich kilku lat było dużo takich sytuacji, które w jakiś sposób determinowały to, że będziemy ze sobą współpracować. Pamiętam, że kiedyś zobaczyłem go w telewizji w koszulce Behemoth, później obiło mi się o uszy, że w jakiejś inscenizacji "Mistrza i Małgorzaty" zagrał Wolanda. Na dodatek sam jestem fanem jego płyty "Demonologic", bardzo inspirowanej mroczną stroną ludzkiej natury. On lawirował w takiej tematyce, która mi zawsze była bliska. W pewnym momencie rzuciłem hasło "Maleńczuk", nie będąc pewnym, co z tego wyniknie. W sumie nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, więc zadzwoniłem do jego menedżera, który obiecał, że oddzwoni w ciągu dwóch dni, a tak naprawdę odebrałem od niego telefon już pół godziny później. Powiedział, że Maciek z ogromną przyjemnością weźmie udział w tej sesji. Efekt znasz – moim zdaniem jest rewelacyjny. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Kto wie, czy to nie jest najważniejszy gość w historii naszego zespołu. Dla mnie to było duże przeżycie.


http://muzyka.onet.pl/10175,1569109,0,6,wywiady.html
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Wtorek, 08 Września 2009, 19:46 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
yeti777
Czytelnik
<tt>Czytelnik</tt>
 
Użytkownik #7448
Posty: 1


[ Osobista Galeria ]




Na stronie:

http://www.mmkrakow.pl/6532/2009/9/8/psychodancing-malenczuka-foto?cat egory=pics

jest fotogaleria z koncertu w Krakowie
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Czwartek, 17 Września 2009, 22:56 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]






Cytat:

Maciej Maleńczuk: - Dziekuję opolskim policjantom

Rozmowa z Maciejem Maleńczukiem, liderem zespołu Psychodancing.

- "Tyle lat gram – co z tego mam, nie dla mnie te wszystkie brawa, jestem sam” - śpiewasz na swoich koncertach i dedykujesz tę piosenkę niespełnionym muzykom. Ty jesteś spełniony?
- W stu procentach na pewno nie. Gdybym był całkowicie spełniony, to mógłbym iść na emeryturę. Pewnie Zbigniew Boniek może o sobie powiedzieć, że jest spełnionym piłkarzem. Ja spełnionym muzykiem jeszcze nie jestem. Ciągle startuję w tych zawodach, mam się dobrze i nie dobiegłem do mety.

- Ale kilka projektów już za tobą, więc o małe podsumowanie mógłbyś się pokusić.
- Jeszcze nie czas na podsumowania. Jeszcze chciałbym na przykład dobrze sprzedać całkowicie awangardowy materiał. Marzy mi się, żeby ludzie wrócili do słuchania ambitnych rzeczy. Razem z Psychodancingiem zrobiliśmy w ostatnich miesiącach nową płytę. Jak się ktoś jej dobrze przysłucha, to będzie wiedział, że to nie są tylko kawałki dancingowe. Tam jest na przykład jazz. W zestawieniu z klimatem damsko-męskim w tekście może się okazać, że nawet kuchta będzie słuchać jazzu...

- Nie nazbyt idealizujesz słuchacza? Masy teraz słuchają raczej Gosi Andrzejewicz czy Dody.
- Ja tego słuchacza próbuję wychowywać. Jestem już chyba na takim etapie, że mogę sobie na to pozwolić. Dlatego rzucam mu wyzwanie: chcesz być ze mną, to posłuchaj tego, co teraz mam do powiedzenia. Nie wymagaj, żebym grał ciągle tę samą płytę, te same piosenki, tę samą muzykę. Ja idę naprzód, chcę przekazać coś nowego, a ty chodź za mną.

- A nie obawiasz się, że jak będziesz wymagał zbyt wiele, to słuchacz pójdzie raczej za wspomnianą Gosią Andrzejewicz?
- Albo na koncert Stachurskiego... Podchodzę do tego idealistycznie i liczę, że to, co jest między mną a publicznością, która mnie słucha, to jednak miłość... A prawdziwa miłość potrafi przecież przekroczyć wszelkie bariery, intelektualne również.

