Forum Dyskusyjne
Zaloguj Rejestracja Szukaj Forum dyskusyjne

Forum dyskusyjne -> Umysł i ciało -> Wegetarianizm -> Prasówka
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu
Prasówka
PostWysłano: Piątek, 27 Czerwca 2008, 08:50 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Przekroj - Mięso zżera mięsożerców

Nasze upodobanie do potraw zwierzęcych zaczyna właśnie przekraczać możliwości produkcyjne ziemi. Mięsożerność stanowi zagrożenie. Grozi nam głód, brud i epidemie.
Zostałem odeskortowany do zakładów przetwarzających kacze mięso -
amerykański reporter Paul Roberts relacjonuje na łamach pisma "Seed" swoją wizytę w chińskim mieście Weifang. - Mogę dzięki temu zobaczyć ostatni krok naprzód, jaki uczyniły Chiny. I to robi wrażenie. W ogromnym, nieskazitelnym pomieszczeniu rzędy robotników w czystych fartuchach i siatkach na włosach sprawnie i metodycznie rozkrajają ptaki na taśmie mechanicznej z prędkością 3100 sztuk na godzinę".
Ta fabryka - oraz dziesiątki innych, jakie powstają w Chinach i Indiach - obalają największy chyba mit o ludziach Wschodu - że to z natury i z przekonania wegetarianie. Bo przecież Budda, reinkarnacja, filozofia i tak dalej. - My, Chińczycy, zawsze uważaliśmy jedzenie zwierzęce za lepsze - przyznaje Yang Xiao Guang z Chińskiego Towarzystwa Odżywiania. - Ale nie mieliśmy pieniędzy, by je kupić.
Wszyscy chcą jeść mięso
Od roku 1970 konsumpcja mięsa w Chinach wzrosła trzykrotnie. W południowej i wschodniej Azji średnie dzienne spożycie mięsa wynosi 112 gramów na osobę. W krajach rozwiniętych to 224 gramy. W roku 2001 na świecie wyprodukowano łącznie 229 milionów ton mięsa. Szacuje się, że w 2050 roku będzie to 465 milionów ton. Ten wzrost odbędzie się głównie dzięki wzbogaceniu krajów rozwijających się, takich jak Chiny, Indie czy Brazylia. Ale i w Polsce obserwuje się coraz większe upodobanie do mięsa, choć nie na tak wielką skalę jak w Azji czy Ameryce Południowej. - W 1990 roku jeden Polak zjadał rocznie około 68,8 kilograma mięsa - informuje "Przekrój" Łukasz Dominiak ze związku Polskie Mięso. - W 2007 roku było to 74,3, a w 2008, jak się szacuje, będzie blisko 75,5 kilograma.
Problem polega na tym, że powierzchnia, którą trzeba przeznaczyć na wyprodukowanie jedzenia mięsnego, jest kilkakrotnie większa niż na pokarmy roślinne. Nasze upodobanie do mięsożerności wymaga utrzymywania gigantycznych stad zwierząt hodowlanych. Na ich potrzeby zajęto już jedną trzecią ziemskich lądów! To głównie pastwiska. Ale również jedna trzecia ziemi ornej jest przeznaczana na produkcję paszy. Potrzeba jej już tyle, że nawet Chiny - do 1993 eksporter soi na potrzeby kurczaków i świń - nie są w stanie same dla siebie jej wytworzyć. Muszą ją importować z Brazylii. Import rozpoczęły też Indie, Republika Południowej Afryki i inne kraje rozwijające się. Z kolei Unia Europejska, w której bydło karmiono mączką zwierzęcą, musiała tego zakazać ze względu na rozwój choroby szalonych krów. W efekcie roczny import soi poszybował z trzech do 11 milionów ton.
Praludzie - bardziej hieny niż lwy
Skąd się wzięło nasze upodobanie do mięsa? - Lubimy to, co pomagało nam przetrwać w przeszłości - wyjaśnia "Przekrojowi" profesor Marek Konarzewski z Uniwersytetu w Białymstoku, autor książki "Na początku był głód" o ewolucyjnych korzeniach naszej diety. Prawdopodobnie zmiana upodobań naszych przodków miała miejsce jakieś trzy miliony lat temu. To wtedy roślinożerny australopitek opuścił lasy i powędrował na sawannę, która oferowała mniej owoców, za to więcej zwierzyny łownej. - Praludzie nie tylko lubili mięso, oni wprost uwielbiali zwierzęcy tłuszcz - opowiada profesor Konarzewski. - Łamali kości, żeby wyssać z nich szpik. Rozbijali czaszki, by wydobyć mózg ofiar. Te dawne nawyki zostawiły w nas ślad - zamiłowanie do tłustych potraw. Pomogły nam też przekształcić się w takich, jakimi dziś jesteśmy. Wysokokaloryczna i pełna białek dieta pozwoliła praludziom utrzymać większe ciała. Ale nade wszystko dała możliwość rozwoju mózgu. Potrzebuje on kwasów tłuszczowych, których najlepszym źródłem były ciała zwierząt. - W warunkach naturalnych prawie nie istnieje tłuszcz roślinny - dodaje profesor Konarzewski. - Wiele lat musiało minąć, zanim ludzie nauczyli się go wydobywać. Przez setki tysięcy lat głównym źródłem tłuszczu i białek pozostawał więc pokarm zwierzęcy. To on dawał energię do walki i budulec dla ciała. - Przy czym nie było to wyłącznie mięso dużych zwierząt - mówi profesor Konarzewski - ale też jaja, bezkręgowce czy małe ssaki i ptaki. Dziś najbardziej nas odstręcza myśl, że praludzie nie gardzili padliną. Ale tak chyba było. Swoimi zwyczajami bardziej przypominali hieny niż lwy.
Homo w supermarketach