- To wrócę do słów jeszcze jednej z twoich piosenek, utworu, którym wygrałeś tegoroczne Premiery na festiwalu opolskim. Śpiewasz w niej, że tyle jest spraw do naprawienia. Co ty chciałbyś naprawić?
- Przede wszystkim swoje relacje międzyludzkie. Wielokrotnie byłem źle odbierany albo na własne życzenie robiłem sobie bałagan w stosunkach na przykład z publicznością. Teraz chciałbym to naprawić. Szkoda może, że tak późno, ale spróbować zawsze warto.

- No to mnie zaskoczyłeś... Nie obraź się, ale czy to znaczy, że Maciek Maleńczuk się starzeje?
- Mam 48 lat i mogę chyba w tym wieku wymagać od siebie dojrzałości. Ale spokojnie - starzeć się jeszcze na pewno nie starzeję. U nas to w ogóle chyba jest tak, że ze szczenięctwa przechodzi się od razu w wiek emerytalny. Nie ma czegoś takiego jak mężczyzna dojrzały czy kobieta dojrzała. Albo jesteś młody, albo stary. A co w środku? Przecież jest jeszcze coś takiego jak emocjonalna, życiowa dorosłość. I wcale nie osiąga się jej w wieku lat osiemnastu.

- Skoro zapowiadasz poprawianie relacji - parę spraw do naprawienia masz też chyba w Opolu. Ot choćby tę ostatnią, kiedy po festiwalowym bankiecie zamykającym tegoroczne Opole – jak się potem wyraziłeś – dorożkarskim językiem potraktowałeś tutejszych policjantów. W Twoim odczuciu nie pomogli komuś, kto leżał na ziemi, tylko dlatego, że był po alkoholu.
- To prawda, użyłem tam wtedy paru ostrych słów. Ale przyznałem się do tego publicznie w telewizji i zaproponowałem, że poddam się karze. Sprawa ma się wkrótce odbyć i mam nadzieję, że sąd przyjmie moją propozycję. A opolskim policjantom w geście dobrej woli przesłałem dziesięć moich płyt na adres komendy. Wiem, że w tym zajściu było sporo mojej winy i że panowie w mundurach mogli mnie potraktować znacznie ostrzej i urządzić na cacy. Mogłem nawet pójść siedzieć. Uważam, że należą się im z mojej strony podziękowania. I dlatego wysłałem im płyty.

- Tuż po wyjeździe z opolskiego aresztu pojechałeś do Poznania nagrywać nową płytę z Psychodancingiem. Co na niej będzie?
- Robimy na tym krążku niemożliwe rzeczy! Gramy na nim momentami ultrapopowo, a momentami ultraawangardowo. Jest tam nawet trochę metalu. Tym materiałem zdecydowanie poszerzamy pojęcie dancingu. Zakładamy, że może się na nim dziś przecież znaleźć na przykład pięćdziesięcioletni fan Black Sabbath.

- Na poprzedniej płycie Psychodancingu jest kilka coverów, takich standardów jak "Wakacje z blondynką” czy "Absolutnie” Wojciecha Młynarskiego. Na nowej płycie też będą utwory coverowe?
- Tak, będzie na przykład "Pod twoim oknem” Bogdana Łazuki, "Jak to dziewczyna”, którą śpiewała kiedyś Irena Santor, czy "Malowana lala”.
reklama

- Ten ostatni kawałek jest dla fanów Black Sabbath?
- Nie, dla nich będzie coś wśród piosenek premierowych. Na tej płycie będzie w sumie pięć nowych utworów. To w nich dajemy czadu i ostro świrujemy. Ale też zmieniamy standardy. "Pod twoim oknem” gramy jak walca na pięć. Grać to jeszcze można, zwłaszcza jeśli się jest muzykiem jazzowym. Trudniej to zaśpiewać tak, żeby płynęło. Czy popłynie – okaże się, jak wyjdzie płyta.

- A kiedy wyjdzie?
- Niedługo. Materiał jest już zrobiony. Jak zrobią do tego oprawę, okładkę i całą resztę, to jesteśmy gotowi wydać ją w miesiąc. A jak płyta się ukaże, to jestem przekonany, że paru osobom szczęka opadnie.

- Paru osobom szczęka już opadła - jak wygraliście w czerwcu opolskie Premiery piosenką "Niewiele ci mogę dać (na próżno wypłakujesz oczy)”.
- Przede wszystkim to mnie ta szczęka opadła! Oczywiście jechałem do Opola z przekonaniem, że utwór jest dobry i powinien wygrać, ale w to nie wierzyłem. Powtarzałem, że przyjechaliśmy po prostu się pokazać. A tu proszę – naród mnie wybrał! Dostaliśmy 120 tysięcy głosów! Byłem kompletnie zaskoczony.

- Wybrał cię ten naród – a propos naprawiania stosunków – o którym mówisz, że jest niewyedukowany i zaspokaja się coverami.
- Naród, głosując na nasz utwór, dał mi sygnał, że chce się edukować. Tym bardziej że jak ktoś naprawdę przysłucha się piosence, to się okazuje, że ona ma bardzo dołujący tekst. To nie jest wesoła, skoczna piosneczka do pośpiewania u cioci na imieninach. A skoro taki kawałek podoba się tak wielu ludziom, to już jest to jakaś edukacja. Mówię w tej piosence, że nie można brać życia takim, jakie jest. Jak nie będziesz ostro torować sobie drogi, wycinając drzewa, które na niej wyrastają, to w nich zginiesz. Jak nie rozdepczesz mrówek, które są wokół ciebie, to w końcu one cię zjedzą. Trzeba walczyć o swoje i pomagać sobie.

- Ty sobie w życiu pomagasz?
- Tak. Ja odwróciłem swoją karmę. Jako dziecko czy młody człowiek nie miałem z górki. W domu się nie przelewało, w niejedno się władowałem, mimo to jakoś mi się udało.

- Dzięki czemu?
- Może dzięki temu, że nie wierzyłem w te całe gadki o karmie, Bogu, diable i tym podobne. Że twardo stałem na ziemi i starałem się sam sobie radzić. Nie brać życia, jakim jest, tylko walczyć o swoje.

- Poprzednia płyta Psychodancingu była dla twojej mamy, która kojarzy ci się z piosenką "Wakacje z blondynką”. Komu dedykujesz najnowszą płytę?
- Faktycznie swego czasu moja mama była zakochana w "Wakacjach z blondynką”. Słuchała tego w kółko. A w przypadku nowej płyty - mam wrażenie, że zespół zrobił ją po prostu dla siebie.
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Wtorek, 17 Listopada 2009, 00:47 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]






Cytat:

Jeszcze niedawno przedstawiał się na koncertach jako Maciej Lucyfer De Santa Maria Maleńczuk. Ale odkąd osiadł na wsi, stał się weselszy i polubił dancingi. Teraz pisze powieść, rozmyśla nad kościołem i opowiada nam, dlaczego nie zagra coverów Michaela Jacksona

Z Maciejem Maleńczukiem rozmawia Artur Tylmanowski

Miłość do dancingu odkryłeś po osiedleniu się na wsi?

- Odkąd mieszkam w Jodłowej, nagrałem już trzy płyty: dwa "Pyschodancingi" i jeden "Homos" [Homo Twist]. Urządziłem salę prób i mogę tam też nagrywać. I w końcu nikomu to nie przeszkadza. Jestem tu królem.

Królem dancingów?

- Wiesz, zrobiłem w tamtejszej sali gimnastycznej koncert z repertuarem "Psychodancing". Myślałem, że przyjdą starsi ludzie, a tam mnóstwo młodzieży! Wśród nich 12-14-letnie dziewczynki z rodzicami. I jak po trzecim, czwartym numerze te dzieciaki zaczęły tańczyć, to rodzice aż sobie z wrażenia usiedli. Prawdziwy rock'n'roll!

Czyli mieszkańcy cię zaakceptowali.

- Sekret tej asymilacji polegał na tym, że odkryłem, że jestem urodzonym wieśniakiem. Nagle zrozumiałem, że miasto to kpina, tu ludzie żyją jak szczury. Ani to zdrowe, ani to ładne, ani to moralne. I jak sobie to uświadomiłem, to gdzieś uleciała ta cała moja konfliktowość. Stałem się weselszy.

Czujesz się tu bezpiecznie?

- Pewnie! Prawo sąsiedzkie na wsi to jest coś zupełnie innego niż w mieście. Od kiedy mieszkam w Jodłowej, zginęła mi jedynie siekiera. I jeżeli ten, który mi ją buchnął, przeczyta ten wywiad, to niech wie, że po nią przyjdę, bo wiem gdzie jest (śmiech).

Numer "Przy kościele" z "Psychodancingu vol. 2" powstał z obserwacji?