Problem w tym, że te "hieny" z upodobaniami sprzed tysięcy lat dziś żyją w całkiem odmiennych warunkach. By zdobyć mięso, nie muszą uganiać się za antylopą ani przemierzać dziesiątków kilometrów w poszukiwaniu padliny. Ich wysiłek ogranicza się do pchania wózka w supermarkecie. Za jego zawartość płacą nie męczącym bieganiem po sawannie, ale długimi godzinami spędzonymi na krześle przed komputerem. - Wciąż jemy tyle samo tłustego mięsa, ile nasi przodkowie, ale już nie zużywamy zawartych w nim kalorii - wyjaśnia profesor Konarzewski. - Gdybyśmy chcieli dorównać pierwotnym ludom, powinniśmy codziennie przebiegać kilkanaście kilometrów. Nielicznych stać na taki wysiłek. Kalorie, które spożywamy wraz z mięsem, zaczynają nam się odkładać w postaci coraz liczniejszych fałdek na brzuchu. Jeszcze gorsze jest to, czego nie widać gołym okiem. Cukrzyca, miażdżyca, choroby serca i nowotwory. Mięso może też być siedliskiem chorób zakaźnych. Zwłaszcza niedogotowane. W nim czają się bakterie salmonellozy, pasożytnicze przywry czy włośnie. Zarazkom zawsze sprzyja duże zagęszczenie ofiar. A taka sytuacja zaistniała wśród ludzi, którzy zamieszkali w miastach, oraz wśród ich zwierząt stłoczonych w coraz większych oborach i chlewach. To prawdziwy raj dla epidemii. Tym bardziej że - jak pisze Jared Diamond w książce "Strzelby, zarazki, maszyny"- "zwierzęta takie jak krowy i świnie już w momencie udomowienia były nosicielami chorób epidemicznych czekających tylko na dogodną okazję, aby przenieść się do naszych organizmów". Tak zrobił wirus księgosuszu, który u ludzi zyskał miano wirusa odry. Od krów przejęliśmy ospę i gruźlicę. Świnie dały nam grypę i krztusiec, a ptaki - malarię. Również dżuma i cholera to choroby odzwierzęce.
Przełom XX i XXI wieku przyniósł kolejną falę epidemii. Często pojawiają się właśnie tam, gdzie gwałtownie rozwija się przemysł mięsny. W 2002 roku w Chinach na ludzi przeskoczył wirus SARS. Prawdopodobnie pochodził z cywet - ssaków, które w południowej Azji uważane są za przysmak. Ptasia grypa pojawiła się w 2003 roku na fermie drobiowej w Korei Południowej.
Mięso bez zwierząt
Gigantyczna liczba bydła, drobiu i trzody, którą hoduje się, by zaspokoić gusta mięsożerców, jest też największym źródłem zanieczyszczeń wody. By wykarmić "żywe mięso", trzeba intensywnie nawozić pola. Połowa związków fosforu i azotu, które trafiają do rzek i jezior, pochodzi właśnie z produkcji zwierzęcej. Fermy wyrzucają też do środowiska tony padliny, mnóstwo antybiotyków, hormonów i pestycydów. W krajach rozwiniętych ten proceder jest częściowo pod kontrolą. Duże polskie firmy przetwórstwa mięsnego zarzekają się, że nie trują środowiska. Małych często nikt nie sprawdza. A o tym, co dzieje się w chińskich zakładach, prawdę mówiąc, niewiele wiadomo. Państwo Środka prawdopodobnie broni środowiska równie dobrze jak praw człowieka.
Niezależnie od miejsca, gdzie są hodowane, zwierzęta wydzielają mnóstwo gazów cieplarnianych. Autorzy raportu opublikowanego we wrześniu 2007 roku w czasopiśmie "The Lancet" donoszą, że aż 35 procent globalnej emisji tych związków pochodzi z rolnictwa. Z tego większość to efekt produkcji zwierzęcej. Gigantyczne ilości odchodów rozkładają się i fermentują, wydzielając dwutlenek węgla i metan. Przeżuwacze, na przykład krowy, tworzą metan podczas fermentacji w swoim czterokomorowym żołądku. Szacuje się - czytamy w "The Lancet" - że zwierzęta odpowiadają za "około 9 procent globalnej emisji dwutlenku węgla, plus 35-40 procent emisji metanu i 65 procent tlenków azotu. Te dwa ostatnie powodują dużo większy efekt cieplarniany (...) niż dwutlenek węgla".
Jak sobie z tym poradzić? Dietetycy radzą, by zmniejszyć ilość mięsa w jadłospisie. Może to nam nawet wyjść na zdrowie. - Propagujemy półwegetarianizm - mówi "Przekrojowi" doktor Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie. - W takim systemie mięso jemy co drugi dzień. W pozostałe dni zapotrzebowanie na pełnowartościowe białko zaspokajamy, dodając do posiłków ryby i rośliny strączkowe. A jeśli już zdecydujemy się na mięso, to z kur i indyków, bo jest chudsze i zawiera mniej cholesterolu. Do tego hodowla drobiu daje mniej gazów cieplarnianych, choćby z tego względu, że kurczaki mają prostszy układ pokarmowy, w którym fermentacja jest mniej intensywna niż w wielkich, czterokomorowych żołądkach krów. Pojawiły się też pomysły, by wytwarzać mięso bez zwierząt. Na czym to będzie polegało? Komórki macierzyste umieszcza się w laboratorium i odżywia, by wyrosły w tkankę mięśniową. Tak powstaje - zależnie od upodobań klienta - bezwierzęca wołowina, wieprzowina czy mięso drobiowe. Jeśli ludzie zaakceptują taki produkt, za jednym zamachem rozwiąże to postulaty dietetyków, ekologów i obrońców praw zwierząt. Bo nie ma co liczyć na to, że kiedykolwiek ludzie zrezygnują z jedzenia mięsa. - My po prostu jesteśmy wszystkożercami, a więc potrzebujemy też mięsa - twierdzi profesor Konarzewski. - Choć, owszem, jak się zastanowić nad konsekwencjami, to gdy podnosimy do ust kęs mięsa, powinny nam zadrżeć ręce.