- Tak, bo mieszkając na wsi, pojąłem, jaką funkcję odgrywa tu kościół. To jest tak jak ze stołem: jak mu odpiłujesz jedną nogę, to się przewróci. Chociaż jestem "ateuszem", to absolutnie zmieniłem na ten temat zdanie. Kiedy widzę np. mnichów buddyjskich protestujących w Birmie i kiedy przypominam sobie walki w Polsce o niepodległość, to widzę, że czy jest Bóg, czy go nie ma, kościół musi być! A jak się jedzie przez Jodłową, to mocno dziurawa droga nagle w okolicy kościoła robi się równiutka jak stół. Czyli jakaś siła wygładziła asfalt. "Przy kościele" to moim zdaniem najzgrabniejszy utwór na "Psychodancingu vol. 2". I dość mocno satanistyczny.

Satanistyczny? Chyba że chodzi o fragment "Pochędożyć, przylać pasem"...

- O wers "W zbożnym celu grzeszyć miło". Bo czy można grzeszyć z Bogiem na ustach? Chyba tak.

Nieprzypadkowo znalazłeś się na płycie "Evangelion" zespołu Behemoth, gdzie recytujesz wiersz Micińskiego "Lucifer"

- Chłopcy z Behemotha napisali do mnie, że "muzycznie obecnie znajdujemy się w innych światach, natomiast ideologicznie w tym samym". Więc zrobiłem to z przyczyn ideologicznych. Niezły jest ten tekst Micińskiego. Bo ten młodopolski satanizm jest taki ubrany w te wszystkie bluszcze. Bo kim byli Przybyszewski i cała ta ekipa? No, baptyści to to nie byli...

Wiązanka z płyty "Psychodancing vol. 2" to covery, między innymi wielkich hitów zawartych w Medley. Dorastałeś w ich rytmie?

- Nie, większość pochodzi z lat 70., kiedy ja byłem nastolatkiem słuchającym jazzu i nienawidziłem "Comment Ca Va". Ale bardzo lubię piosenkę "Lasciate mi cantare" i dlatego zrobiłem całego tego Medleya, żeby sobie w końcu zaśpiewać to "spaghetti al dente" (śmiech). Bardzo lubię "Nie płacz, kiedy odjadę". Uwielbiam Marinę Marinego i uważam, że to jest wybitny muzyk, którego się mało w Polsce zna. Poza tym, przy ładnych piosenkach o życiu czy miłości można sprzedać ludziom trochę jazzu.

Ale najbardziej lubisz jednak granie do niemych filmów. To prawda, że realizujesz się jako filmowy taper?

- Tak, z Robertem Tutą z zespołów Agressiva 69 i NOT oraz perkusistą Kubą Rutkowskim stworzyliśmy projekt Super Trio. Jeździmy po Europie, w miejsca, gdzie jest dużo festiwali filmowych. Gramy na żywo muzykę do przedwojennego polskiego filmu "Mocny człowiek", odnalezionego dopiero w 1997 roku w Belgii. To jest 1,5 godziny elektronicznej improwizacji. Dzięki samplerowi możemy zrobić tętent koni, burczenie silnika, dźwięk zapalanej zapałki. Jak dzwoni dzwonek do drzwi, to my dajemy podkład z dzwonkiem, a publika, zapatrzona w film, zapomina o naszym istnieniu. Jesteśmy wtedy malutcy, schowani.

Na ile jesteś skłonny do kompromisów? Odrzuciłeś ostatnio jakieś atrakcyjne propozycje, które nie pasowały do twojej artystycznej wizji?

- Jasne, na przykład produkcję trasy z piosenkami Michaela Jacksona. Już rozsyłają wici, szukając wykonawców. To będą prawdziwe gwiazdy na lodzie. Michaela Jacksona wykonać to trzeba być albo głupim, albo genialnym. Trzeba być co najmniej takim jak on.

Nie żal ci, że cię nie ma w Pudelsach?

- Myślę, że komuś jest bardziej żal. Je się teraz tak samo realizuję się w "Psychodancingu". I chciałem to robić z Pudelsami, tylko gdzieś tam po drodze nie starczyło najzwyczajniej w świecie umiejętności. Poza tym, pewne osoby w Pudelsach uzyskały już tam status świętej krowy, a z krową nie chodzi się na dancing (śmiech).

Nie widuję cię też na Finałach WOŚP, na Przystanku Woodstock

- Ja uważam, że Owsiak pacyfikuje polską scenę muzyczną. Robi dwie gigantyczne imprezy, które są za darmo, a muzycy dostają jedynie zwrot kosztów. Ludzie idą tam i nie mają już potrzeby chodzić na inne koncerty, za które trzeba zapłacić. Rozumiem, że Owsiak kupił bardzo dużo respiratorów i tutaj jest wszystko w porządku. Tylko dlaczego on musi swoją żebraniną zbierać forsę na te rzeczy? Dlaczego nie ściągamy podatków od hazardu i nie kupujemy sprzętu, który ma ratować życie naszych obywateli?

Co twoje córki mówią o muzyce, którą gra i śpiewa ich tato?

- Dość im się podoba, ale one wolą szybsze kawałki.

Czyje?

- Hannah Montana. Na szczęście Jonas Brothers okazali się tak beznadziejni, że moje dzieci to zauważyły.

Co planujesz na nowy rok?

- Muzycznie zamierzam sobie zrobić remanent, małe zawieszenie na kołku. Będziemy oczywiście grali koncerty, ale wracam do Jodłowej i zajmuję się literaturą. Dostałem kontrakt na powieść w odcinkach, która będzie się ukazywała w "Bluszczu". Oprócz tego, mam ogromne dzieło poetyckie na tapecie. Nie zdradzę szczegółów, powiem tylko, że jest to przekład eposu rycerskiego.

  
Re: Prasówka
PostWysłano: Czwartek, 26 Listopada 2009, 10:39 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]






Cytat:

Maciej Maleńczuk boi się proboszcza

Jacek Cieślak 26-11-2009

Muzyk nagrał album „Psychodancing vol. 2” zawierający nowe piosenki i stare przeboje

O awanturniczym życiu artysty krążą legendy. Podtrzymały je wieści o czerwcowej przepychance z policjantami podczas festiwalu opolskiego. Spotkaliśmy się w hotelowej kawiarni. Maleńczuk zamawia kawę i sok. Jest wypoczęty, zrelaksowany.

– Płyta dobrze się sprzedaje, na koncerty przychodzi dużo ludzi. Mój obecny zespół dotarł się. Przeżywam momenty małego spełnienia. Mogę powiedzieć, że jestem stosunkowo zrównoważony i mam zadatki na wesołego staruszka.

Do pracy nad nową płytą Maleńczuk, rocznik 1961, zaprosił Zbigniewa Kurtycza, rocznik 1919. Zaśpiewali „Cichą wodę”.

– Lubię przebywać ze starszymi ludźmi. Są ulepieni z innej gliny: dowcipni, mówią świetną polszczyzną, mają dobrą bajerę.

Publiczność Maleńczuka też chyba się postarzała: na koncertach czekają na nią krzesła, jakby nie miała siły stać.

– Bo tak jest. Sam siedzę na krześle. Barowym! Celowo wybrałem taką widownię. „Psychodancing” to przemyślany projekt. Nie jesteśmy grupą przyjaciół, która od dziecka pali jointy i postanawia założyć zespół, aby spełnić marzenia. Gram z muzykami, których wynająłem. Robię to na zimno.

Dla pieniędzy? – Nie tylko. Postawiłem na publiczność, która ma podobne jak ja doświadczenia. Dobrze się czuję w towarzystwie starych bab. Wesoło. O czym będę rozmawiał z piętnastoletnią panienką? Być może Agnieszka Chylińska jest na tyle zgrabna i młoda – choć nie wiadomo, ile nad jej wyglądem pracowano – że może błysnąć jako gwiazda nastolatek. A taką sobie wybrała publiczność, zasiadając w jury „Mam talent”. Zresztą zrobiła to słusznie.

Wyznaję, że podczas koncertu nie wiedziałem, gdzie jestem. Zespół grał ostro, a nagle usłyszałem pianino niczym z hotelowej restauracji czy hotelowej windy.

– Na hotel się zgodzę. Muzycy też mi powiedzieli: „Trafiliśmy z deszczu pod rynnę: chcieliśmy zagrać coś ciekawszego, a ty nam każesz grać jak na dansingu”. Ale zakładam, że może się tam zawieruszyć 50-letni fan Black Sabbath. Taki jak ja. I pozwalam sobie na chwile dzikości. Chłopcy jazzują. Określenie „muzyka z windy” mnie obraża. W windzie słucha się Kenny’ego G!

Na nowej płycie Maleńczuk śpiewa: „Taka bieda/Tego się nie da sprzedać/Jak tu nie tęsknić/Za czymś normalnym, za czymś większym”.