Wojciech Mikołuszko
"Przekrój" 24/2008
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Środa, 18 Lutego 2009, 20:22 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Fragment interesującego wywiadu z "Wyborczej":

"(...)
Najtańsza szynka. Szynka ogonówka. 1 kg - 13,99 zł

"Extra nastrzyk 200 procent! Extra produkt! 160 procent sukcesu! Vitasol". Ewa Mrówka z PIH pokazuje mi kolorowe reklamy, jakich nie znajdziemy w prasie codziennej. Ta pochodzi z pisma "Gospodarka Mięsna". Kolejna z pisma "Mięso i Wędliny", dotyczy preparatu Vitacel: "Wyższa wydajność obróbki cieplnej! Lepsza tekstura i smak! Wyjątkowe wiązanie wody i tłuszczu! Błonnik pszenny - wyjątkowe połączenie zdrowia i funkcji! Bez pylenia na produkcji, bez kapania na ogniu".

- I co w tym złego? Może taki błonnik pszenny jest bardzo zdrowy.

- Nie mówię, że nie jest. Ale to w niczym nie przypomina prawdziwej szynki, jakiej smak pamiętamy sprzed lat. Do 2003 roku obowiązywały Polskie Normy, zgodnie z którymi wędlina przekraczająca masą 130 proc. surowca (czyli z kilograma mięsa uzyskiwano powyżej 1,3 kg szynki) była uznawana za produkt szynkopodobny. Teraz stosowanie tych norm to dobra wola producenta. Konsument powinien jednak wiedzieć, że kupuje wędlinę złożoną w połowie z szynki, a w połowie z roślinnych dodatków białkowych i wody.

- Naprawdę tylko w połowie z szynki?

- Fachowcy potrafią z kilograma mięsa uzyskać dwa kilo produktu. Nastrzykuje się je wodą, a potem dodaje substancje wiążące wodę i sól, dlatego wędliny są takie słone. Także kolagen (białko stosowane głównie w kosmetykach). I dodatki sojowe, które poprawiają strukturę i zwiększają zawartość białka tak, że w laboratorium nie da się wykryć fałszerstwa.

- Czy to naprawdę źle?

- Są różne mody. Mięsarze twierdzą, że Polacy lubią, kiedy szynka "płacze", wilgotne wędliny uważają za soczyste. I przekonują, że od kiedy pojawiły się nowoczesne wędliny z wodą i soją, które mają przez to mniej tłuszczu - to ludzie są zdrowsi.

Dr Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska z Instytutu Żywności i Żywienia oponuje: - Człowiek to nie tylko układ krwionośny. Soja nie jest źródłem żelaza, tylko prawdziwe mięso. A bardzo dużo jest w społeczeństwie niedokrwistości i żelazo jest potrzebne. Ponadto europejska soja jest bogata w fitoestrogeny. Ich nadmiar powoduje hamowanie wytwarzania hormonów własnych, zwłaszcza testosteronu. To dobre dla kobiet w menopauzie. Czy to nie przez tę soję mężczyźni robią się tacy zniewieściali, opóźnia się dojrzewanie płciowe u chłopców?

O najtańszą szynkę z Carrefoura pytam jej producenta Henryka Kanię, właściciela zakładów mięsnych w Pszczynie.

- Mamy wędliny z różnych półek: szynki dojrzewające, polędwice surowe. A szynka z łopatki jest tańsza.

- Ile wody jest w najtańszej szynce?

- Przecież samo mięso składa się w 70 procentach z wody. Wiedział pan?

- Spytam inaczej: ile wędliny uzyskuje pan z 1 kg szynki?

- 1,20-1,30 kg. To standard.

- Co pan dodaje, że ona się tak zwiększa? Soję?

- Jeśli ktoś dodaje soję, to musi to napisać na etykiecie.

- A pan dodaje czy nie?

- Są substancje białkowe, może niektóre na bazie soi. Uczciwie mówiąc, to nawet nie wiem.

- A kto ma wiedzieć jak nie pan?

- Mam czterech technologów, musiałbym ich spytać. (...)"

http://wyborcza.pl/1,75480,5134828.html
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Niedziela, 22 Lutego 2009, 12:49 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Dziennikarze brukowców w swoich komentarzach potrafią osiągnąć dno:

"Minister dopieszcza kury
Nowoczesny system wentylacyjny i ogrzewanie, cisza pozwalająca żyć bezstresowo oraz specjalistyczna opieka medyczna dla wszystkich mieszkańców. Wbrew pozorom to wcale nie opis warunków panujących w luksusowych apartamentowcach
Tak wyglądać mają niebawem polskie… kurniki. (...)
Wszystko przez ludzi nazywających się ekologami. Twierdzą oni, że ptaki żyjące na fermach w krajach Unii Europejskiej mają za ciasno. A przez to bardziej się męczą i częściej chorują. (...) Obecne przepisy przewidują, że w kurniku może znajdować się 38 kg kurcząt na metr kwadratowy powierzchni. Od czerwca przyszłego roku będzie mogło być już tylko 33 kg. Ale to dopiero początek rewolucji! Bo okazuje się, że kurniki muszą być też odpowiednio urządzone. I tak, poidła będą ustawiane tak, by woda z nich się nie wylała. Kurczęta nie mogą zmarznąć, ani przegrzać się, dlatego trzeba zamontować nowoczesne systemy wentylacyjne i ogrzewanie. Urządzenia te muszą być jednak tak skonstruowane, by za bardzo nie hałasowały. Kury nie mogą bowiem żyć w stresie.
Jakby tego było mało, zdaniem ekologów, wszystkie kurczaki w gospodarstwie powinny być dwa razy dziennie badane. I to nie przez byle kogo! Musi być zatrudniony do tego wykwalifikowany opiekun. Taki, który przejdzie odpowiednie szkolenia m.in. w zakresie… ptasiej psychologii.
Rolnicy załamują ręce, bo po wejściu w życie unijnych przepisów czeka ich wielka przebudowa kurników. I kto za to zapłaci? Oczywiście ci, którzy kurczaki będą kupować. Już teraz szacuje się, że przez idiotyczne pomysły ekologów i unijnych biurokratów mogą wzrosnąć o 5 proc.
Justyna Węcek
Redakcja Fakt"
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Niedziela, 22 Lutego 2009, 12:53 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Fragmenty wywiadu z topmodelką Helenou Houdovou (Czeszką mieszkającą w Nowym Jorku), który ukazał się w piśmie "Glanc", czeskiej mutacji "Gali":

"Helenu Houdovou zawsze osądzali za to, że jest inna. Walczyła przeciwko naturalnym futrom, a także nie jadła mięsa. Stała się osobą znaną w życiu publicznym, ale w inny sposób niż można by tego oczekiwać od dwudziestoletniej dziewczyny. Postanowiła, że będzie żyć na obczyźnie tak, jak tego chce, a nie tak, jak tego mogą od niej oczekiwać inni. W Barcelonie nie miała pieniędzy nawet na bilet na tramwaj. Chodziła pieszo i jadła zupy w proszku.
(...)
- Dlaczego nie została pani w Czechach?
- Gdybym tu została, musiałabym, jako osoba publiczna, wejść w pewien szablon. Bardzo nie chciałam, by mnie osądzano za to, że jestem inna. Nie jadłam mięsa i uczestniczyłam w życiu publicznym w nieco inny sposób niż jest to typowe dla 21-latki. Postanowiłam zaryzykować i pójść trudniejszą drogą. Za granicą będę żyć tak, jak chcę, a nie tak, jak ktoś tego ode mnie oczekuje.
(...)
- Żyje pani w miastach, ale przy tym coś panią ciągnie na łono przyrody. Trochę to wygląda tak, jakby nie mogła się pani zdecydować, gdzie jest lepiej.
- Wychowałam się u babci, na podwórzu, gdzie były drzewa, trawa i kury. Kiedy mnie ktoś pyta, czy jestem wierząca, odpowiadam, że mam osobistą relację z Bogiem - poprzez przyrodę. Czerpię z niej energię. Kiedy idę na spacer do parku, czuję, że wracam tam, gdzie przynależę. Uspokaja mnie to.
- Od ilu lat nie próbowała pani mięsa?
- Jestem wegetarianką od 15. roku życia. Do ukończenia 18 lat jadłam ryby, bo takie było życzenie moich rodziców. Teraz, kiedy jestem w ciąży, umówiliśmy się z mężem, że kiedy on je rybę, ja też skubnę kąsek. Ale czynię tak bardziej dla jego spokoju, niż dlatego, żebym czuła, że jest to potrzebne dla dziecka.
- Jakie ryby pani próbowała?
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Zawsze mówię, że najważniejsze, żeby to tylko nie wyglądało jak ryba, ani nie śmierdziało jak ryba. Tylko włóż mi to do ust, a ja dla twojego spokoju połknę.
- Sama pani gotuje czy woli chodzić do restauracji?
- Kiedy się spieszę, ani nie gotuję, ani nie chodzę do restauracji. Wystarczy, że mam telefon - to taki mój kucharz. Ustalam z mężem, czy ma ochotę na kuchnię tajską, włoską, chińską czy indyjską, a potem coś zamawiam. W Nowym Jorku usługi tego typu są na wysokim poziomie. Gotuję tylko herbatę na śniadanie, a czasem też jajka. Choć pewnie bym i polubiła gotowanie, gdybym miała spokojniejsze życie.
(...)
- Zdradziła pani, że wzięła ślub w lesie, gdzieś w Europie. Dlaczego nie chce pani powiedzieć, w jakim kraju?
- Zależy nam na prywatności. Chcieliśmy się podzielić swoim szczęściem, ale niekoniecznie ze szczegółami.
- Jakiż to byłby szczegół, gdyby zdradziła pani, że ślub miał miejsce w lesie we Francji?
- Koleżanka, która była moim świadkiem, mi nagadała. Rzekomo to w ogóle nie był las. Ale ja myślę, że las, bo były tam drzewa. Zawsze chciałam mieć mały, skromny ślub. (...) Las jest dla mnie synonimem mojego Boga - przyrody. W dodatku mieliśmy buddyjski obrządek. Wszystko tak, jak sobie życzyliśmy.
- Mieliście wesele?
- Zwykły obiad. Normalnie, poszliśmy do restauracji i zjedliśmy obiad. Weselna klasyka to nie była, a ja nawet panu nie powiem, co właściwie jedliśmy, bo zwyczajnie nie pamiętam. Naprawdę. Dla mnie tyle rzeczy nie jest ważnych...
(...)
- Na jakich rzeczach materialnych pani zależy?
- Na dobre buty się nie skuszę. Nie noszę skór. Cieszę się, kiedy znajdę buty, które nie są skórzane. Mam za to słabość do korali i biżuterii. (...)
- Co pani lubi kupować?
- Jedzenie. Trzy kwartały od domu mamy supermarket, w którym są tylko towary bio lub żywność Fair Trade (ze sprawiedliwego handlu). Lubię tam chodzić, bo wiem, że nie wspieram firm, które niszczą przyrodę.
***
Helena Houdová (lat 28)
Nietypowa miss, która nigdy tak naprawdę nie zamieszkała w świecie szołbiznesu. Pogardza światem mody i luksusem. Żyje dla dobroczynności. (...) Jej ostatnim projektem jest Sunflower (Słonecznik) - w krajach Trzeciego Świata ratuje nienarodzone dzieci, u których matek wykryto wirusa HIV."
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Wtorek, 23 Czerwca 2009, 16:12 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Mój tekst w poznańskim "Echu Miasta":