– Wielu ludzi nie dba o swój intelekt. Księgarnie są pełne klientów, którzy nie czytają książek. Rozmawiałem ostatnio z wydawcą i proszę sobie wyobrazić, że znał „Inwazję jaszczurów” Karela Capka. No, trzeba mieć coś w rodzaju umysłowej siłowni!

Dla Maleńczuka są nią lektury, do których powraca. Obecnie czyta „Wyprawę do wnętrza ziemi” Juliusza Verne’a.

– Świetna literatura! Chyba opisuje eksperymenty z amfetaminą! Próbowałem Doroty Masłowskiej, ale nie dałem rady. Wolę „Faraona”. Znakomicie napisana książka!

W „Muzyku” Maleńczuk śpiewa: „Ambicja – przecież jesteś więcej wart/Duma – jeszcze będą prosić mnie/Zwątpienie – nie dam się nabrać drugi raz/Fatum – wszystko idzie źle”. Pytam muzyka, na co się nie da drugi raz nabrać.

– Na opowieści o przyjaźni. W kapelach często szafuje się tym określeniem. A potem pada pytanie: „Nie odpalisz mi tantiem, przecież jesteśmy kolegami?”. „Ale to ja napisałem ten utwór”, wyjaśniam. „I tylko ty będziesz spijał śmietankę? Przecież to ja ułożyłem linię basu”, itd., itp., słyszę w odpowiedzi. A gdy nie podzielę się tantiemami, szybko wychodzi na to, że nie jesteśmy przyjaciółmi. Dlatego ostatnio się nie zaprzyjaźniam.

Patronem Maleńczuka jest Wojciech Waglewski.

– Kiedy pojawiają się wątpliwości, do niego uderzam. Ma dla mnie zawsze jedną radę. „Uważaj na siebie”. Sam dla siebie jestem największym zagrożeniem.

W życiu wokalisty nastąpiła jednak stabilizacja. Kupił dom na Rzeszowszczyźnie. – Moje dzieci dobrze się mają. Może to jest mój największy sukces, że udało mi się utrzymać rodzinę, nie rozpieprzyć jej.

Kupił pianino Yamahy, uczy się harmonii i akordów. – Są łatwiejsze, niż myślałem. Tyle lat nie wiedziałem, gdzie jest na klawiaturze punkt G – ten słynny punkt, a wystarczy paluszkiem dotknąć. Dzieci grają. Śpiewamy kolędy. Trzymamy się za ręce. Zapraszamy sąsiadów.

Przesadza. – Tak, ale wieś mnie uwielbia. A ja uwielbiam wieś. Proboszcza się boję. A on mnie. Na koncert przysłał delegację młodszych, po cywilnemu – rumianych i okrągłych. Na mszę nie chodzę, ale jajka święcę. Przyjmuję na kolędę. Dałem na kościół sto złotych.

Rzeczpospolita



  
Re: Prasówka
PostWysłano: Sobota, 12 Grudnia 2009, 21:02 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
poison_girl
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7342
Posty: 38


[ Osobista Galeria ]




http://www.pudelek.pl/artykul/21564/malenczuk_artystom_wiecej_wolno/
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Wtorek, 15 Grudnia 2009, 20:48 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]




DUŻY WYWIAD RADIA ZET
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Piątek, 08 Stycznia 2010, 20:48 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
poison_girl
Bywalec
<tt>Bywalec</tt>
 
Użytkownik #7342
Posty: 38


[ Osobista Galeria ]




http://www.gala.pl/gwiazdy/wywiady/zobacz/artykul/maciej-malenczuk-1/
  
Re: Prasówka
PostWysłano: Środa, 13 Stycznia 2010, 14:05 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
kachna
Stały uczestnik vip
<tt>Stały uczestnik</tt>
 
Użytkownik #1184
Posty: 650


[ Osobista Galeria ]






Cytat:


Jestem menelem, ale w dobrych ciuchach


Polska usłyszała o nim po raz pierwszy, gdy miał 19 lat. Siedział w więzieniu za odmowę służby wojskowej. Przez lata można było wrzucić mu monetę do czapki, gdy grał na krakowskich ulicach. Potem szokował tekstami piosenek i niezdrowym stylem życia. Dziś dobiega pięćdziesiątki. W marynarce i dobrych butach próbuje zmienić się w dojrzałego mężczyznę. Czy byłoby mu łatwej, gdyby nie nazywał się Maciej Maleńczuk?

Twój Styl: Miałeś być grzeczny, tymczasem znowu wsadziłeś kij w mrowisko. Naprawdę ,,artystom więcej wolno"? Powiedziałeś tak, kiedy Krzysztof Piesiewicz dał się sfilmować w sukience, wciągając nosem biały proszek...

Maciej Maleńczuk: Wiedziałem, że o to zapytasz. Myślę, że tak. Błąd Krzysztofa Piesiewicza polegał na tym, że wszedł w politykę, a to nie jest miejsce dla artysty. I teraz musi się tłumaczyć, że jest normalny i tylko raz włożył sukienkę. Mnie też zdarzało się wkładać sukienki, ale czy kogoś to bulwersowało? Albo tacy Rolling Stonesi. Pamiętasz ich zdjęcie w krótkich damskich futerkach? Może przez moment wywołało uśmiech na twarzach towarzystwa, ale tak naprawdę nic się nie stało. Nadal mają tytuł "sir" i są szanowanymi ludźmi. Widać - artystom więcej wolno.

A co jeszcze wolno?

Maciej Maleńczuk: Brać narkotyki.

Na "czysto" nie da się tworzyć, koncertować?

Maciej Maleńczuk:
Tomasz Stańko twierdzi, że się da. Ale on tyle wyćpał, że nie wiem, czy jest wiarygodny. Miles Davis stworzył styl zwany cool jazz, jego największe utwory oddawały stany heroinowe. Wcześniej, kiedy pił i brał benzedrynę (silnie pobudzająca substancja psychotropowa - red.), grał szybko, gęsto, agresywnie, migotliwie. Heroina - przeciwnie - uspokaja, skłania do kontemplacji. Ale nie zawsze tak jest, że gdy wciągniesz koks czy zażyjesz heroinę, będziesz miała ochotę trzymać pióro w dłoni. Czasem dopiero kac tę sztukę tworzy. Moje największe utwory powstały właśnie na kacu, w momencie depresji ponarkotykowej lub poalkoholowej, kiedy trzeźwiałem i starałem się pozbierać życie do kupy. Ale to były czasy, gdy jeszcze potrzebowałem natchnienia. Dziś potrafię podejść do pracy rzemieślniczo. Jeśli wiem, co chcę zrobić, nie muszę już walić w żyłę, żeby powstała sztuka. Kiedy pierwszy raz spróbowałeś?

Maciej Maleńczuk: W młodości byłem dobrze zapowiadającym się sportowcem. Miałem jakieś wyniki, wzwyż skakałem dwa metry, a mój czas na 110 metrów przez płotki był około 15 sekund. Pierwszy prawdziwy narkotyk wziąłem, gdy wyszedłem z więzienia. Miałem 21 lat.

Podobno teraz narkotyki i alkohol zamieniłeś na pastylki cynamonowe i niegazowaną wodę mineralną? Zmieniasz życie, wizerunek?

Maciej Maleńczuk:
Gdybym wcześniej nie gadał tyle o dragach, mógłbym powiedzieć, że całkowicie zmieniłem wizerunek, sporządniałem, wydoroślałem. Ale prawda jest taka, że niezupełnie mi się to udaje. Wciąż są momenty, kiedy nie potrafię się nie napić. I nie wierzę w to, że zupełnie trzeźwy artysta jest w stanie cokolwiek stworzyć. Nie wierzę, że po powstaniu naprawdę dobrego dzieła, nad którym pracowało się rok czy dwa, prawdziwy artysta nie pójdzie upić się do nieprzytomności. Musi odreagować, by się oczyścić. Nie rzuciłem używek definitywnie. Ale naprawdę bardzo się staram.

Wyglądasz też inaczej: elegancki garnitur, dobra koszula, przystrzyżone włosy...

Maciej Maleńczuk:
Wizerunek skandalisty zaczął mnie trochę uwierać. Kiedy gosposia zapytała: ,,Panie Maćku, ale o co tu chodzi, takie rzeczy mi o panu opowiadają, a ja przecież pana znam", doszedłem do wniosku, że chyba czas coś zmienić. Jestem już stary, mam prawie 50 lat. Mam trzy córki, które chcę wychowywać. A skandale, picie, ciągłe wyjazdy w trasy nie sprzyjają wychowywaniu dzieci.

Czyli już nie jesteś menelem?