Ciężki problem małych ludzi
Sanepid wyrusza na wojnę z grubymi dziećmi. Hamburgery, chipsy, komputer, za mało ruchu – to wszystko, zdaniem specjalistów, stanowi przyczynę nadwagi i otyłości wśród najmłodszych.

Wielkopolski sanepid jako pierwszy w Polsce przystąpił do walki ze zbędnymi kilogramami u dzieci i młodzieży.
Coraz więcej grubych dzieci
Czyżby w naszym regionie ten problem był bardziej dotkliwy niż w pozostałej części kraju?
- W samej Wielkopolsce nie było takich badań, ale w całej Polsce, a nawet w całej Unii jest to w tej chwili problem największy – ocenia Ewelina Suska, rzecznik wojewódzkiego sanepidu. – W całym kraju wśród 13-15-latków mamy 13 proc. młodzieży z nadwagą i ponad 4 proc. – z otyłością –i nformuje.
- Nadwagę ma 40 proc. ogółu Polaków – dodaje dietetyk Magdalena Człapka-Matyasik z poradni przy ul. Wołyńskiej. – Zaś w moim gabinecie coraz częściej pojawiają się pacjenci 10-12-letni – alarmuje.
Czym się różni nadwaga od otyłości? O nadwadze mówimy, kiedy wskaźnik BMI przekroczy 25, o otyłości, kiedy jest już wyższy niż 30. BMI zaś obliczamy dzieląc masę ciała w kilogramach przez kwadrat wzrostu w metrach.
Grube dzieci narażone są na złośliwe zaczepki szczuplejszych kolegów. W tym wieku to problem poważny. Niestety, są i inne zagrożenia.
- Otyłość to nie tylko kwestia natury estetycznej – podkreśla Andrzej Trybusz, szef wielkopolskiego sanepidu. – To przede wszystkim problem zdrowotny, ponieważ osoby z nadwagą częściej chorują na nadciśnienie i cukrzycę. Zapadają też na choroby serca i wątroby.
Skąd się biorą grube dzieci w czasach, kiedy tak modne staje się uprawianie sportu amatorskiego?
- Sport jest modny, ale głównie wśród wykształconych, w miarę zamożnych ludzi po trzydziestce – tłumaczy Magdalena Człapka-Matyasik. – Wiele dzieci jednak większość czasu spędza przed komputerami, zaniedbuje aktywność fizyczną, żywi się chipsami i przetworami z czekolady. Reklamy podkreślają, że dany produkt stanowi odpowiednik iluś szklanek mleka, ale nie dodają już, ile zawiera tłuszczu – zaznacza.
- A dzieci są szczególnie podatne na reklamę – dopowiada Ewelina Suska. – My ich jednak spróbujemy przekonać, że owoce są równie smaczne, jak cukierki.
Nie takie to łatwe, niestety.
- Mój Mikołaj lubi słodycze, chrupki i napoje gazowane – ubolewa Lidia Wejman, młoda mama. – Walczę z tym. Przekonuję go do marchewki, organizuję jeden dzień w tygodniu bez słodyczy.
Ruch jest wszystkim
W jaki sposób jednak dotrzeć do dzieci, skoro nie zawsze udaje się to rodzicom?
- Rodzice sami mają coraz mniej czasu, w związku z czym poprzestają na niezdrowym, szybkim jedzeniu – napomyka Magdalena Człapka-Matyasik.
- To prawda, w trasie czasem przekąsimy coś w McDrive – przyznaje Michał Koralewski, młody ojciec. – Ja nie zastanawiam się wtedy, czy fastfoody wpływają na nadwagę. Ale dzieci tego nie jedzą, żona o to dba – zapewnia.
- McDonald czasem zdarza się gdzieś w drodze – dopowiada Kalina Olejniczak, mama dorastających dzieci. – Marysia ciągnie tam z powodu zabawek. Uważam, ze to wredne ze strony tej sieci. Na szczęście Antek nie je mięsa – z własnego wyboru.
- Program potrwa do roku 2016 – mówi dyr. Andrzej Trybusz z sanepidu. – W tym czasie chcemy wysłać do szkół 7800 edukatorów. Nie zamierzamy też poprzestać na pogawędkach z nauczycielami i uczniami. Na stronie www.badzmyzdrowi .pl dorośli i dzieci znajdą porady, co jeść i jak uprawiać sport.
Zajrzeliśmy na stronę i znaleźliśmy m.in. przepis na bigos wegetariański. Czy jednak poza dietą i sportem są jakieś sposoby na odchudzanie? Może tabletki z otrębami?
- Dzieci mają dobrą przemianę materii i nie potrzebują leków – kręci głową Izabela Fludra, farmaceutka i uczestniczka poznańskiego półmaratonu. – Przede wszystkim powinny się ruszać na świeżym powietrzu, niekoniecznie biegać.
- To prawda – przytakuje Maria Sztuder, matka. – Kiedy moje dzieci zalegną przez TV, wtedy najchętniej sięgają po chipsy i nie tylko.
Edukatorzy sanepidu dotrzeć mają do 180 tys. gimnazjalistów i 90 tys. uczniów zerówek.
- Chcielibyśmy objąć programem całą populację, ale na razie brakuje pieniędzy – rozkłada ręce Andrzej Trybusz.
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Piątek, 16 Października 2009, 04:14 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Fragment artykułu "Piekło dla skóry":