Maciej Maleńczuk: Jestem, ale ekskluzywnym. Nawet jeśli leżę w rynsztoku, to już w dobrych ciuchach.

I jak się czujesz w tym garniturku i koszuli?

Maciej Maleńczuk: Czuję się świetnie. Staję przed lustrem, długo wiążę krawat i wyrównuję przedziałek. Nakładam wosk na włosy i zachwycam się swoim nowym wizerunkiem. Ale wiesz, strasznie ciężko jest być grzecznym chłopcem, gdy się całe życie nie było. A tu przecież lata lecą, wiele rzeczy już nie wypada... Tak naprawdę zaczynam rozglądać się za jakąś emeryturką. Już nawet kajak kupiłem.

To stąd ten dom na wsi?

Maciej Maleńczuk:
Kiedyś przyszła do mnie córka i powiedziała: ,,Tato, chciałabym mieć dom z ogrodem". To poszedłem do banku, wziąłem kredyt i kupiłem dom z ogrodem. Początkowo mieszkaliśmy tam cały czas, ale żona chciała wrócić do Krakowa. Córki są jeszcze małe, trzeba je wozić do szkoły, na różne zajęcia. Ale na wsi bywamy bardzo często.

Jak wieś przyjęła skandalistę?

Maciej Maleńczuk: Pierwszego dnia, gdy się sprowadziliśmy, włożyłem gumiaki, żeby bucików nie ubłocić, dresy i poszedłem po piwo do sklepu. Okazało się, że właśnie o to chodzi. Wypiliśmy z kilkoma sąsiadami piwo pod sklepem i od razu się zaprzyjaźniliśmy. W Jodłowej mieszkamy trzy lata. Nie chcę być nieskromny, ale chyba ludzie mnie lubią. Ja ich zresztą też. Na wszelki wypadek kłaniam się wszystkim. To nieduża wieś.

Kosisz trawę, karmisz zwierzęta, pieczesz chleb w prawdziwym piecu?

Maciej Maleńczuk: Nie robię zbyt wiele, oglądam telewizję, gramofonu słucham, komponuję, piszę. Czasem porąbię drewno. Ale też nie mam innego wyjścia. Do mnie należy kawałek rzeki, a na rzece są bobry, które sieją spustoszenie. Tak powycinały drzewa, że musiałem je sprzątnąć i porąbać na kawałki... To zupełnie inne miejsce. Tam jaśmin nie przekwita. Tam grzech pierworodny jest nieznany. Ludzie są zupełnie inni. Mężczyźni rzeźbią, kobiety malują, to prawdziwe artystki. Stolarz robi krzesła, które są dziełem sztuki. Bardzo dużo się uczę.

Czego na przykład?

Maciej Maleńczuk
: Że warto słuchać starszych, bardziej doświadczonych. Kiedyś chciałem skosić u siebie trawę prawdziwą wiejską kosą. ,,Niech pan tej kosy nie ostrzy, bo się pan skaleczy", poradził mi jeden z sąsiadów i pokazał kciuk obcięty do połowy. Chciał mi nawet sam trawę skosić. Nie posłuchałem go. ,,No, ale jak mam kosić tępą kosą?", pomyślałem i naostrzyłem. Kiedy wpakowałem kciuk w to ostre zagięcie kosy i mocno się skaleczyłem, już byłem pewien, że to on miał rację. Głupio mi było spojrzeć mu w oczy. Po dwóch dniach przyznałem się. Uczę się jeszcze od nich niemówienia wprost. Pozostawiania rozmówcy pola do własnego myślenia, do własnego zdania.

Ty?! Nie wprost?

Maciej Maleńczuk:
Rzeczywiście, zawsze jasno mówiłem to, co myślałem. A ci ludzie mają swoją poezję, mówią dookoła. Według nich mówienie wprost jest oznaką niskiej inteligencji. I widzisz? Okazało się, że jestem głupi jak but. Bo czasami mądrze jest zamknąć gębę. A tej mądrości często mi brakuje.

Beata Biały




Cały artykuł znajdziesz w lutowym numerze "Twojego Stylu"!

  
Prasówka
Forum dyskusyjne -> Obraz i dźwięk -> Püdelsi, Homo Twist, Maleńczuk

Strona 24 z 25  
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  
||strona
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów w całości lub części jest niedozwolone. Wszelkie informacje zawarte w tym miejscu są chronione prawem autorskim.



Forum dyskusyjne Heh.pl © 2002-2010