"(...)Gdy wjeżdżasz w wąskie uliczki Hazaribagh, pierwszą rzeczą, którą zauważasz, jest wszechobecny smród: odrażający koktajl gnijącego ciała wymieszany z przeszywająco ostrym zapachem chemikaliów stale wisi w powietrzu.
Dziesiątki tysięcy ludzi haruje tu każdego dnia, żyje, oddycha i umiera otoczona śmiercionośną mieszanką setek chemicznych substancji, wypompowywanych z operujących w mieście garbarni.
To świat stworzony ze skóry. Bose dzieci zbierają jej skrawki, kury urządzają w niej gniazda, dzieci się w niej bawią – skóra stanowi nawet paliwo do ogniska: w każdym domu pod gotującym się posiłkiem palą się toksyczne, niebieskie paski skóry przesiąkniętej aldehydem i chromem.
W rejonie Hazaribagh znajduje się ponad 100 garbarni, które produkują większość skóry eksportowanej z Bangladeszu. Eksport ten, w większości do domów mody w Europie, Japonii i Chinach, wart jest 240 milionów dolarów rocznie. Skóra z Bangladeszu przerabiana jest następnie na buty, torebki i inne akcesoria, sprzedawane w luksusowych sklepach na całym świecie. (...)"

Całość tu:

http://ferma.viva.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&am p;id=114
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Czwartek, 10 Grudnia 2009, 15:56 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




"Tygodnik Powszechny" o zwierzętach i chrześcijaństwie:

"Także zwierzęta będą nas sądzić
(...)
Najstarsze przedstawienia sceny narodzin Chrystusa pokazują niemowlę Jezus, owinięte, a raczej zasznurowane w pieluszki pomiędzy osłem i wołem. Matka Najświętsza, św. Józef, pasterze i mędrcy ze Wschodu ,,dojdą” później. (...)
Obecność zwierząt przy żłóbku Chrystusa, choć niepotwierdzona przekazem Ewangelii, skłania do podwójnej refleksji: po pierwsze zwierzęta, a nie ludzie, znalazły się jako pierwsze u nowo narodzonego Chrystusa, jeszcze przed pasterzami i mędrcami ze Wschodu, po wtóre – to one potrafiły dopatrzyć się w nowo narodzonym Chrystusie swego Pana, co nie powiodło się w przypadku wszystkich ludzi. Nic więc dziwnego, że woła i osła znajdziemy prawie w każdej szopce.
Pozycja uprzywilejowana zwierząt w porównaniu z ludźmi w Grocie Betlejemskiej wpłynęła tylko w niewielkim stopniu na wzrost sympatii do zwierząt u chrześcijan. Da się ją zaobserwować w zasadzie tylko w średniowieczu. (...)
Złe czasy dla zwierząt nastaną dopiero w epoce nowożytnej. Stanie się tak na skutek filozofii kartezjańskiej, degradującej zwierzęta do maszyny, czysto materialnego przedmiotu. Sam Kartezjusz pisał w 1649 r., że jego system filozoficzny wyzwala ludzi z ,,podejrzenia o popełnienie przestępstwa za każdym razem, gdy jedzą lub zabijają zwierzęta”. Ks. N. Malberanche (1638–1715), oratorianin, filozof kartezjański, da lekcję poglądową jednemu ze swych gości, czym są zwierzęta. Kopnie z całej siły swoją sukę, oczekującą młodych i łaszącą się do jego nóg. Gdy ta będzie wić się z bólu i przerażająco skowyczeć, tłumaczył będzie na chłodno swemu gościowi mechanizm ruchów i dźwięków u suki, uciekając się do przykładu spadającego na ziemię zegara.
Koncepcja zwierzęcia-maszyny otworzy szeroko bramę do praktykowania na zwierzętach wszelkiego rodzaju wiwisekcji. Jest ona uprawiana po dzień dzisiejszy, mimo że zdaniem wielu autorytetów naukowych nie przyniosła ludzkości oczekiwanych korzyści, a zwierzętom przyniosła niewyobrażalnie dużą sumę cierpienia. Dzisiaj na Zachodzie każdy może powiesić na drzwiach swego domu wywieszkę ,,laboratorium” i uprawiać eksperymenty na zwierzętach, jakie tylko zechce. Znane są przypadki, gdy unieruchomione koty w żelaznych klatkach noszą na sobie zrakowaciałe narośle większe od nich samych albo przypadki spalania w piecu na wolnym ogniu psów, celem pomiaru natężenia cierpienia. (...)"
http://tygodnik.onet.pl/32,0,37840,2,artykul.html
"Dusza w mięsie
Porzucane, pętane łańcuchami, uśmiercane dla pieniędzy, zarzynane – to los tysięcy polskich zwierząt.
Zwierzęta rzadko wyją z bólu. Jakby przyglądały się śmierci od środka, w skupieniu. Z perspektywy człowieka, jej świadka, to wygląda jak medytacja – mówi Janusz Orzechowski, przedsiębiorca, współzałożyciel dwóch prywatnych uczelni w Warszawie. Gdyby sam nie stracił psów, pewnie nie przyszłoby mu do głowy kupić karetkę z wyposażeniem, która – tak jak do ludzi w zagrożeniu życia – jeździ do kotów i psów. (...)
Łeba, wrzesień 2009 r. Spacerujący brzegiem plaży Michał B. dostrzega w wodzie czarny worek, otwiera go. W środku są utopione szczeniaki.
Kaniowo pod Kielcami, teren wokół zalewu. Dwie nastolatki dostrzegają wystającą z ziemi głowę psa – ktoś zakopał go żywcem.
W tym samym czasie w lokalu Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Szczecinie pojawia się mężczyzna z dwiema suczkami. Od poparzenia żrącą substancją mają głębokie rany, które układają się we wzór. Przybysz mówi, że psy znalazł. Kłamie. To właściciel, który chce się ich pozbyć, bo wyjeżdża. W Towarzystwie podkreślają: typowa historia dla miesięcy urlopowych. Pół biedy, gdy ludzie przyprowadzają zwierzęta do schroniska – czasem udaje się znaleźć dla nich nowy dom. Bywa: przychodzą do weterynarza i chcą je uśpić, bo im się znudziły. W lecznicy Janusza Orzechowskiego zawsze się odmawia, ale w innych nie, choć zgodnie z przepisami eutanazję można stosować tylko wobec zwierzęcia agresywnego bądź śmiertelnie chorego, cierpiącego.
Najczęściej wakacyjny problem załatwia się darmową metodą: porzucenie na parkingu hipermarketu, na szosie za miastem, w lesie.
Opowiada Monika Hynko z TOZ we Fromborku: „Październikowy wieczór, zimno, deszcz. Na drodze w Braniewie zatrzymuje się samochód na bartoszyckich numerach. Z tyłu auta siedzą dzieci. Nagle drzwi otwierają się, na asfalt turla się maleńki szczeniak, za nim, po dłuższej szamotaninie, nieduża suczka, najwyraźniej jego matka. Samochód rusza. Suczka za nim nie biegnie, bo instynkt każe jej pilnować szczeniaka. Psy rozglądają się bezradnie, trzęsą się."
http://tygodnik.onet.pl/30,0,37746,dusza_wmiesie,artykul.html
"Po tropach
Jak to jest z naszymi relacjami do zwierząt? To nasi przyjaciele, partnerzy czy przeciwnicy na scenie świata? Niekonieczny dodatek dzieła Stworzenia czy jego istotne dopełnienie? Czy polowania nie są aby praktykami, których czas przeminął?
Nie jest dobrze. W pewnej miejscowości w Kotlinie Kłodzkiej trup ścieli się gęsto. Najpierw kłusownik, później komendant policji, dalej właściciel zakładów mięsnych, a na końcu ksiądz. Owszem, takie rzeczy w życiu się zdarzają, ale tu sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną. I bardziej tajemniczą. W śmierć tych osób zamieszane są leśne zwierzęta. Ślady ich kopyt pojawiają się w miejscu, w którym znajdowane są ciała. Więcej: są podejrzenia, że mamy do czynienia z zabójstwami. Z jakimś planowym działaniem, za którym stoi nieuchwytny sprawca. Sprawca-człowiek. Ale co w takim razie robią tutaj te zwierzęta? (...)
Elizabeth Costello, detonując akademicką publiczność swoimi tyradami, uświadomiła nam boleśnie skalę niewiedzy, gdy chodzi o los zwierząt w świecie, w którym mieszkamy. W swoim wystąpieniu przed fikcyjnym Appleton College dokonuje wielostronnej krytyki stosunku do zwierząt w świecie zachodnim. Wskazuje na myślowe słabości i zadawnione stereotypy w naszym zwyczajowym myśleniu o związkach zwierząt i ludzi. Jej nieprzejednany radykalizm, wyrażający się choćby w porównaniu farm hodowlanych do obozów koncentracyjnych, stawia problem na ostrzu noża."
http://tygodnik.onet.pl/30,0,37744,po_tropach,artykul.html
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Niedziela, 03 Stycznia 2010, 08:25 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Tekst Katarzyny Biernackiej w Neurokulturze:

Dać głos żywej rybie

Ryba nie jest zwierzęciem?

Ryba w świadomości przeciętnego Polaka nie jest zwierzęciem. To dość szokująca teza jak na XXI wiek i obowiązek szkolny do osiemnastego roku życia. Ale tradycja kulinarna, silny antropocentryzm o podłożu religijnym, konformizm i pewnie trochę innych czynników robią swoje.

Zwierzę w encyklopedii i słowniku


Encyklopedia Popularna PWN podaje bardzo ogólnikową definicję zwierzęcia. Jest to „organizm jedno- lub wielokomórkowy cudzożywny (heterotroficzny), o ograniczonym wzroście; odznacza się na ogół zdolnością przemieszczania się z wyjątkiem zwierząt osiadłych, jak gąbki, koralowce”. Z tej definicji dowiadujemy się, ku zaskoczeniu wielu czytelników, że również gąbki i koralowce należą do Królestwa Zwierząt. Zapewne do kategorii zwierząt osiadłych należy również forma Homo sapiens przykuta do kanapy dzięki bogatej ofercie osiedlowej kablówki. Trudno jednak domyślić się z tej zwięzłej definicji kogo jeszcze można nazwać zwierzęciem - w naukowym sensie tego słowa. Skoro zdolność do przemieszczania się nie jest wymagana, a właśnie ruch ze zwierzętami najbardziej się kojarzy, przydałoby się zdanie o tym, co różni zwierzę od rośliny. To mogłoby nas naprowadzić na właściwy trop.
W Słowniku Języka Polskiego PWN znajdujemy 2 definicje zwierzęcia: „1.1 istota żywa taka jak pies, koń lub mysz, w przeciwieństwie do ptaków, ryb i owadów."oraz „1.2 każda istota żywa z wyjątkiem człowieka, albo nie wyłączając człowieka.”
Pierwsza definicja ilustruje istniejący w powszechnej mentalności podział na ssaki i inne istoty żywe, gdzie ssaki zyskują miano zwierząt, a pozostałe zwierzęta (według definicji nie-zwierzęta) zdają się mniej liczyć lub są całkowicie wykluczone. W definicji nie ujęto m.in. gadów i płazów, także nie za bardzo wiadomo, jak należałoby je zaklasyfikować. Druga definicja pokazuje dwie tendencje – dominujący, choć niezweryfikowany, religijny pogląd, że człowiek nie jest zwierzęciem [1], gdyż jako jedyna istota żywa na Ziemi został stworzony na podobieństwo Boga i posiada tzw. duszę, oraz pogląd areligijny, związany z naukami przyrodniczymi, które dostarczyły ogromną ilość dowodów na to, że człowiek jednak jest zwierzęciem, bliżej lub dalej spokrewnionym z innymi gatunkami zwierząt. Człowiek będący pod wpływem pierwszego poglądu będzie mówił zawsze i bezwzględnie „ludzie i zwierzęta” i będzie się oburzał lub co najmniej wzdrygał, gdy usłyszy „ludzie i inne zwierzęta”.

W czwartek mięso, w piątek ryba

Ten podział na zwierzęta, czyli ssaki oraz inne istoty żywe, czyli ptaki, ryby i cała reszta, często sprowadzony do przeciwstawienia rybom zwierząt lądowych i ssaków morskich, widać dobrze w kontekście katolickiego postu piątkowego. Powszechne w Polsce powstrzymywanie się od posiłków mięsnych w piątki (przestrzegane również w instytucjach publicznych, jak np. stołówki szkolne, szpitalne czy więzienne) oznacza dla katolików niejedzenie mięsa ze ssaków i ptaków, ale jak najbardziej spożywanie mięsa ryb. Skoro płat martwej ryby na talerzu nie jest mięsem, to żywa ryba najwyraźniej nie jest zwierzęciem. Zatem, chciałoby się zapytać, kim lub czym jest ryba? Konsumenci jej ciała mają na to krótką odpowiedź: ryba jest rybą i kropka. Ważniejszą i ciekawszą sprawą od istoty ryby okazuje się jej smak.
Ciało ryby to ryba – danie piątkowe, postne, chudsze, gorsze, choć niektórzy „lubią” rybę, tzn. lubią ją jeść. Na dodatek ryba ma być zdrowsza niż mięso ssaków (oczywiście dla człowieka; będąc martwą, ryba korzyści dla siebie samej raczej nie odniesie). Ciała niektórych ssaków i ptaków to mięso – danie codzienne, obowiązkowe, często luksusowe. Dopiero ciała wybrańców – domowych kotów, psów, kanarków – to zwłoki, którym należy się szacunek i pogrzeb, ewentualnie utylizacja, nigdy zaś piekarnik, talerz i kości w koszu na śmieci.

Milcząca ryba

Ryba żyje w wodzie i już przez sam ten fakt staje się nam obca. Z naszego punktu widzenia żyje w ciszy, niewiele słyszy i nie wydaje odgłosów. Jeśli wydaje jakieś dźwięki, są one dla nas niesłyszalne. Powszechne jest więc przekonanie, że ryba nie czuje bólu. Szeroko otwierany i zamykany pysk ryby, która dusi się wyjęta z wody - odwrotnie, niż ludzie, którzy to w wodzie wykonywaliby podobne, lub bardziej nawet gwałtowne ruchy ustami i całym ciałem – jest dla wielu powodem do bezrefleksyjnego śmiechu. Ryba nie ma też mimiki, która byłaby dla nas bliska i zrozumiała, dlatego tym łatwiej odrzucamy myśl o tym, że może przeżywać strach czy stres, że może unikać cierpienia i walczyć o życie. (...)

Całość tu:

http://www.neurokultura.pl/prawa-czowieka/620-biernacka-katarzyna-dac- glos-zywej-rybie.html
  
Re: <Berger> Prasówka
PostWysłano: Poniedziałek, 29 Listopada 2010, 14:26 Odpowiedz bez cytowania Odpowiedz z cytatem
Berger
Sentinel
 
Użytkownik #223
Posty: 5725


[ Osobista Galeria ]




Ciekawa rozmowa z Dariuszem Paczkowskim, twórcą Ruchu Wyzwolenia Zwierząt, na portalu www.ngo.pl:

http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/604173.html

P.S. Portal uzależnia zgodę na kopiowanie tekstów od wcześniejszego złożenia stosownego wniosku, więc szanując prawo autorskie, ograniczam się do linka. ;)
  
Prasówka
Forum dyskusyjne -> Umysł i ciało -> Wegetarianizm

Strona 1 z 1  
  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  
busy Amsterdamkantor rzeszówpracaneon innesamaterace hilding
Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów w całości lub części jest niedozwolone. Wszelkie informacje zawarte w tym miejscu są chronione prawem autorskim.



Forum dyskusyjne Heh.pl © 2002-2010